20160331


Jagody Goji

autor:  Pudlo Manka

Podobno najzdrowsze jagody świata, zawierają węglowodany i tłuszcze, a także są bardzo dobrym źródłem białka, wielu witamin i składników mineralnych. Mają działać korzystnie na stawy, kości, czy wzmocnienie systemu odpornościowego.

Co ważne - mogą zahamować postęp nowotworów. Wszystko za sprawą rozpuszczalnego w wodzie bioaktywnego kompleksu polisacharydowego LBP, który PODOBNO hamuje wzrost ludzkich komórek raka okrężnicy, żołądka, płuc, a także piersi.

Ponadto magiczne właściwości Goji korzystnie działają na oczy, wątrobę, zmniejszają cholesterol i obniżają poziom cukru. 

Co bardzo dziwne, nie do końca możemy ustalić ile jest tych cudotwórczych właściwości. Zawartość składników odżywczych, jest bowiem informacją rozbieżną, a brak jakichkolwiek wiarygodnych badań na ten temat moim zdaniem nie jest najlepszym dowodem "za". 

W przeciwwskazaniach znajdziemy informacje o tym, że:
"Nie powinno się spożywać więcej niż 5-12 g suszonych jagód goji dziennie.
Jagód goji nie powinny spożywać osoby przyjmujące leki przeciwzakrzepowe. Osoby zażywające inne leki i/lub zmagające się z chorobami powinny zachować ostrożność i przed sięgnięciem po jagody goji skonsultować się z lekarzem. Przeciwwskazaniami do spożywania jagód goji są także ciąża i karmienie piersią. Poza tym nie należy spożywać świeżych, niedojrzałych owoców, gdyż może to doprowadzić do zatrucia, objawiającego się zaburzeniem funkcji przewodu pokarmowego oraz układu nerwowego."

Daje do myślenia? A jaki ja mam do nich stosunek? Kupiłam z czystej ciekawości, dla poznania przede wszystkim smaku. Dodaję je do porannej owsianki, dzięki czemu jest trochę słodsza :). W smaku bardzo przypominają rodzynki, z tym że jagody Goji są trochę bardziej cierpkie. 

Czy kupię ponownie? Z pewnością nie... Jest przecież tyle wspaniałych owoców dostępnych na wyciągnięcie ręki, że szukanie i przepłacanie za takie "rewelacje" nie ma najmniejszego sensu :).

20160329


Look of the day

autor:  Pudlo Manka


Powracam po świątecznej przerwie, z outfitem właśnie z pierwszego dnia. Zdecydowałam się na moją ulubioną rozkloszowaną sukienkę, która jest niezwykle fotogeniczna. Pomimo pięknego słońca termometr pokazał maksymalnie 11 C, więc założyłam cieplejsze rajstopy i buty. Efekt końcowy jest zatem mocny i charakterny, skuszę się jednak późną Wiosną na wersję z lżejszymi butami i bez rajstop :). 

Jak Wam się podoba? 

20160326


Wesołych świąt Wielkiej Nocy

autor:  Pudlo Manka


Kochani! 
Chciałabym życzyć Wam beztrosko radosnych świąt, pogody ducha, oraz nadziei. Oby problemy dnia codziennego zniknęły choć na chwilę, a do serca wkradła się Wiosenna radość.  

20160324


Olej kokosowy - co i jak

autor:  Pudlo Manka


Swoją przygodę z olejem kokosowym rozpoczęłam jakieś 2 lata temu, był to prawdziwy szał! Kupiłam oczywiście nierafinowany - tłoczony na zimno z zachowanymi wszystkimi wartościami odżywczymi i przyjemnym kokosowym zapachem. Tłoczenie na zimno to proces jednostopniowy, produkt jest tylko RAZ poddawany prasie, a następnie wlewany jest do opakowań, bez żadnych zbędnych ulepszaczy. Ma milion korzystnych dla naszego organizmu właściwości.

Niosłam go do domu z zamiarem "spożywczym" - smarowałam nim kanapki, smażyłam, dodawałam do potraw itp. . Wtedy jednak nie odważyłam się użyć go pod kątem kosmetycznym... 

Aż tu jakieś 2 miesiące temu olśniło mnie i zapragnęłam kupić go ponownie, tym razem już nie do zjedzenia :P. Gdzieś znalazłam artykuł opisujący go w samych superlatywach odnośnie ciała, włosów, paznokci etc. . Pomyślałam - czemu nie?! Skoro już go jadłam, to i wymazać się nim też mogę ;). Opcje do celów pielęgnacyjnych są dwie: nierafinowany (czyt. wyżej), oraz rafinowany - tłoczony na ciepło i poddawany bardzo skomplikowanej przeróbce z dodatkiem niepotrzebnych chemikaliów. Jest on bezzapachowy i pozbawiony smaku. Drugi raz natomiast skusiłam się wersję nierafinowaną, z prostej przyczyny - lubię naturalny zapach kokosów :).

Muszę Wam napisać, że świetnie sprawdził się u mnie jako balsam do ciała - idealnie i na długi czas nawilża. Niestety tu pojawił się mały minus, chodzi o zapach. Rano moja piżama śmierdzi tak, jakbym się kilka godzin wcześniej wysmarowała samoopalaczem! Na ciele na szczęście nie czuję już nic. Ten mały, aczkolwiek uciążliwy szczegół sprawił, że nie używam oleju codziennie, tylko 1-2 razy w tygodniu. Można jednak dodawać go do kąpieli i problem znika :).

Fajnie radzi sobie również ze skórkami u dłoni, a także jest idealną bazą do peelingów! Ale o tym w następnym wpisie :).

Jakie jeszcze ma zastosowanie? A no np. jako naturalna pasta do zębów, odżywka do włosów lub po prostu olejek na końcówki. Świetnie sprawdzi się do demakijażu, lub zastąpi nam krem na noc. 

A Wy do czego używacie?

20160322


Look of the day

autor:  Pudlo Manka


Po czym poznać, że idzie Wiosna? - Po tym, jak Pudlo Manka wyciągnie z szafy swoją wiekową katanę :P. Oj tak, ma już bidulka kilkanaście Wiosenek za sobą... To zadziwiające, że w tym roku skończy 10 lat, a wciąż wygląda jak nowa i przede wszystkim się podoba! Ja to jednak mam nosa do ponadczasowych perełek ;).

P.S. Obcięłam włosy. Pod wpływem impulsu i Wiosny. Zachciało mi się zmian - wstałam, wzięłam nożyczki, poszłam do łazienki i pocieniowałam. Jestem biedniejsza o jakieś 15 cm, ale wierzcie mi, były już tak długie, że większej różnicy nie ma. No poza tym, że objętościowo jest mi lżej. Zawsze sama się obcinam, a u fryzjera byłam ostatni raz w wieku 7 lat, po czym wyszłam z płaczem i postanowieniem, że nigdy do żadnego nie wrócę. Zawsze przed cięciem jest dreszczyk emocji, zawsze przecież coś może pójść nie tak... Ale to tylko włosy i zazwyczaj odrastają... :)

P.S. 2: Na tych zdjęciach jeszcze są beznadziejnie zdziadziałe i długie.

P.S 3: Koszula wcale nie jest wygnieciona po całym aktywnym dniu, to złudzenie optyczne!

Katana/Kurtka jeansowa - Topshop - | Koszula - hm - | Legginsy - Madonna - | Lity - Allegro - | Torebka - sh

20160320

Bitki w sosie z czerwonego wina i puree z ziemniaków i selera z gałką muszkatałową

autor:  Pudlo Manka


Nie przepadam za popularnym schabowym, a samą wieprzowinę jem baaardzo rzadko i jeśli już, to właśnie w takiej "duszonej" postaci. Dlatego dziś mam dla Was przepis na przepyszne bitki w aromatycznym sosie z czerwonego wina, oraz puree z ziemniaków i selera z dodatkiem gałki muszkatałowej. Jest to absolutnie duet idealny. Do dzisiejszej potrawy użyłam schabu, ale najlepiej smakuje z wołowiną. Odradzam ją jednak, jeśli zależy Wam na czasie - bowiem to mięso potrzebuje znacznie więcej czasu (2-3 godziny), by było soczyste i miękkie.

Potrzebujemy:
  • schab/wołowina (ilość wg własnego uznania - u mnie ok 0,5 kg)
  • mąka do opruszenia mięsa
  • 1 duży seler
  • 1 średniej wielkości cebula
  • do smaku sól, pieprz, cukier, maggy
  • 2 listki laurowe
  • ząbek czosnku
  • ziele angielskie (ok 6-8)
  • jałowiec (ok 3-4)
  • suszone śliwki (około 8)
  • por (około połowy)
  • 5 średniej wielkości marchewki
  • 3 średniej wielkości pietruszki
  • natka pietruszki
  • bulion mięsny (ok 400-500 ml)
  • wino czerwone wytrawne (ok 250-300 ml)
  • ok 50 g margaryny do smażenia
  • ok 3-4 średniej wielkości ziemniaków
  • szczypta tartej gałki muszkatałowej
  • mała łyżeczka stołowa masła
  • duża łyżka stołowa śmietany kremówki
Przygotowanie:
  1. Mięso kroimy na ok 1 cm plastry i delikatnie je rozbijamy (ważne, by wcześniej usunąć z niego tłuszczyk). Posypujemy do smaku solą i świeżo zmielonym pieprzem, przyprószamy mąką. W wysokim naczyniu z grubym dnem rozpuszczamy połowę naszej margaryny (ok 25 g). Smażymy mięso na delikatny złoty kolor. Odstawiamy je na chwilę.
  2. W tym samym naczyniu rozpuszczamy resztę margaryny. Dodajemy kolejno: obraną cebulę (można ją wcześniej pokroić, lub tak jak ja dać w całości) i połowę selera (możemy go jeszcze raz przekroić na pół), rozgnieciony ząbek czosnku, liść laurowy, ziele angielskie, jałowiec, por, natkę pietruszki (owijam je zawsze nićmi, żeby podczas gotowania się nie rozpadły), obraną i przekrojoną na pół marchewkę, oraz pietruszkę. Całość zalewamy winem, które oczywiście MUSI być bardzo dobrej jakości. To od jego jakości będzie głównie zależał smak naszego sosu. Lekko mieszamy, by wszystkie smaki się połączyły. 
  3. Dodajemy szczyptę soli, pieprzu oraz cukru. Doprowadzamy do lekkiego wrzenia, kiedy to nastąpi dodajemy do sosu suszone śliwki (kroimy każdą na 3 części), oraz mięso. Następnie zalewamy bulionem, tak by w całości przykrył nam mięso. Teraz już tylko zmniejszamy gaz i pozwalamy, by podczas gotowania sos sam się zredukował. Dzięki czemu w efekcie uzyskamy gęstszy, intensywny i esencjonalny smak.
  4. W czasie, kiedy potrawa się dusi zabieramy się za puree - obieramy i kroimy ziemniaki oraz seler. Warzywa gotujemy w osolonej wodzie. Odcedzamy, rozgniatamy (ważne, by zrobić to naprawdę solidnie, nie chcemy przecież żadnych grudek!), następnie dodajemy odrobinę masełka i kremówki, a także dodajemy szczyptę gałki muszkatałowej. Całość mieszamy.
Smacznego!



20160317


Look of the day

autor:  Pudlo Manka


Muszę przyznać, że trochę się zapuściłam ostatnio z outfitami... Po prostu przestałam mieć wenę, a dobieranie stroju działało na zasadzie "doooobra założę to" :/. Wierzcie, że nie nadawało się nic z tych zestawów na "sesję" :P. Budzę się jednak do życia i doceniam to, że moja szafa jest istną kopalnią złota! Pierwszy raz stwierdzam, że mam się w co ubrać, wystarczy tylko chwilę pogrzebać :D. 

Dzisiaj klasyczna czarno-biała ołówkowa sukienka, którą ostatnio upolowałam w sh. Z pewnością jeszcze do niej wrócę, gdy tylko zrobi się cieplej.

P. S. Jak Wam się podoba?

20160313


Red Lipstick Monster "Tajniki makijażu"

autor:  Pudlo Manka


No i pochłonęłam pierwszą książkę Ewy - znanej youtuberki makijażowej  w Polsce Red Lipstick Monster. Muszę przyznać, że baaardzo szybko się ją czyta, wystarczy jeden wieczór :). Jakie są moje odczucia?

Przede wszystkim muszę zaznaczyć, że spodobał mi się sam wygląd poradnika - okładka przykuwa oko, a w środku znajdziemy piękne ilustracje, które baaardzo pomagają w zrozumieniu treści. Książka jest dedykowana dla osób początkujących i średnio zaawansowanych. Książka może nie zmieniła mojego makijażu, czy nie poszerzyła jakoś bardzo wiedzy, ale mimo wszystko nauczyłam się czegoś nowego.

Aplikowanie podkładu, oraz pudru utrwalającego - zawsze go rozcierałam, a Ewa w swojej książce twardo uczy, by te produkty wklepywać. Ma to dać większą trwałość makijażu i perfekcyjne wtopienie się w skórę. I wiecie co? To działa! Nie spodziewałam się, że ma to aż tak wielkie znaczenie. Kosmetyk tak zaaplikowany wygląda nieskazitelnie na buzi i jest zupełnie niewidoczny! Mało tego, rozprowadzenie trwa chwilę, a na pędzel wystarczy jeszcze mniejsza odrobinka podkładu niż zwykle! Puder matujący utrwala makijaż na baaardzo długi czas bez najmniejszego błysku. Dacie wiarę?! 

Jeśli chodzi o konturowanie twarzy, to w tym dziale również znalazłam cenną wskazówkę. Zmieniłam pędzel na mniejszy do rozświetlania i nieco precyzyjniej dzięki temu aplikuję ten produkt na twarz. Dużą ciekawostką, okazał się fakt lekkiego przyciemnienia okolicy pod dolną wargą, by uzyskać złudzenie cienia rzucanego przez pełne usta. 

Pod wpływem książki naszła mnie ochota na inne podkreślanie oczu. Zawsze używam tylko jednego cienia, który nakładam na ruchomą powiekę, całość zaznaczam delikatną kreską cieniem do brwi ;). No i wypróbowałam mieszania kolorów na powiece, efekty były bardzo satysfakcjonujące, ale stwierdziłam, że na co dzień u mnie się to nie sprawdzi i porzuciłam ten pomysł. Aczkolwiek na większe wyjście do niego wrócę! :)

Podsumowując - lekki poradnik, dla osób zaczynających przygodę z makijażem. Osoby trochę wtajemniczone mogą czuć lekki niedosyt. Piękne ilustracje i przejrzystość stron. Wkradł się też lekki humor, dzięki któremu jeszcze przyjemniej chłonie się lekturę. 


20160310


Nivea - wielofunkcyjny krem

autor:  Pudlo Manka


Krem Nivea jest kultowym produktem znanym na całym świecie - czy jest w ogóle ktoś, kto o nim nie słyszał, czy go nie używał? :) Szczerze w to wątpię...

Czy wiecie, że powstał w 1911 roku, a jego twórcą był Oscar Troplowitz, który urodził się i wychował w Polsce (Gliwice)? Sama nazwa pochodzi od łacińskiego "nix nivis", która po przetłumaczeniu oznacza "białe jak śnieg" i została wymyślona na potrzeby pierwszego białego owalnego mydełka zapachowego. Krem Nivea natomiast był pierwszym na świece kremem, który był wyjątkowo trwały i NIE ROZWARSTWIAŁ SIĘ po czasie. 

Ta barwna postać odmieniła nasze życie na zawsze - wynalazł również pierwszą na świecie pastę do zębów (1891 r.), plaster opatrunkowy (1901 r.), a także pierwszą szminkę do ust w wysuwanym opakowaniu (1909 r.) i jak tu go nie kochać?! :) Zmarł 27 kwietnia 1918 roku na udar mózgu w drodze do fabryki. Był człowiekiem niezwykle pracowitym, co oczywiście owocowało nowymi świetnymi wynalazkami na skalę światową. Był również bardzo dobrym pracodawcą, ludzie go uwielbiali i chcieli u niego pracować. Małą ciekawostką jest fakt, że związał się ze swoją bliską kuzynką Gertrudą Mankiewicz. 

Mi krem przypomina dzieciństwo - używałam go do wszystkiego i towarzyszył mi przy najlepszych zabawach! Sprawdzał się jako ekstra "kolorowa" pomadka do ust, jako cień do powiek, tusz do rzęs, nawet jako lakier do paznokci :P. Z bardziej realnych zastosowań ratował moją buzię Zimą. Odnoszę wrażenie, że jego piękny charakterystyczny zapach nie zmienił się do dziś!

Kiedy mój ulubiony krem do rąk Garniera mnie wkurzył (przestał dobrze nawilżać), postanowiłam wrócić do kultowego kosmetyku. Kupiłam go z przeznaczeniem głównie do rąk, ale po czasie stał się wybawicielem "pod nos", kiedy męczył mnie katar. Użyłam go również kilka razy do stóp i na łokcie zdarte po treningu, o dziwo świetnie sobie poradził. Moje skórki również się z nim polubiły, stały się miękkie i mało uciążliwe - w końcu dłonie zaczęły wyglądać tak jak powinny :). Z tego co udało mi się wyczytać w sieci, niektórzy używają go do butów, inni wcierają kosmetyk w końcówki włosów, a jeszcze innym służy on jako "ochraniacz" skóry podczas farbowania. Znajdą się też i tacy, którzy używają go do demakijażu, czy jako balsam do ust. 

Ja najbardziej polecam go na dłonie i skórki paznokci, działa rewelacyjnie - cena za tak dobry produkt jest śmieszna (ok 3 zł).

P.S. A Wy jak używacie swój krem NIVEA?

20160308


Look of the day

autor:  Pudlo Manka


Mam na sobie cieplutkie wełniane ponczo, do którego założyłam klasyczną czarną marynarkę i tregginsy. Dość praktyczny i codzienny look, zaszalałam jedynie z ustami, mam na nich konturówkę z poprzedniego posta. Niestety mało fotogeniczny ten zestaw, stąd też dzisiaj taka powalająca dawka zdjęć :D.

P.S. Wszystkiego najlepszego z okazji naszego święta! :* Ja wraz z moim narzeczonym świętujemy właśnie dziś naszą 7 rocznicę :). Czas zdecydowanie za szybko leci! 


20160306


Golden Rose dream lips 520

autor:  Pudlo Manka


Pamiętacie jak pisałam Wam o idealnej naturalnej konturówce Golden Rose 510, którą można aplikować na całe usta? Do dnia dzisiejszego to mój hit! Już wtedy zapowiedziałam, że zdecyduję się jeszcze na jakiś kolor. Padło na 520, jest to odcień taki jakby bordowo fioletowy - w każdym bądź razie piękny! :P Nie zawiodłam się i tym razem - wygląda bajecznie na ustach i jest często komplementowana. Bardziej nadaje się na Jesień i Zimę, ale jeśli w ciągu Wiosny, czy Lata mi się jej zachce, to dlaczego miałabym sobie odmawiać? ;)

Małym minusem jest to, że w ciągu dnia np. po posiłku trzeba zrobić delikatną poprawkę, kolor jest dość mocny i od razu widać jak się zetrze. Kiedy mi się skończy, bez chwili zastanowienia kupię następną :).

A jakie są Wasze ulubione kolory Dream Lips?


20160303


Yves Saint Laurent Black Opium EDP

autor:  Pudlo Manka


Zabrałam się w końcu za napisanie recenzji nowego zapachu YSL. Zacznę od tego, że zapach ten nie kupiłam w ciemno - wcześniej udało mi się niuchnąć jego podróbkę. Wiadomo, że to nie to samo, ale jakiś "zarys" już miałam... Trochę żałuję, bo przez to nie było tego dreszczyku emocji, który zawsze mi towarzyszy przy zakupach w ciemno, bazuję wtedy co prawda tylko na nutach.

I jak wypada oryginał? Jest dość podobny do odpowiednika, z tym, że dłużej się trzyma i rozwija. Na mnie niestety nie jest mega ognisty, dyskretnie koczuje. Daje bardzo delikatny ogonek i jest poprawny. Tak jak i ta recenzja :P. A tak na serio i bez owijania w bawełnę - trochę się zawiodłam. Kupa kasy za poprawny zapach?! Spodziewałam się po Opium czegoś mocnego, drapieżnego, charakternego a mam ładną woń oblaną słodką waniliową śmietanką z dodatkiem świeżo zebranych malin i całość doprawioną pieprzem do zaostrzenia smaku. O dziwo malin nawet nie ma w składzie. Na samym końcu zostaje już tylko wanilia i paczula. Kawę i gruszkę czuję tylko przez chwilę i to na samym początku - a szkoda. I ja się pytam gdzie tu rock`n`roll`owa interpretacja klasycznego Opium? Jest to ładny, aczkolwiek codzienny zapach - wg mnie zdecydowanie nie wart swojej ceny. Za znacznie mniej pieniędzy możemy mieć lepsze pachnidła. Zaznaczam, że każda trwałość zapachu, oraz jego ułożenie się zależy w dużej mierze od ph naszej skóry, oraz poziomu jej nawilżenia. Dlatego nie zrażajcie się, tylko najpierw przetestujcie na sobie. Na mnie widocznie perfumy Yves Saint Laurent nijak się trzymają, wspominając Parisienne, o którym pisałam Wam tu tylko takie rozwiązanie mi się nasuwa. 


Do plusów mogę zaliczyć piękną buteleczkę (jak to na YSL przystało), która jest po prostu arcydziełem! I w niej widzę gwiazdę rocka :P. 

Podsumowując: ładny przyjemniaczek za nie małe pieniądze, który jest raczej z tych delikatniejszych zapachów, bez ogona. Na mnie znika bez śladu po 6 godzinach, aczkolwiek na ubraniach czuć go jeszcze na następny dzień.

Zapach pochodzi z iperfumy.pl

Piękna reklama promująca zapach, która niestety nic z nim wspólnego nie ma

20160301


Nowości do domu #3

autor:  Pudlo Manka


Wszystkie nowości z Ikea, Netto i Allegro są już na swoim miejscu - dlatego dzisiaj mogę Wam pokazać efekt końcowy. 

Kuchnia: Okap kuchenny (Allegro) - zdecydowałam się na nowoczesny płaski i oczywiście czarny z wysokim połyskiem. Słoiki (Netto), wypełnione trzy kolorowymi kamyczkami (Ikea), no i mały słodki kaktusik, kupiony już jakiś czas temu w Biedronce. Miał śmieszną nazwę "poduszka teściowej" :P. Na parapet wylądowały dwa śliczne białe lampiony (Ikea), które dają fajny klimat wieczorem.



Pokój: Zdecydowałam się powiększyć nasz mini stolik dodając drugi biały stolik (Ikea), do tego dwie małe szare pufy (Allegro), są naprawdę wygodne! :D Stolik nocny został wzbogacony o stylową białą szafeczkę i napis "Mr&Ms" (Netto). Parapet zdobią teraz dwa przeurocze białe świeczniki (Ikea) i wazonik z trawą.