20151129


Look of the day

autor:  Pudlo Manka


Jak mija Wam po Andrzejkowa Niedziela? Mi baaardzo spokojnie, w zasadzie nie wynurzyłam nosa na dwór ;). Dni, w których nie muszę robić kompletnie nic (pomijając czynności, które sprawiają mi przyjemność: np. gotowanie i pisanie na blogu) nie należą u mnie do częstych zjawisk, dlatego dziś pomimo braku produktywnie spędzonego czasu i tak się cieszę, że w końcu wypoczęłam. 

Zdjęcia do dzisiejszego posta były zatem zrobione wcześniej, możecie na nich zobaczyć moją próbną Andrzejkową fryzurę :). Wczoraj o dziwo wyszła mi jeszcze lepiej. Uwielbiam takie proste, klasyczne upięcia, dzięki którym nasza twarz jest ładnie wyeksponowana (dość dziwnie to brzmi prawda? :P). 

Udanego wieczoru! :)

20151124


Stripsy a'la KFC

autor:  Pudlo Manka


Fast foody to przekleństwo XXI wieku... Sama czasami przez nie tracę głowę i zapominam o "racjonalnym" odżywianiu :P. Jak sobie z tym radzić?! Proste. Zrobić samemu! :D Nie jest to najzdrowsze danie świata, ale zawsze wybieramy mniejsze zło przygotowując taką bombę w domu. W końcu wiemy co jemy ;). Zawsze wychodzi baaardzo smacznie i nawet są lepsze od oryginału :).

Potrzebujemy:
  • 3 średnie filety z kurczaka
  • przyprawy wg własnego uznania np. słodką zmieloną paprykę, zmieloną papryczkę chili, sól, pieprz, cukier
  • 2 średnie jajka
  • 3/4 szklanki mąki pszennej
  • 1/3 szklanki mleka
  • olej do smażenia
  • mieszankę z 1 szklanki mąki pszennej i 2 dużych łyżek mąki ziemniaczanej


Wykonanie:
  1. Piersi oczyszczamy z żyłek etc. kroimy na średniej wielkości kawałki, najlepiej nie za grube. Dodajemy do piersi nasze ulubione przyprawy. W moim przypadku była to sekretna mieszanka KFC do której dodałam tylko szczyptę cukru :D. Odstawiamy na minimum 2 godziny przykryte mięso folią spożywczą do lodówki.
  2. W międzyczasie dodajemy mąkę, jajka, mleko, oraz przyprawy do ciasta i miksujemy. Ciasto powinno wyjść dość gęste. 
  3. Dodajemy kurczaka do ciasta i mieszamy tak, by każdy kawałek był nim dobrze pokryty. Rozgrzewamy we frytkownicy, bądź garnku olej. Musi być go na tyle dużo, by smażące się stripsy były w całości zakryte. Niestety olej nie nadaje się już później do niczego, także nie musi być jakiś mega virgin ;)
  4. Do wysokiej miski dodajmy mieszankę z 1 szklanki mąki pszennej i 2 łyżeczek mąki ziemniaczanej (ważne, by składniki były dobrze wymieszane), dodajemy do niej max 3 kawałki mięsa i energicznie nią potrząsamy. Każdy kawałek stripsa musi być dobrze pokryty mąką.
  5. Do nagrzanego oleju wrzucamy kolejno piersi i smażymy, aż do momentu, kiedy staną się soczyście złociste
Smacznego! :)


20151122


Look of the day

autor:  Pudlo Manka


Niestety pogoda nas nie rozpieszcza i robienie outfitów, nie jest już taką przyjemnością. Jest zimno, szaro buro i niestety wszystko jest widoczne na zdjęciach :P. Mam nadzieję, że coś tam jednak widać i wielkiej tragedii nie ma ;).

Niestety przez lampę błyskową zniknął urok pięknej bluzki z delikatnym koronkowym kołnierzykiem bebe, musimy sobie zatem wyobrazić, że on tam był. Chciałam dodać do tego zestawienia jakieś obcasy, ale ostatecznie padło na wygodne obuwie na płaskiej podeszwie. 

Jak Wam się podoba? Udanej Niedzieli. 

20151119


L'oreal volume million lashes SO COUTURE

autor:  Pudlo Manka


Jakiś czas temu otrzymałam fantastyczny prezent od Loreal Paris Polska - złotą gamę tuszy VOLUME MILLION LASHES. Jako, że już od daaaawna wielbię klasyczny tusz z tej serii, o którym pisałam TU z miłą chęcią zabrałam się za testowanie jego braci. Na pierwszy odstrzał poszedł Excess, później Feline, a teraz przyszedł czas na So Couture. 

Testowałam go ponad miesiąc. Co mogę już o nim napisać? Jest to taki bardzo poprawny tusz. Dajek naturalny efekt przy 2-3 pociągnięciach, więcej nie polecam go nakładać, ponieważ może zrobić nam krzywdę. Ma przyjemny zapach i fajną szczoteczkę. Jest naprawdę trwały i nie kruszy się w ciągu dnia. Minusem może okazać się fakt, że na prawdę tak łatwo się go z rzęs nie pozbędziemy. Tusz nie jest wodoodporny, więc to raczej bardziej wada, aniżeli zaleta. Jeśli miałabym określić go jednym zdaniem: Nothing special.

Wiem, że u wielu z Was ten tusz się sprawdza - ma również naprawdę bardzo dobrą opinię na wizażu. Niestety ja nie zdecyduję się na niego ponownie, ponieważ testowałam lepsze. Tym lepszym jest na pewno klasyczny million lashes, a także wersja Excess, która mnie kompletnie oczarowała. Do tych z pewnością wrócę nie raz.

20151117


Dermaglin - maseczka przeciwtrądzikowa

autor:  Pudlo Manka


Jest to (wg obietnic producenta) maseczka o wysokich właściwościach regulujących wydzielanie łoju, oraz normalizujących proces złuszczenia skóry. Zawiera zieloną glinkę Kambryjską, aloes i owies.  Jest przeznaczona do cery mieszanej/tłustej, skłonnej do wyprysków. Powinna wchłaniać zanieczyszczenia, oczyszczać, odżywiać i regenerować problematyczną cerę. Ponadto na etykiecie można doszukać się informacji, że zmniejsza łojotok i zwęża pory, a także złuszcza stary naskórek i przyczynia się do ogólnego polepszenia stanu skóry, poprzez eliminację krostek i łagodzenie. 

Ile w tym prawdy? Szczerze, to nie wiem... Ja użyłam jej trzy razy i nie zauważyłam żadnych efektów. Być może za krótko jej używałam? Na pewno wysusza skórę i zaraz "po" trzeba ją intensywnie nawilżyć. Nakłada się ją dość nieprzyjemnie, topornie się rozciera. Ma wodną konsystencję i w błyskawicznym tempie zastyga nam na twarzy - zanim zdążyłam nałożyć ją na czoło na brodzie już prawie wyschła. Na plus oczywiście naturalny skład i dzięki czemu brak zapachu, oraz fakt, że nie mnie nie uczuliła. Zmywa się ją dość ciężko i trzeba się namęczyć, brudzi umywalkę. Podczas noszenia czułam dziwne uczucie ściągnięcia twarzy i z trudem mówiłam (niektórzy by się ucieszyli :P). Cena to ok 5 zł za dużą saszetkę - aż 20 ml. Niestety kolejnym minusem jest to, że prawie wyschła mi w zaklejonym opakowaniu po ponad tygodniu. Przy następnym użyciu musiałam nałożyć mega grubą warstwę, by produkt się nie zmarnował. Wydajność więc diametralnie spada. 

Trochę się rozczarowałam, bo naczytałam się na wizażu samych pozytywnych opinii, ochów i achów. U mnie niestety się nie sprawdziła, być może przez to, że mam cerę mieszaną w stronę suchej? Tak czy owak na mojej liście wciąż nr pozostaje maseczka "Perfekcja" z Dermiki.

20151115


13-go w Piątek

autor:  Pudlo Manka



13-go w Piątek - zawsze sceptycznie podchodzę do tego typu zabobonów i się nimi kompletnie nie przejmuję... Jednak TYM razem było zupełnie inaczej ;). Piątek bowiem zaczął mi się wyśmienicie, na nowej wykładzinie wylądował rażąco czerwony wosk z zapachowej świeczki. Żeby było jeszcze ciekawiej była to aż ponad 90 cm plama na środku pokoju. Kompletnie nie wiem, jak to się tak mocno mogło rozprzestrzenić :P. A tak wiem, był Piątek 13-go... ;) Oczywiście panika murowana. Próbowaliśmy go trochę zeskrobać, ale wosk "wżarł" się na tyle mocno, że i tak zostawał, dalsze tarcie nie miało sensu, bo po prostu można było w ten sposób zniszczyć tworzywo... 

Jak sobie z tym poradziłam? Odnalazłam 3 sposoby; 1 skrobanie (spalone, nie podziałało), 2 okładanie plamy z wosku lodem i zeskrobywanie (też spalone, nie było co zeskrobywać, bo dobrze się wżarło), 3 żelazko + gazeta, bądź papier. Ten ostatni wydał mi się bardzo drastyczny i bałam się, że w ten sposób zniszczę jeszcze bardziej dywan... W końcu wosk mógł się jeszcze bardziej rozmazać pod wpływem ciepła. Zaryzykowałam. Użyłam chłonnych ręczników kuchennych Foxy (gdzieś wyczytałam, że ktoś użył gazety, a ta z kolei zabarwiła czyszczoną powierzchnię i w efekcie był druk na dywanie), stopniowo, na najniższej temperaturze i małym kąciku :). Płat papieru wymieniałam jak tylko zobaczyłam plamę, nie chciałam rozmazać wosku. Później podwyższyłam temperaturę i zaczęłam mocniej dociskać :). Plama stopniowo znikała. Namęczyłam się niemiłosiernie, bo aż 40 minut walczyłam - ale było jednak warto! :) Ważne, by żelazko nie trzymać w jednym miejscu, bo wtedy możemy przypalić dywan.

"Włala" jak nowy! :)

Tego dnia również całkowitym przypadkiem mój rozświetlacz The Balm (klik!) zaliczył lekki, z pozoru niewinny upadek i okazało się, że faktycznie jest kruchy ;). Na szczęście wystarczyło go lekko przyklepać. Jednak nie mam teraz pewności, że nie zacznie się sypać dalej. 13-sty nie nadchodź już więcej taki pechowy!

20151112


Zapiekanka makaronowa z serem

autor:  Pudlo Manka


Bardzo szybki i prosty sposób na pyszny obiad/kolację bez mięsa, np. w Piątek :). Zawsze wychodzi i smakuje - warunkiem jest dodanie ulubionych serów/sera.

Potrzebujemy:
  • makaron ok 400 g (najlepiej rurki, może być też jakikolwiek inny wedle uznania, ale grubszy :P)
  • ser - im więcej tym lepiej (ja użyłam kilku serów jakie miałam aktualnie w lodówce,)
  • 4 jajka
  • 100 ml wody
  • 100 ml słodkiej śmietany 18% lub 30%
  • Knorr Spagetti 4 sery z brokułami (nie jest to mus, ja dodałam by podbić serowy smak)
  • przyprawy wedle smaku: sól, pieprz, cukier, papryka chili 
Przygotowanie:
  1. Makaron gotujemy w osolonej wodzie 2 minuty krócej, niż jest to podane na opakowaniu - dzięki temu makaron będzie al dente. Odcedzamy i studzimy go pod bieżącą zimną wodą w sitku. 
  2. Ser/y kroimy, bądź ścieramy na tarce o grubych oczkach, naczynie wykładamy solidnie dobrym papierem do pieczenia, bądź smarujemy je grubo margaryną i oprószamy bułką tartą. Ja osobiście wolę pierwszą opcję - mniej bawienia się i NIGDY nie będzie problemu z porcjowaniem :).
  3. By przygotować zalewę mieszamy ze sobą ulubione przyprawy (sól, pieprz, cukier, paprykę), dodajemy jajka, wodę, śmietanę i opcjonalnie sproszkowany sos Knorr. Wszystko dokładnie mieszamy mikserem, do uzyskania jednolitej masy.
  4. Na dno naczynia układamy połowę makaronu, na to połowę sera i posypujemy delikatnie papryczką chili. Następnie reszta makaronu i sera. Całość zalewamy po całej powierzchni naszym "sosem". Wstawiamy do nagrzanego do 180 C piekarnika z opcją "góra dół" (bez termoobiegu) na środkowej półce i pieczemy około 40-45 minut. 

SMACZNEGO! :)


20151108


Look of the day

autor:  Pudlo Manka


Pamiętam jak 2 lata temu zastanawiałam się, czy warto kupić lity z poniższych zdjęć. Obawiałam się przede wszystkim o to, czy będą wygodne - wyglądają dość topornie i bałam się również, że będą mega ciężkie. Po tych dwóch latach mogę śmiało stwierdzić, że te buty są chyba najwygodniejszym obuwiem (cm +), jakie kiedykolwiek miałam. Co więcej, dzięki dużej platformie z przodu, obcas nie jest prawie w ogóle "odczuwalny". Lity są również tą pozycją w naszej garderobie, która nigdy nie wyjdzie z mody (a przynajmniej nie przez kolejne 20 lat :P). Tak więc, jeśli jeszcze się zastanawiasz nad swoimi - nie ma o czym gdybać, kupuj! :)

Dziś znowu prezentuję Wam luźniejszy trochę casualowowo/elegancki look, w moim ulubionym zestawieniu kolorystycznym :). Czy mi się kiedyś znudzą takie zestawy? :P

Jak Wam się podoba?


20151105

Golden Rose Dream Eyes Eyeliner -
bardzo dobra kredka na linię wodną oka

autor:  Pudlo Manka


Golden Rose nie przestaje mnie zachwycać - idealne, długotrwałe matowe pomadki (klik), idealna konturówka do ust w najbardziej naturalnym kolorze świata (klik), a teraz ta oto wspaniała, mięciutka kredka w kolorze nude, która idealnie sprawdziła się u mnie na linię wodną oka. Wszystko to za bagatela 6 zł. Firmo trwaj i się rozwijaj! :D

Kredka ta ma kremową konsystencję, dzięki czemu jest niebywale miękka, a nakładanie jej na linię wodną jest czystą przyjemnością. Dodatkowo jest ona bardzo mocno napigmentowana, więc nie trzeba nią trzeć wrażliwej skóry, a lekko musnąć. Co więcej kolor utrzymuje się niemalże w nienaruszonym stanie i wygląda estetycznie. Konturówka jest śmiesznie tania i ogólnie dostępna. Najlepsza jaką kiedykolwiek miałam.

Wspominałam już o tym, jak ważne jest zaznaczenie linii wodnej jasną kredką przy małych oczach? Dzięki temu prostemu trikowi optycznie je otworzymy i powiększymy. Nie polecam używać do tego kredki w białym kolorze, efekt wtedy jest bardzo wyrazisty, nawet trochę przerysowany i możemy wyglądać jak lalka :P.


Zdjęcie podglądowe zrobione telefonem, celowo powiększony kontrast, 
by jasna kreska była bardziej dla Was widoczna :)

20151103

10 głupstw, które robią
kobiety aby skomplikować sobie życie

autor:  Pudlo Manka

To jedna z tych "mądrzejszych" książek, która zmusza do refleksji i która w mniejszym lub w większym stopniu uświadamia nas jak cholernie istotna jest SAMOREALIZACJA. Choć nie jest najmłodsza, bowiem ukończyła wiek pełnoletni, a wiele się od tego czasu pozmieniało - i tak po dzień dzisiejszy czytająca ją kobieta odnosi wrażenie, że zagrała w niej krótki epizod. Momentami byłam oburzona postawą autorki (a Ciebie mogę zdenerwować teraz ja, że to wywlekam), czasami mnie wręcz denerwowała, ale suma sumarum cholera miała rację 9/10 przypadków :).

W przeciągu 5 lat przeczytałam ją trzy razy, z każdym kolejnym zdobywam zupełnie inną wiedzę - z całą pewnością jest to zasługa doświadczeń przebytego czasu. Moja lektura jest napisana przez Laurę Schlessinger - znaną prezenterkę radiową, Panią psycholog, która podczas swojego wieloletniego stażu pracy poznała tysiące historii kobiet. Książka powstała między innymi po to, by otworzyć oczy tym, jak i innym nieszczęśliwym kobietom i pokazać im, że na własne szczęście TRZEBA CIĘŻKO ZAPRACOWAĆ. Na to wszystko składają się trudne wybory, wyrzeczenia, a nawet bolesna utrata... Co śmieszne, to właśnie my same tego szczęścia się pozbawiamy własną lekkomyślnością, wznosząc się w jakiś chorych ideałach i kierując się ślepo prawem przynależenia do kogoś MIMO WSZYSTKO.

Początek zdumiał mnie niesamowicie - tyle biednych kobiet, tak straszliwie traktowanych przez mężczyzn. Można stanąć o krok od wstąpienia do klubu zagorzałych feministek, które "od tak" nienawidzą facetów i by zrobić im na złość nie golą nóg. Przypomniało mi się w tym momencie powiedzenie "Na złość Babci odmrożę sobie uszy" - i ukazuje nam się bezsensowny tok myślenia, w którym szkodzimy same sobie, by zrobić na złość innym... Wiele kartek musiało upłynąć, nim zrozumiałam, że problem tkwi w przyczynie.

Niestety to MY wybieramy "tych" frajerów, idiotów, egoistów etc. więc zupełnie nie rozumiem tej frustracji, żalu i gniewu. Pokuszę się nawet o stwierdzenie, że w pewnym stopniu powinnyśmy brać przykład z mężczyzn. Tak jak oni powinnyśmy mieć pasje, pomysł na siebie, dużą odwagę i wiarę we własne możliwości. Męstwo to nie tylko cecha dla facetów, współczesna kobieta również powinna "to" mieć, dzięki czemu z całą pewnością będzie potrafiła diametralnie odmienić swoje dotychczasowe życie, z którego nie jest zadowolona i postawić na samorealizację oraz dążenie do upragnionego spełnienia, które zawsze będzie dawało szczęście i własną akceptację. 

Długo mogłabym rozwodzić się na temat tej książki, ale nie o to przecież chodzi. Uważam, że jest naprawdę dobra, bo napisało ją samo życie, bez zbędnych kolorowanek. 

Kończąc mój długi wywód przytoczę ulubione cytaty:

" Prawdą jest, że wszyscy wartościowi mężczyźni pragną prawdziwej kobiety - nie takiej, która wita ich w progu domu owinięta w celafon, lecz skupionej, świadomej siebie istoty ludzkiej, która chce, nie zaś MUSI być ze swoim mężczyzną jako towarzyszka, kochanka, przyjaciółka i partnerka w rodzicielstwie."

" Co może nam pomóc przetrwać ciężkie chwile? Wiara w siebie i znalezienie odpowiedniego zajęcia oraz własny rozwój, tak by wypełnić okres między przykrym czasem teraźniejszym a czekającym nas zwycięstwem. ...nie ma zwycięstwa bez bólu - czy to w dziedzinie uczuć, czy układzie sprawnościowym. Można jednak przejść zwycięsko przez samotność i w rezultacie stać się jednostką mocniejszą. "

"Można wypełnić swój umysł i serce, nie posługując się związkiem z mężczyzną jako substytutem owego spełnienia."

"Jakość naszego życia zależy ostatecznie od męstwa, na które stać nas przy kreatywnym borykaniu się z ranami i ryzykiem. To droga dla każdego rozwijającego się szacunku dla siebie."

Moje ulubione: "Gdy całuje się ropuchę, nie dostaje się księcia; pozostaje tylko śluz na ustach i przykre wspomnienia". 

"Każdy z nas jest budowniczym swego losu. Część surowego materiału może być po drodze stracona bądź zmarnowana, ale w niczym nie zmienia to faktu, że to on jest jego architektem."

Również ulubiony: "Wszyscy składamy się z przeżytych przez nas chwil oraz z tego, czego doświadczyliśmy w całym swoim życiu."

"Człowiek, który patrzy na urodzenie dziecka jedynie z wygodnej pozycji gojenia własnych ran, określenia siebie, umacniania swej pozycji w niepewnym związku, bądź też dostarczenia sobie rozrywki w nudnawej bez tego egzystencji, przeżywa straszliwe rozczarowanie, a końcową cenę płaci dziecko."

Kolejny ulubiony: "Jeśli chcemy, by kamień spadł nam z serca, uwazajmy, by nie zmiażdżył nam nóg."

Kończąc od autorki: "Chcę, by kobiety zrozumiały i przyjęły do wiadomości fakt, że wszystkie kłopoty, które mają w życiu, to ich własne dzieło. Nie społeczeństwa. ICH SAMYCH."