20151231


Szczęśliwego Nowego Roku!

autor:  Pudlo Manka



...Oraz wypadałoby życzyć i udanej nocy Sylwestrowej :). Kochani! Bawcie się dobrze do białego rana, później solidnie wypocznijcie i nabierzcie sił na cały rok! Szampańskiej zabawy!

P.S. I pamiętajcie, "Kobieta jest jak wino. Im starsza tym więcej czasu powinna spędzać w piwnicy" :D. To był oczywiście taki mały niewinny żarcik, oczywiście, że jest na odwrót! 

A tu moje dzieło Sylwestrowe :)

20151227


Look of the day

autor:  Pudlo Manka


Dziś przychodzę do Was z moim Wigilijnym outfitem, zdecydowałam się na prostą, jednak dość elegancką sukienkę. Bez zbędnych zdobień, tego wyjątkowego wieczoru właśnie tak lubię :). Grube rajstopy na pasterkę oczywiście były obowiązkowym dodatkiem, bez którego ani rusz ;). 

Strasznie żałuję, że za oknem wciąż nie jest i nie było biało - swoją drogą miałam cichą nadzieję, na mały cud... :) Czy Wy również czujecie się na maksa dokarmieni? :D A jak tam prezenty? :)


20151224


Wigilia 2015

autor:  Pudlo Manka


Zatrzymajmy się, by dziś w tak szczególnym dniu z całą intensywnością celebrować wspólne chwile w gronie najbliższych. Doceniajmy to co mamy, cieszmy się z prostych rzeczy i nie komplikujmy niepotrzebnie swego życia.

A bardziej standardowo - Wesołych świąt! < 3 :*

20151222


Moje ulubione zapachy

autor:  Pudlo Manka


Pamiętacie może, jak jakiś czas temu postanowiłam zaprzestać gromadzenie wód perfumowanych? Twierdziłam, że chcę stabilizacji zapachowej i najlepiej, gdybym zamknęła się w jednym flakonie. Która z nas nie chciałaby mieć taki swój, który na zawsze w nosach naszych bliskich będzie kojarzony TYLKO z nami. Próbowałam, ale się nie udało...

Tak oto powstała lista 6 takich "moich" zapachów (nie obiecuję już, że nie będę próbowała innych - wiecie przecież jak jest), z którymi się utożsamiłam i które są przez moich bliskich zarezerwowane tylko dla mnie ;).

Versace, to zdecydowanie moja bajka zapachowa - w swojej ulubionej kolekcji mam aż 4 takie zapachy, po prostu CUDA:

Versace Crystal Noir EDP - Jestem od niego silnie uzależniona, jest to moja 5 butelka 90 ml . Nie da się przejść obok tego cuda obojętnie, po prostu moja wielka miłość. Pisałam Wam o nim tu

Versace Vanitas EDP - Kochany landrynkowy uwodzicielski świeżak z pazurem. Jedno zdanie, a ile komplementów! :) Jesteśmy razem drugą flaszkę. Pisałam Wam o nim tu.

Versace Bright Crystal Absolu EDP - Różowa Wiosenno-Letnia obsesja :). Świeży zapach, który jest u mnie nieodłącznym elementem cieplejszych dni, choć ostatnio też go użyłam i było nam całkowicie nieziemsko < 3. Jesteśmy razem dopiero pierwszą flaszkę, ale z pewnością nie ostatnią. Pisałam Wam o nim tu.

Versace man eau fraiche EDT - Po prostu mój nr 1 wśród męskich zapachów. Świerzy, seksowny, uwodzicielski i czarujący... Rozmarzyłam się ;). Niesamowicie trwały i wyczuwalny przez otoczenie. Klasyk.


Chloe Love eau Intense EDP - Kolejna miłość, ja po prostu uwielbiam ten zapach. Jest dla mnie kwintesencją kobiecej elegancji. Jedyny zapach, którego mi szkoda na "co dzień" i sięgam po niego tylko na specjalne okazje :). Jesteśmy razem drugą flaszkę. Pisałam Wam o nim tu.

Chopard, Wish EDP - Kocham ten zapach, używam go przy okazji jak i bez okazji ;). Poprawia mi humor za każdym razem, gdy tylko mnie otula. Potrafię spryskać się nim tuż przed położeniem się do łóżka, by lepiej mi się spało :). Ciepły i charakterny. Jesteśmy razem 2 flaszkę. Pisałam Wam o nim tu.

Calvin Klein Euphoria EDP - Po prostu nadchodzi taki dzień, że chcę nią pachnieć. Nie jest to fascynacja ciągła, lecz chwilowa. Dlatego w mojej kolekcji być musi, choćby mała wersja. Trwamy razem 2 flaszkę. Pisałam Wam o nim tu.

A jakie są Wasze ulubione zapachy?

"Zapach nas zdradza. I zdradza też innych. Jest czymś więcej niż tylko pachnącym powietrzem. Czasami bywa sugestią, a kiedy indziej emocją, za którą chciałoby się podążyć." 

20151217


Coraz bliżej Święta

autor:  Pudlo Manka


U mnie już świątecznie, nie mogłam się doczkać strojenia domu. W tym roku mogłam urządzić wszystko "po swojemu". W prawdzie nie mam kominka, który dopełniłby urok choinki... ale i tak jestem zadowolona z efektu końcowego! :)

Zdecydowałam się na drzewko sztuczne, wiadomo dlaczego i jest to sosna mierząca 180 cm :). Nie znoszę kolorowego miszmaszu na choince, dlatego wybrałam 3 przewodnie kolory i nimi posłużyłam się w ozdabianiu - ciemno niebieski, srebrny i biały. Jest to połączenie bardzo eleganckie i idealnie pasuje do szarości na ścianach. Na Allegro zamówiłam 50 szt figurek gipsowych (zdeecydowanie za dużo :P), do nich dokupiłam cieniutkie białe wstążki. Bombki w kolorze srebrnym zwykłe i brokatowe, oraz ciemno niebieskie zwykłe i brokatowe, których zmieściło się ok 45 sztuk. Kolejnym niestety mało spotykanym "gadżetem" na mojej choince były białe Poinsecje - dają meeega efekt. Na koniec koralikowa girlanda, oraz organza standardowo w 2 przewodnich kolorach (c. niebieski i srebrny) i piękna c. niebieska brokatowa gwiazda na czubek. Niestety moje drzewko nie jest fotogeniczne (lub ja jestem beznadziejnym fotografem choinek), ponieważ na żywo prezentuje się milion razy lepiej i wygląda dostojniej :).


Do pakowania świątecznych prezentów zawsze wybieram papier, wg mnie tak zapakowane prezenty prezentują się najlepiej i choćby nie wiem jakie torebki mi oferowano, ja i tak wolę poniższy sposób ;). Trzeba się trochę namęczyć i jest to dość pracochłonne, ale uwierzcie mi - warte każdej minuty. Malutkie skarby pięknie zdobią przy okazji choinkę i są jej dopełnieniem, przykuwają ogromną uwagę gości (każdy szuka swojego imienia :P). W tym roku zdecydowałam się na szaro-biały i szaro-niebieski papier, oraz kupiłam szeroką c. niebieską wstążkę, która również pięknie zdobi.

W kuchni nie ma dużych szaleństw - znalazły się czerwone skarpety kominkowe, oraz skromny złoty stroik na stół. Biało-szara "serwetka" powstała z papieru do pakowania prezentów, usztywniłam i podkleiłam ją tylko :). Oprócz ozdób zaopatrzyłam się również w świąteczne olejki i woski - zapach, który unosi się w powietrzu naprawdę nastraja :)).

Jak Wam się podoba? Wasze domy/mieszkania również już przystrojone? 

20151215


Lovely, Curling Pump Up - tusz do rzęs

autor:  Pudlo Manka


Miałam nie kupować tuszów 2 lata - mam 3 napoczęte z Loreala, które otrzymałam do testów... Jednak pokusa była większa, zwłaszcza, że kosztowała mnie bagatela 7,80 zł :]. Mowa oczywiście o popularnej maskarze Lovely Curling Pump up. Ma baaardzo dużo pozytywnych opinii na wizażu i dlatego też postanowiłam ją przetestować. 

Jakie są moje odczucia? A no bardzo pozytywne, wspomnę jeszcze tylko o tym, że przenigdy nie natrafiłam na tak rewelacyjny tusz w tym, lub nieco wyższym przedziale cenowym. W prawdzie nie jest tak idealny jak moje dwa przyjemniaczki Million Lashes i Million Lashes EXCESS, ale zacznijmy od początku...

Producent obiecuje efekt maksymalnie pogrubionych i wydłużonych rzęs. Jak z tym jest? No nie do końca tak maksymalnie, ponieważ tą maskarą nie stworzymy efektu mocnych, teatralnych rzęs, choćby nie wiem ile się namachać szczoteczką. A jeśli już przy niej jesteśmy to muszę przyznać, że dobrze je rozczesuje. Fajnie je wydłuża, pogrubia i podkręca, dając całkiem naturalny efekt. Niestety bywa tak, że po chwili po prostu prostują się nam rzęsy, wystarczy wtedy delikatnie je poprawić i będzie ok. Jest to jeden z dwóch minusów tego tuszu, bowiem drugi jest taki, że po około 2 tygodniach używania widzę, że w zadziwiająco szybkim tempie wysycha. Daję mu max miesiąc, wynik wydajności jest zatem słabiutki. Po mimo tego nie kruszy się jednak, nie rozmazuje, a zmywanie nie wymaga wielkiego nakładu pracy.

Po przeanalizowaniu wszystkich za i przeciw daję mu mocną 4 -. Kiedyś może jeszcze do niego wrócę. Jeśli szukacie tuszu do 20 zł, ten zdecydowanie będzie najlepszy w swym przedziale cenowym.

20151213


Poczekajka

autor:  Pudlo Manka


Bardzo fajna, wciągająca książka - i to uczucie, kiedy burczy mi w brzuchu z głodu, a odkładam posiłek na rzecz "jeszcze jednej kartki" :D. Nie lubuję się jednak w historiach fantasy - magia, czarownice, sabat... Trochę mnie to na początku zniechęciło, bo jest to kompletnie nie moja bajka... 

Historia o Patrycji, 25 letniej Pani weterynarz, która porzuca życie w zatłoczonej Warszawie i oddaje się w wir poszukiwań miłości swego życia - wyśnionego Amre. Natrafia na chatkę z sabotowskiej wizji i osiada się na dobre w małej miejscowości Poczekajka. Multum zabawnej treści z udziałem głównej bohaterki, która próbowała się "przystosować" do iście ekstremalnych warunków. Sielanka nie trwa długo ponieważ matka, oraz niedoszły narzeczony Artur knując za jej plecami zlecają przystojnemu Łukaszowi dobrze płatną "fuchę". Zadaniem chłopaka jest rozkochać w sobie młodą Panią doktor i porzucić ją z hukiem - knujący liczą, że wnet z podkulonym ogonem wróci do domu, do Warszawy. 

Oczywiście wyśniony jest na wyciągnięcie ręki, a przez 3/4 książki nie mogą się zejść. Wkurza mnie strasznie to, że szczęśliwe zakończenie opiera się na kilku zdaniach :]. No kurczę, zamiast to jakoś rozwinąć... spojrzenie w oczy, soczysty pocałunek i KONIEC - bez sensu. 

Może jednak powieści rządzą się takimi właśnie prawami :P. Gdybym to ja była pisarką , bądźcie pewni, że moje dłuuuuugie szczęśliwe zakończenie zapadłoby Wam w pamięć :). Książka oczywiście warta przeczytania - momentami wzruszająca, z fajnym humorem i puentą - Warto wierzyć w marzenia i nie poddawać się na długiej drodze do ich realizacji. Tą ostatnią moją złotą sentencję chyba oprawię sobie w ramki - czasem uda mi się coś mądrego napisać :D.

Tutaj macie 3 minutowy trailer (w mojej wyobraźni mężczyźni byli nieco bardziej niż trochę przystojniejsi ;) ): 

20151210


Yankee Candle

autor:  Pudlo Manka


Dziś zdradzę Wam moje kolejne uzależnienie - są to wszelkiego rodzaju świeczki, olejki zapachowe i woski. No po prostu nie ma nic bardziej relaksującego niż wieczorne odpalenie tych cudeniek! :D Kadzidełka to nie mój konik, ale jakieś tam dwa ulubione też by się znalazły :D.U mnie w domu ten rytuał trwa cały rok, nie tylko Jesienno-Zimową porą - choć latem i wiosną wybieram nieco świeższe zapachy ;).

Dziś napiszę słów kilka odnośnie popularnych wosków zapachowych Yankee Candle. Mam swoje dwa ulubione zapachy, jest to Clean Cotton (zapach świeżego prania) oraz Soft Blanket (miękki koc - ciepły i otulający) < 3. W okresie takim jak ten decyduję się na świąteczny klasy Christmas Eve - przesłkodko-korzenny zapach.

Woski te są baaardzo popularne na całym świecie, ich intensywność i kompozycje zapachowe zadowolą każdego... Piękny aromat unosi się po całym mieszkaniu i skutecznie tworzy fajny klimat. Do wyboru mamy całe mnóstwo zapachów, więc każdy z całą pewnością znajdzie coś dla siebie. 

Niestety bądź stety mają swoje wady - wkurza mnie w nich ich kruchość i problem w dzieleniu, a także późniejsze przechowywanie. Za jeden wosk musimy zapłacić od 7 do nawet 10 zł, co wcale nie jest tak tanie, zważywszy, że jeden wystarcza średnio na 3-4 razy. Oczywiście w internecie mnóstwo jest złotych rad, np. jak przedłużyć ich intensywność i trwałość... Jednak po co, po godzinie gasić tealighty? Lubię, gdy wieczorem palą się u mnie te malutkie cieplutkie światełka. 

Zważywszy na wszystkie wady i zalety daję im 4+/6. Są to po prostu dobre woski w dość przyzwoitej cenie. Szukając ideału trafiłam na "coś" na 5/6 - ale o tym w następnym poście z tej serii! :)

20151208


Plotkara (Gossip girl)

autor:  Pudlo Manka


Nie często oglądam seriale, mój ostatni to "Sex w wielkim mieście" - pisałam Wam o nim tu. Jeśli jednak to czynię, oddaję się w 100 % i na ich rzecz rezygnuję z jakichkolwiek filmów. Tak było i tym razem. Seriale oglądane online mają to do siebie, że cholernie wciągają i nie raz zarwałam nockę mówiąc sobie "włączę ostatni odciek i po nim idę spać". W efekcie potrafiłam nawet do 1-2 chłonąć "Plotkarę" a rano ciężko było mi wstać :P. 

Opisywany dziś przeze mnie serial to historia "elity Manhattanu" - popularnych i obrzydliwie bogatych licealistów, którzy wypełniają sobie wolny czas imprezami, alkoholem i innymi takimi ;). Oczywiście z biegiem serialowych lat idą na studia, dorastają, podejmują pracę... Nie zmienia się jednak fakt, że ich wybryki zostają opisywane przez anonimową osobę na Plotkarze (dobrze to odmieniłam? :P). Co dziwne na początku blog był odwiedzany tylko przez licealistów, a z biegiem czasu czytali go dosłownie WSZYSCY. Na samym końcu oczywiście poznajemy tą tajemniczą osobę, która zamieszczała wszystkie plotki i mam wrażenie, że reżyser dopiero w 5 sezonie wpadł na to kto to powinien być ;). W efekcie trochę mi się to nie zgadza. 

Przez 6 sezonów zmagałam się z ich intrygami, kłamstwami i licznymi romansami. W pewnym momencie, chyba w 5 sezonie miałam wrażenie, że to jakaś "Moda na sukces". Każdy był z każdym - zaliczyliśmy zmartwychwstanie, bójki o fortunę, nieślubne dzieci i morderstwa. Piąty sezon był dla mnie najmniej ciekawy i miałam mały okres załamania, przez który chciałam to rzucić :P.

Teraz kiedy już dobrnęłam do końca miło wspominam całość, była to naprawdę dobra lekcja. Wiem na pewno, że nigdy nie chciałabym obracać się w takim pokręconym towarzystwie ;). Pamiętam, że jak oglądałam ostatni odcinek "Seksu w wielkim mieście" łezka mi się w oku zakręciła i żałowałam, że to już koniec. W przypadku "Plotkary" odczułam ulgę. Być może przez to, że w końcu będę mogła się wyspać? :P Jedno jest pewne, ten serial był baaardzo wciągający (no 5 sezon trochę mniej) i fajnie było patrzeć jak Ci ludzie dojrzewali. Moimi ulubionymi sylwetkami są Chuck Bass i Blair Waldorf - była to też moja ulubiona para :). Choć do ideału im daleko to uważam, że przeszli największą drogę w kierunku dobra i normalności ;).

Oglądaliście? Ja póki co robię sobie pauzę z serialami :P

20151206


Look of the day

autor:  Pudlo Manka


Zaczęłam na nowo odkrywać uroki mojej szafy, to zadziwiające ile zapomnianych rzeczy można w niej odnaleźć i jakie ekperymentalne tworzyć połączenia :D. Przy okazji przedświątecznych porządków znalazłam parę nie noszonych perełek i kilka zapomnianych ulubieńców. Z pewnością koszula prezentowana na dzisiejszych zdjęciach do takich kiedyś należała - nosiłam ją na okrągło :). 

Jak Wam się podoba?

Święta zbliżają się wielkimi krokami, ja już mam prawie wszystko wysprzątane.. Pora chyba stroić dom i choinkę! :D Podzielę się z Wami efektem mojej pracy :).

20151203


FITO kosmetik czarna glinka z morza martwego

autor:  Pudlo Manka



Jestem wprost zakochana w tej glince! Zacznę jednak od tego, że straaasznie bałam się pierwszego użycia... Jak wiadomo na naszym rynku rosyjskie kosmetyki nie są jeszcze tak znane ;). Moja cera jest bardzo kapryśna i lubią pojawiać się na niej uczuleniowe krostki. Po pierwszym razie, kiedy u mnie pojawiło się delikatne zaczerwienienie trochę się zmartwiłam.

Na szczęście nic złego się nie stało :). Zaczerwienienie było bowiem zjawiskiem naturalnym - w ten sposób wiemy, że maseczka działa i prawidłowo "wyciąga" z naszej skóry zanieczyszczenia.

Po prawie miesiącu regularnego stosowania (2-3 razy w tygodniu), śmiało mogę stwierdzić, że działa cuda! Cera jest uspokojona, oczyszczona i baaardzo gładka, a koloryt wyrównany. Nawet jeśli przesadzę z ilością ostrych lub majonezowych potraw wiem, że ona będzie moim wybawieniem. Dosłownie już po pierwszej aplikacji zmiany znikają, serio. Żadna maseczka jak dotąd nie dawała mi takich efektów. Widzę również to, jak wspaniale oczyszcza pory.

Glinka ma śmiesznie niską cenę - za 100 g (2x50) zapłaciłam 4,50 zł ;). Tak jak pisałam wcześniej używam jej już prawie miesiąc, a wciąż mam połowę z pierwszej saszetki. Jest więc kilerem wydajności. 

Jak ją rozrabiać? Daję połowę małej łyżeczki i kilka kropel letniej wody (możemy łączyć ją również z wodą różaną, ulubionym tonikiem, lub olejkami). Wszystko dokładnie mieszam i jeśli jest za gęsta dodaję jeszcze kropelkę wody. Uwielbiam takie naturalne metody. Gotowe maski są może i wygodne, ale czy do końca wiemy co zawierają? 

Bez małych minusów się nie obejdzie, zatem: 
- maseczka obrzydliwie brudzi wszystko dookoła podczas zmywania ;], 
- jeśli potrzymamy ją dłużej niż 15 minut może nam trochę przesuszyć skórę.

Jestem z niej tak bardzo zadowolona, że mogę się poświęcić i myć umywalkę za każdym razem po spłukiwaniu. Ręczniki dopierają się normalnie przy 60 C, więc żaden ból :P. 

Jeśli macie okazję kupujcie, jest naprawdę rewelacyjna.


20151201


Naklejki na ścianę

autor:  Pudlo Manka


Jak odświeżyć wnętrze małym kosztem i zerowym nakładem siły? Nic prostszego! Na pomoc przyjdą nam naklejki ścienne. Wybór jest ogromny, do wyboru są cytaty, postacie, zwierzęta i co sobie tylko wymarzymy :). Sam montaż natomiast dziecinnie prosty, tylko do tych nieco większych potrzebne są dwie osoby. Wszystko wygląda schludnie i bardzo nowocześnie.

Ja postawiłam na słowa - w pokoju wybrałam standardowo kolor biały, do kuchni zaś te w kolorze ciemnej szarości. Jestem baaardzo zadowolona z efektu, jaki udało mi się dzięki tym naklejkom osiągnąć. Jest to bardzo fajna alternatywa, by zagospodarować pustą ścianę w domu. Z początku myślałam o jakimś większym obrazie - niestety nic ciekawego nie znalazłam do kuchni, a ceny tych nadających się do pokoju wahały się średnio od 300 zł w górę O.o . 

Naklejki są duuuużo tańszym rozwiązaniem, a wg mnie bardziej efektownym i ponadczasowym. 

Jak Wam się podoba?


20151129


Look of the day

autor:  Pudlo Manka


Jak mija Wam po Andrzejkowa Niedziela? Mi baaardzo spokojnie, w zasadzie nie wynurzyłam nosa na dwór ;). Dni, w których nie muszę robić kompletnie nic (pomijając czynności, które sprawiają mi przyjemność: np. gotowanie i pisanie na blogu) nie należą u mnie do częstych zjawisk, dlatego dziś pomimo braku produktywnie spędzonego czasu i tak się cieszę, że w końcu wypoczęłam. 

Zdjęcia do dzisiejszego posta były zatem zrobione wcześniej, możecie na nich zobaczyć moją próbną Andrzejkową fryzurę :). Wczoraj o dziwo wyszła mi jeszcze lepiej. Uwielbiam takie proste, klasyczne upięcia, dzięki którym nasza twarz jest ładnie wyeksponowana (dość dziwnie to brzmi prawda? :P). 

Udanego wieczoru! :)

20151124


Stripsy a'la KFC

autor:  Pudlo Manka


Fast foody to przekleństwo XXI wieku... Sama czasami przez nie tracę głowę i zapominam o "racjonalnym" odżywianiu :P. Jak sobie z tym radzić?! Proste. Zrobić samemu! :D Nie jest to najzdrowsze danie świata, ale zawsze wybieramy mniejsze zło przygotowując taką bombę w domu. W końcu wiemy co jemy ;). Zawsze wychodzi baaardzo smacznie i nawet są lepsze od oryginału :).

Potrzebujemy:
  • 3 średnie filety z kurczaka
  • przyprawy wg własnego uznania np. słodką zmieloną paprykę, zmieloną papryczkę chili, sól, pieprz, cukier
  • 2 średnie jajka
  • 3/4 szklanki mąki pszennej
  • 1/3 szklanki mleka
  • olej do smażenia
  • mieszankę z 1 szklanki mąki pszennej i 2 dużych łyżek mąki ziemniaczanej


Wykonanie:
  1. Piersi oczyszczamy z żyłek etc. kroimy na średniej wielkości kawałki, najlepiej nie za grube. Dodajemy do piersi nasze ulubione przyprawy. W moim przypadku była to sekretna mieszanka KFC do której dodałam tylko szczyptę cukru :D. Odstawiamy na minimum 2 godziny przykryte mięso folią spożywczą do lodówki.
  2. W międzyczasie dodajemy mąkę, jajka, mleko, oraz przyprawy do ciasta i miksujemy. Ciasto powinno wyjść dość gęste. 
  3. Dodajemy kurczaka do ciasta i mieszamy tak, by każdy kawałek był nim dobrze pokryty. Rozgrzewamy we frytkownicy, bądź garnku olej. Musi być go na tyle dużo, by smażące się stripsy były w całości zakryte. Niestety olej nie nadaje się już później do niczego, także nie musi być jakiś mega virgin ;)
  4. Do wysokiej miski dodajmy mieszankę z 1 szklanki mąki pszennej i 2 łyżeczek mąki ziemniaczanej (ważne, by składniki były dobrze wymieszane), dodajemy do niej max 3 kawałki mięsa i energicznie nią potrząsamy. Każdy kawałek stripsa musi być dobrze pokryty mąką.
  5. Do nagrzanego oleju wrzucamy kolejno piersi i smażymy, aż do momentu, kiedy staną się soczyście złociste
Smacznego! :)


20151122


Look of the day

autor:  Pudlo Manka


Niestety pogoda nas nie rozpieszcza i robienie outfitów, nie jest już taką przyjemnością. Jest zimno, szaro buro i niestety wszystko jest widoczne na zdjęciach :P. Mam nadzieję, że coś tam jednak widać i wielkiej tragedii nie ma ;).

Niestety przez lampę błyskową zniknął urok pięknej bluzki z delikatnym koronkowym kołnierzykiem bebe, musimy sobie zatem wyobrazić, że on tam był. Chciałam dodać do tego zestawienia jakieś obcasy, ale ostatecznie padło na wygodne obuwie na płaskiej podeszwie. 

Jak Wam się podoba? Udanej Niedzieli. 

20151119


L'oreal volume million lashes SO COUTURE

autor:  Pudlo Manka


Jakiś czas temu otrzymałam fantastyczny prezent od Loreal Paris Polska - złotą gamę tuszy VOLUME MILLION LASHES. Jako, że już od daaaawna wielbię klasyczny tusz z tej serii, o którym pisałam TU z miłą chęcią zabrałam się za testowanie jego braci. Na pierwszy odstrzał poszedł Excess, później Feline, a teraz przyszedł czas na So Couture. 

Testowałam go ponad miesiąc. Co mogę już o nim napisać? Jest to taki bardzo poprawny tusz. Dajek naturalny efekt przy 2-3 pociągnięciach, więcej nie polecam go nakładać, ponieważ może zrobić nam krzywdę. Ma przyjemny zapach i fajną szczoteczkę. Jest naprawdę trwały i nie kruszy się w ciągu dnia. Minusem może okazać się fakt, że na prawdę tak łatwo się go z rzęs nie pozbędziemy. Tusz nie jest wodoodporny, więc to raczej bardziej wada, aniżeli zaleta. Jeśli miałabym określić go jednym zdaniem: Nothing special.

Wiem, że u wielu z Was ten tusz się sprawdza - ma również naprawdę bardzo dobrą opinię na wizażu. Niestety ja nie zdecyduję się na niego ponownie, ponieważ testowałam lepsze. Tym lepszym jest na pewno klasyczny million lashes, a także wersja Excess, która mnie kompletnie oczarowała. Do tych z pewnością wrócę nie raz.

20151117


Dermaglin - maseczka przeciwtrądzikowa

autor:  Pudlo Manka


Jest to (wg obietnic producenta) maseczka o wysokich właściwościach regulujących wydzielanie łoju, oraz normalizujących proces złuszczenia skóry. Zawiera zieloną glinkę Kambryjską, aloes i owies.  Jest przeznaczona do cery mieszanej/tłustej, skłonnej do wyprysków. Powinna wchłaniać zanieczyszczenia, oczyszczać, odżywiać i regenerować problematyczną cerę. Ponadto na etykiecie można doszukać się informacji, że zmniejsza łojotok i zwęża pory, a także złuszcza stary naskórek i przyczynia się do ogólnego polepszenia stanu skóry, poprzez eliminację krostek i łagodzenie. 

Ile w tym prawdy? Szczerze, to nie wiem... Ja użyłam jej trzy razy i nie zauważyłam żadnych efektów. Być może za krótko jej używałam? Na pewno wysusza skórę i zaraz "po" trzeba ją intensywnie nawilżyć. Nakłada się ją dość nieprzyjemnie, topornie się rozciera. Ma wodną konsystencję i w błyskawicznym tempie zastyga nam na twarzy - zanim zdążyłam nałożyć ją na czoło na brodzie już prawie wyschła. Na plus oczywiście naturalny skład i dzięki czemu brak zapachu, oraz fakt, że nie mnie nie uczuliła. Zmywa się ją dość ciężko i trzeba się namęczyć, brudzi umywalkę. Podczas noszenia czułam dziwne uczucie ściągnięcia twarzy i z trudem mówiłam (niektórzy by się ucieszyli :P). Cena to ok 5 zł za dużą saszetkę - aż 20 ml. Niestety kolejnym minusem jest to, że prawie wyschła mi w zaklejonym opakowaniu po ponad tygodniu. Przy następnym użyciu musiałam nałożyć mega grubą warstwę, by produkt się nie zmarnował. Wydajność więc diametralnie spada. 

Trochę się rozczarowałam, bo naczytałam się na wizażu samych pozytywnych opinii, ochów i achów. U mnie niestety się nie sprawdziła, być może przez to, że mam cerę mieszaną w stronę suchej? Tak czy owak na mojej liście wciąż nr pozostaje maseczka "Perfekcja" z Dermiki.

20151115


13-go w Piątek

autor:  Pudlo Manka



13-go w Piątek - zawsze sceptycznie podchodzę do tego typu zabobonów i się nimi kompletnie nie przejmuję... Jednak TYM razem było zupełnie inaczej ;). Piątek bowiem zaczął mi się wyśmienicie, na nowej wykładzinie wylądował rażąco czerwony wosk z zapachowej świeczki. Żeby było jeszcze ciekawiej była to aż ponad 90 cm plama na środku pokoju. Kompletnie nie wiem, jak to się tak mocno mogło rozprzestrzenić :P. A tak wiem, był Piątek 13-go... ;) Oczywiście panika murowana. Próbowaliśmy go trochę zeskrobać, ale wosk "wżarł" się na tyle mocno, że i tak zostawał, dalsze tarcie nie miało sensu, bo po prostu można było w ten sposób zniszczyć tworzywo... 

Jak sobie z tym poradziłam? Odnalazłam 3 sposoby; 1 skrobanie (spalone, nie podziałało), 2 okładanie plamy z wosku lodem i zeskrobywanie (też spalone, nie było co zeskrobywać, bo dobrze się wżarło), 3 żelazko + gazeta, bądź papier. Ten ostatni wydał mi się bardzo drastyczny i bałam się, że w ten sposób zniszczę jeszcze bardziej dywan... W końcu wosk mógł się jeszcze bardziej rozmazać pod wpływem ciepła. Zaryzykowałam. Użyłam chłonnych ręczników kuchennych Foxy (gdzieś wyczytałam, że ktoś użył gazety, a ta z kolei zabarwiła czyszczoną powierzchnię i w efekcie był druk na dywanie), stopniowo, na najniższej temperaturze i małym kąciku :). Płat papieru wymieniałam jak tylko zobaczyłam plamę, nie chciałam rozmazać wosku. Później podwyższyłam temperaturę i zaczęłam mocniej dociskać :). Plama stopniowo znikała. Namęczyłam się niemiłosiernie, bo aż 40 minut walczyłam - ale było jednak warto! :) Ważne, by żelazko nie trzymać w jednym miejscu, bo wtedy możemy przypalić dywan.

"Włala" jak nowy! :)

Tego dnia również całkowitym przypadkiem mój rozświetlacz The Balm (klik!) zaliczył lekki, z pozoru niewinny upadek i okazało się, że faktycznie jest kruchy ;). Na szczęście wystarczyło go lekko przyklepać. Jednak nie mam teraz pewności, że nie zacznie się sypać dalej. 13-sty nie nadchodź już więcej taki pechowy!

20151112


Zapiekanka makaronowa z serem

autor:  Pudlo Manka


Bardzo szybki i prosty sposób na pyszny obiad/kolację bez mięsa, np. w Piątek :). Zawsze wychodzi i smakuje - warunkiem jest dodanie ulubionych serów/sera.

Potrzebujemy:
  • makaron ok 400 g (najlepiej rurki, może być też jakikolwiek inny wedle uznania, ale grubszy :P)
  • ser - im więcej tym lepiej (ja użyłam kilku serów jakie miałam aktualnie w lodówce,)
  • 4 jajka
  • 100 ml wody
  • 100 ml słodkiej śmietany 18% lub 30%
  • Knorr Spagetti 4 sery z brokułami (nie jest to mus, ja dodałam by podbić serowy smak)
  • przyprawy wedle smaku: sól, pieprz, cukier, papryka chili 
Przygotowanie:
  1. Makaron gotujemy w osolonej wodzie 2 minuty krócej, niż jest to podane na opakowaniu - dzięki temu makaron będzie al dente. Odcedzamy i studzimy go pod bieżącą zimną wodą w sitku. 
  2. Ser/y kroimy, bądź ścieramy na tarce o grubych oczkach, naczynie wykładamy solidnie dobrym papierem do pieczenia, bądź smarujemy je grubo margaryną i oprószamy bułką tartą. Ja osobiście wolę pierwszą opcję - mniej bawienia się i NIGDY nie będzie problemu z porcjowaniem :).
  3. By przygotować zalewę mieszamy ze sobą ulubione przyprawy (sól, pieprz, cukier, paprykę), dodajemy jajka, wodę, śmietanę i opcjonalnie sproszkowany sos Knorr. Wszystko dokładnie mieszamy mikserem, do uzyskania jednolitej masy.
  4. Na dno naczynia układamy połowę makaronu, na to połowę sera i posypujemy delikatnie papryczką chili. Następnie reszta makaronu i sera. Całość zalewamy po całej powierzchni naszym "sosem". Wstawiamy do nagrzanego do 180 C piekarnika z opcją "góra dół" (bez termoobiegu) na środkowej półce i pieczemy około 40-45 minut. 

SMACZNEGO! :)