20161227


Viktor & Rolf, Flowerbomb EDP

autor:  Pudlo Manka

Długo chodziło za mną posiadanie tego małego cudeńka zamkniętego w zgrabną flaszkę, przypominającą diament. Słyszałam o tym zapachu wiele - oczywiście same pozytywy ;). Zła jestem na siebie, że moim ostatnim hobby, jest gromadzenie perfum - sama nie wiem, po co mi takie zapasy ;). No, ale od czegoś uzależnionym trzeba być prawda? Dlaczego nie może to być piękna woń, z którą się utożsamiam? ;)

Jakie są moje spostrzeżenia, po kilkunastu dniach testów? Na pewno nie można odmówić mu wdzięku - jest słodko, jest pudrowo i są kwiatki. Zaczyna się dość mocno, i trochę kwaśno i właśnie na samym początku przypomina mi Jimmy Choo, który ewidentnie wzorował się na moim klasyku. Później ta dziwna nutka znika i robi się landrynkowo, z odrobiną pudru - przyjemnego pudru. Oczywiście w późniejszej fazie wkraczają akordy kwiatowe, z których wyraźnie potrafię wyczuć tylko różę, daje to takiej fajnej świeżości. 

Pierwszym rozczarowaniem jakie przeżyłam jest fakt, że na mnie Flowerbomb nie ma potężnego ogonka - po około godzinie wyczuwalny jest tylko wtedy, kiedy ktoś jest blisko :P. Taki słodki, ciepły sweterkowy zapach. Szkoda. Kocham mocne zdecydowane zapachy, ten nie do końca taki jest. Aczkolwiek trwałość jest dość przyzwoita, czuję go nawet po 7-8 godzinach. ALE blisko skóry.

Jest tu może jakaś fanka VRF?

2 komentarze:

  1. Fajne są te perfumki :)

    Pozdrawiam Zocha
    http://www.zocha-fashion.pl/

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwielbiam ten zapach!! Kiedyś była limitowana edycja w złotej buteleczce i zrobiła furorę. ale ten zapach też jest bezbłędny!

    OdpowiedzUsuń

Serdecznie dziękuję za każdy pozostawiony komentarz, są one dla mnie niezwykle ważne i motywują mnie do dalszego działania :).