click me click me click me click me click me



20180919


Moja przygoda z Tangle Teezer

autor:  Pudlo Manka


Na początek mała ciekawostka - do momentu zrobienia zdjęcia moim TT żyłam w przeświadczeniu, że mam je 3 :P. Kolejnym, że dwa razy wybrałam czarne i dwa razy różowe ;). Ciągnie mnie widocznie cały czas w tym samym kierunku :P.

Wracając do tematu tu i tu była mowa o kompakcie i klasycznej wersji original. Swoją drogą nie wiem, po co dokupiłam drugą original w kolorze różowym ;). Ale! Dzisiaj tak naprawdę chciałabym skupić się na ostatniej - tej największej. The ultimate - jestem nią totalnie oczarowana! Serio, jest najlepsza z nich wszystkich. Z początku, a dokładnie po pierwszym użyciu miałam mieszane odczucia, jest większa, aczkolwiek poręczniejsza... ale też i ma dłuższe igły, które przy pierwszych użyciach czułam na skórze głowy ;). Teraz mi to kompletnie nie przeszkadza, a sama szczotka sprawdza się idealnie również do masażu, który świetnie pobudza cebulki. 

Co jeszcze mogę o niej napisać? Na pewno to, że trzy razy szybciej i dokładniej rozczesuje włosy i tak samo szybko jestem w stanie unieść je za jej pomocą u nasady. Gdybym miała wybrać tylko jedną bez wahania wybrałabym właśnie tą ostatnią. Kompakta byłoby mi najmniej szkoda, bo wypada blado przy pozostałych ;).

20180702

Jak w domowych warunkach zrobić idealny podkład do swojej karnacji

autor:  Pudlo Manka


Zacznę od tego, że od lat borykałam się z "problemem" dobrania dla siebie idealnego odcienia podkładu. Mam karnację ciepłą oliwkową, a na naszym rynku - śmiało mogę to napisać, NIE MA OLIWKOWYCH odcieni podkładów. Każdy jeden na mojej skórze wyglądał albo zbyt różowo (nawet te najprawdziwsze beże ;) ), lub był pomarańczowy. O ile nie jestem opalona problem nie jest aż tak widoczny i radzi sobie dobrze 180 z Revlona Colorstay, jednak gdy tylko się opalę różnica ta jest znaczna. Radziłam sobie różnie - nie nakładałam fluidu na linię żuchwy, lub odrobinkę i porządnie go rozcierałam. Nie wyobrażam sobie nakładania fluidu na szyję, techniki makijażu są różne - nie neguję żadnej.. Wyznaję jednak zasadę, że fluid dobieramy do szyi, nie szyję do fluidu :P. Nie ma takiej potrzeby kaleczenia ubrań pisząc prościej. 

Wracając do tematu - moje techniki sprawdzały się jakoś do momentu, kiedy odkryłam pigmenty mineralne i teraz już nie muszę martwić się o ton mojego podkładu ;). Ba! Ja nawet kupując fluid nie muszę wybierać odcienia! Zrobię go sobie sama w domu. Ważne, by Jesienią i Zimą wybierać jaśniejsze odcienie, a Wiosną i Latem ciemniejsze (no chyba, że kupicie brązowy pigment ;)). 

Poszłam o krok dalej i wybrałam nie tylko zieleń chromową, która jest zbawieniem dla oliwkowych karnacji, bo nadaje piękny oliwkowy ton, ale zrobiłam mały zapas - na wszelki wypadek i dla pobawienia się tymi odcieniami. 

Żółcień żelazowa: nadaje żółte tony np. zbyt różowym podkładom
Ultramaryna niebieski: ochładza kolor bez przyciemniania
Dwutlenek tytanu: rozjaśnia i zwiększa krycie, a także jest naturalnym filtrem UV, co ciekawe budzi on wiele kontrowersji


Dzisiaj pokaże Wam co można stworzyć przy użyciu pigmentu zielonego i żółtego. Na niebieski i biały przyjdzie czas, jak tylko kupię zbyt ciepły, lub zbyt ciemny podkład.

Do tworzenia podkładu idealnego potrzebujemy jeden, lub kilka z powyższych pigmentów mineralnych, czysty szklany słoiczek (ja użyłam opakowanie po kremie), spieniacz do mleka (nie jest to mus, bo możemy użyć np. końcówkę cienkiego pędzelka, ale ze spieniaczem wyjdzie 100 razy szybciej ;) ), dłutko i naturalnie fluid. 

Moja magiczna receptura to 30 pompek Revlona + pół dłutka (wiecie o co mi chodzi prawda? :P) pigmentu zielonego + 1/3 dłutka pigmentu żółtego. Całość mieszam spieniaczem około 5-6 minut i gotowe! Oczywiście, zanim opracowałam receptę na idealny odcień dodawałam znacznie mniejsze ilości pigmentów i po wymieszaniu nakładałam to na linię żuchwy, jeśli coś nie grało z kolorem dokładałam któryś ze składników. Pierwszy raz przesadziłam z ilością pigmentów i musiałam dołożyć odrobinę fluidu - wszystko jest do uratowania ;). 

Baaardzo Cię zachęcam do wypróbowania, zwłaszcza że pigmenty nie są drogie a meega wydajne. Żaden fluid nie da Ci idealnego tanu jak ten, który sama "stworzysz". 
(lewa strona czysty Revlon Colorstay 250 prawa pigment zielony i żółty)

(lewa strona czysty Revlon Colorstay 330, środek pigment zielony, lewa strona pigment zielony i żółty)

20180617


Zaczynam przygodę z szyciem

autor:  Pudlo Manka



Od Czwartku mam w posiadaniu tę oto maszynę do szycia - jak nie trudno się domyślić, to ona jest sprawcą mojej nieobecności tutaj ;). Jestem totalnym amatorem i nigdy wcześniej nie szyłam. Przez pierwszy dzień (a w zasadzie noc bo odebrałam ją o 20 :P), uczyłam się podstaw przygotowania jej do pracy i bawiłam się szwami. Z pomocą przyszedł YT, bo instrukcja niewiele mi dała ;). 
Wszystko szło pięknie - Piątek spędziłam na zwężaniu crop topa, bo XSka w miejscu talii okazała się za duża. Swoją drogą to kupiłam ją głównie z myślą o przeróbkach, bo mam masę rzeczy, które mogłyby leżeć lepiej gdyby w niektórych miejscach zabrać trochę materiału :). Oczywiście, chciałabym z czasem trochę rozwinąć skrzydła i może coś sobie uszyć, ale! Mam świadomość tego, że ogrooom pracy przede mną, bo to wszystko nie jest takie łatwe na jakie pozornie wygląda ;).
Do brzegu! Crop top wyszedł mi całkiem nieźle, pominę czas pracy jaki włożyłam w jego przygotowanie i ilość prób, bo nie ma się czym chwalić :P.
Dziś wzięłam się za przerabianie spodni i cholera (!) brakło mi cierpliwości, zrobiłam jedną nogawkę, którą jutro oczywiście rozpruję (po raz kolejny) bo nie jest perfekcyjnie... 

Wybrałam popularnego Łucznika model EVERYDAY, myślę że póki co na moje potrzeby wystarczy ;).

20180410


Nigdy nie karm obcego psa

autor:  Pudlo Manka

Ku przestrodze. Tedi ma specjalną dietę, ponieważ cierpi na alergie pokarmowe - jest to dość typowa przypadłość dla chow chow. Podaję mu tylko określone mięso i karmę, ponieważ każde eksperymentowanie może skończyć się właśnie alergią.

Jak taka alergia się objawia? Między innymi tak zwanymi hotspotami (gorąca rana). Pies wygryza sobie swędzące miejsca do krwi i nie potrafi przestać, póki nie poczuje ulgi. Oczywiście gryząc ranę ulga nie przyjdzie, a wręcz przeciwnie tylko problem się pogłębi. Nie wiem, czy interesują Was nasze sprawdzone sposoby radzenia sobie w takich patowych sytuacjach? Jeśli tak mogę stworzyć o tym osobny wpis, ponieważ dzisiaj chciałabym się zająć innym tematem.

Do czego zmierzam? A no do tego, że ostatnio wypuściłam Teda na podwórko i weszłam do domu. Po jakimś czasie, gdy chciałam go zawołać na "śniadanie" zauważyłam, że coś je... Dokładnie nie wiem co to było, bo nim zdążyłam wybiec było już za późno i wszystko pochłonął. Na moje oko to była jakaś kromka chleba? Sama nie wiem... Ale nie istotne. Ktoś pod moją nie obecność wrzucił mu to przez siatkę. Nie twierdzę, że ktoś chciał źle. Ale na Boga! Nie robi się takich rzeczy... Psy bardzo często cierpią na alergie pokarmowe, ZWŁASZCZA na ludzkie, doprawione jedzenie, które najzwyczajniej w świecie im szkodzi. A co, gdyby był tam tak silny alergen, że Ted mógłby się udusić? 

Skończyło się na szczęście tylko (lub aż) na wygryzieniu. Dość dużym wygryzieniu, czyli jego organizm bardzo drastycznie na ten produkt zareagował. Po co to piszę? Bo chcę Cię prosić, żebyś nigdy, ale to nigdy i pod żadnym pozorem nie dokarmiał/a obcego psa bez wiedzy jego właściciela. Skąd możesz wiedzieć na co jest uczulony? Jeśli chcesz się zaprzyjaźnić z psem, to nie w ten sposób. Mój biedny maluszek teraz przez takie ludzkie stwierdzenie "o! jaki ładny piesek, dam mu coś do jedzenia" cierpi. A ja, ja mam cholerny żal do kogoś, kto nieumyślnie mu to cierpienie zafundował.

Dlatego jeszcze raz - nie karmimy obcych psów bez wiedzy ich właścicieli, bo swoją bezmyślnością możesz narobić naprawdę dużej biedy.
(rana na gorąco nieumiejętnie pielęgnowana może nie tylko się powiększyć, ale może również dojść do ropnych wycieków)



20180319


Maska z miodu naturalnego dla każdej cery

autor:  Pudlo Manka


Ostatnio byłam na etapie szukania fajnej - skutecznie nawilżającej i przy okazji walczącej z małymi niedoskonałościami maski. Szczerze Wam napiszę, że trochę się zawiodłam. Nie było żadnej wartej uwagi maski do twarzy, która skupiałaby się na obu problemach jednocześnie. 

Wtedy przypomniałam sobie o tym, jak moja kochana Babcia opowiadała, jak radziły sobie za czasów, kiedy nie było żadnych gotowców. Padło na naturalny miód, który ma właściwości silnie nawilżające, antyseptyczne, oczyszczające i antybakteryjne. Świetnie radzi sobie ze stanami zapalnymi skóry i obrzękami, a także działa przeciwzmarszczkowo. Czy mogło być lepiej? Maska która nawilży mi buzię, zadziała antybakteryjnie i nada się pod oczy? Właaaala!

Jako, że miód w domu mam (lipowo-gryczany) zaczęłam małą kurację. Nakładanie jest proste i naprawdę przyjemne, dodatkowo mój zdążył już zgęstnieć i podczas zmywania miałam delikatny peeling w pakiecie ;). Polecam porządnie związać włosy i nałożyć materiałową opaskę, by zapobiec zlepieniu tzw. baby hair. 

Ja nakładałam bez żadnych dodatków nie rozcieńczony, ale tutaj macie totalną dowolność. Planuje zrobić również z dodatkiem soku z cytryny, by delikatnie pozbyć się przebarwień. Zaraz po nałożeniu czuję, że twarz jest nawilżona i ukojona. Stan ten utrzymuje się również po zmyciu. Robiłam ją dopiero 3 razy a już widzę, że moja skóra jest w lepszej kondycji. 

Matko naturo lov razy milion... :)

20180301


Żel pod prysznic Fa pachnący Lancome?

autor:  Pudlo Manka

Kochani! W związku z tym, że dziś przez Teducha przegapiłam porę pisania postu mam dla Was szybką, ale jakże "ciekawą ciekawostkę" :P. Mam nadzieję, że nam wybaczycie.

Otóż! Przez czysty przypadek trafiłam na żel pod prysznic o zapachu Lancome La Vie Est Belle! Jest to o tyle obiektywna opinia, że zasięgnęłam nosa innych - i również przyznali mi rację. Zamiast 200 zł za 200 ml wydamy 10 zł za 400 ml ;). Nadmienię, że zapach utrzymuje się na skórze naprawdę długo, małym minusem jest fakt, że jakoś super jej nie nawilża, ale możemy posiłkować się jakąś bezzapachową oliwką czy balsamem i po problemie. Po za tym, dla mnie już wielką przyjemnością jest prysznic w tak przecudownym zapachu.

Żel dostępny jest w drogeriach Rossmann.

20180220


Woda kokosowa - dlaczego warto ją pić?

autor:  Pudlo Manka


Jedni uwielbiają jej smak (należę do grona tych szczęśliwców), a innych wręcz odpycha. Smak natomiast to mały pikuś, w porównaniu do tego jaką kopalnią jest minerałów, witamin i związków fitochemicznych.

Ale, ale - na początek mała ciekawostka. Czy wiedzieliście o tym, że skład tejże wody jest niemalże identyczny jak osocze ludzkiej krwi! Podczas II wojny Światowej wykorzystywano ją do przetaczania zamiast krwi rannym, którzy toczyli bitwy na Pacyfiku. Czy nie jest to fascynujące?! Kolejną ciekawostka jest fakt, że podobno Madonna kupiła firmę, która zajmuje się produkcją tejże wody, by mieć stałe źródło jej dostaw ;).

Woda kokosowa to istne panaceum na bóle głowy i dolegliwości żołądkowe, a także pomaga w uregulowaniu ciśnienia krwi i jest naturalnym i najlepszym na świecie izotonikiem - nic bardziej nie gasi pragnienia. Chodzą również pogłoski o jej odmładzającym działaniu ;).

Skupmy się teraz na faktach:

  • jest bogata w proteiny, żelazo, magnez, potas, cynk i wapń
  • dzięki zawartości kinetyny opóźnia proces starzenia się skóry
  • jest źródłem witaminy C oraz witamin z grupy B (B1, B2, B3, B5 oraz B6)
  • zawiera dużą ilość kwasu laurynowego, który wspomaga i wzmacnia układ immunologiczny
  • poprawia gospodarkę wodną i przywraca równowagę kwasowo-zasadową organizmu
  • zawiera dobry cholesterol i łatwo przyswajalne przez organizm tłuszcze
  • przyśpiesza przemianę materii
  • ma właściwości antygrzybiczne, antywirusowe i antybakteryjne
  • jest świetnym źródłem elektrolitów
Zachęceni? Naprawdę warto wdrążyć ją do swojej diety, ale! Decydując się na picie wody kokosowej musicie sprawdzić skład i sięgać tylko po produkty 100%, bez cukru i dodatkowych smaków itp. Bardzo cieszy mnie fakt, że teraz nie jest już taka "nieosiągalna" i droga. Ja za butelkę pól litrową (kupując większe ilości) płacę około 4,50 zł. Można ją kupić również w Rossmannie w regularnej cenie 5,99 zł, a na promocji coś około 4,70 zł :).

20180211


Jak prawidłowo żywić psa i jakie karmy wybierać

autor:  Pudlo Manka


Chow chow, to dość specyficzna rasa - również jeśli chodzi o żywienie. Razem z Tedim przeszliśmy dość długą mozolną i bolesną drogę, zanim nauczyłam się czym mogę go karmić, a co po prostu mu szkodzi i musimy omijać to szerokim łukiem. 

Mój maluszek np. nie toleruje glutenu, kurczaka, wieprzowiny, sardynek a i ziemniaki niezbyt mu służą. Lista jest znacznie dłuższa... I o zgrozo to wszystko może się również zmienić z wiekiem. W tym momencie z mięs mogę podawać mu indyka, jagnięcinę, cielęcinę, wołowinę, tuńczyka i łososia. 
Uczulenie pokarmowe niemalże natychmiast "wychodziło" po zjedzeniu niedozwolonych rzeczy, a czasem po 2-3 dniach. Nie raz zachodziłam w głowę, co tym razem zrobiłam źle i jak mogę mu pomóc. Tedi przeraźliwie drapał się i próbował wygryzać w miejscach gdzie najbardziej go swędziało... Przez te 4 miesiące jak jest z nami opracowałam ścisłą dietę i staram się już nie eksperymentować - przynajmniej na razie. 

Przeszliśmy przez kilka suchych karm - zaczęłam od Pedigree. Niczego nie świadoma i całkowicie zielona w znajomości czytania składu psich karm sprawiłam, że czuł się fatalnie i nie obyło się bez wizyty u naszej Pani weterynarz. Moi drodzy otóż wyżej wymieniona karma (zarówno sucha, jak i mokra) to jeden wielki SZIT! Przereklamowana, droga i nic nie warta. W składzie znajdują się nie trawione przez psy zboża, które są tanim wypełniaczem i mięso pochodzenia zwierzęcego - czyli tak naprawdę może to być wszystko, począwszy od padliny zbieranej z dróg po odpady zwierzęce z fabryk mięsnych. Na nieszczęście to nie koniec - cukry i wszelkiego rodzaju uzależniacze, przez które psy w ogóle chcą to jeść. 

Nie chcę zostać źle odebrana, ale jeśli masz możliwość wyboru sięgnij po nieco lepszą (i niestety droższą) karmę, z naprawdę dobrym składem lub zacznij samodzielnie gotować swojemu pupilowi uzupełniając dietę naturalnymi suplementami. Zaowocuje to w przyszłości rzadkimi wizytami u weterynarza i pozwoli żyć dłużej ze zdrowym psem.

Teduchowi najbardziej służy karma Brit Care Junior z jagnięciną lub z łososiem, są to hypoalergiczne suche karmy z naprawdę fajnym składem. Za worek 12 kg płacimy 140 zł z wysyłką, więc uważam tą cenę za jak najbardziej akceptowalną.

Jeśli chodzi o karmę mokrą, podaję mu ją raz dziennie i zdecydowanie najlepsza na świecie jest ta z Terra Canis.
Po otwarciu puszki czuję i widzę prawdziwe mięso oraz warzywa i owoce. To niemiecka marka, która wykorzystuje w 100% atestowane składniki o najwyższej jakości żywności zdatnej do spożycia także dla ludzi. Bez zbóż, glutenu, wypełniaczy, cukrów, barwników, ulepszaczy smaku, konserwantów, laktozy, produktów ubocznych. Skład jest szczegółowo rozpisany a zawartość mięsa najlepszego gatunku zaczyna się od 60% wzwyż (zależy od wybranego smaku). Dla mnie wielkie wow, a Tedi zjada wszystko ze smakiem - najlepiej smakuje mu jagnięcina z cukinią, prosem i koperkiem i właśnie po tą puszkę sięgamy ostatnio cały czas. Najmniej smakowała mu natomiast ta rybna, nie chciał jej zbytnio jeść :P.

W psiej diecie ważne są również porcje, określone godziny posiłków i pokarm raz lub kilka razy (do 4) dziennie. Kiedy Tedi był mniejszy karmiłam go 4 razy na dobę, teraz są to 3 posiłki. Rano i wieczorem po 100 g suchej karmy, a "na obiad" 150 g mokrej. Warto ważyć posiłki i ściśle stosować się do zaleceń producenta, które są na opakowaniu. Pies, który jest karmiony zbyt często i zbyt dużymi porcjami zaczyna "grymasić" i właściciele nazywają go niejadkiem - wszystko przez stały dostęp do miski (co jest oczywiście błędem), lub tak jak wyżej napisałam podawanie zbyt dużych porcji. Ma to również niekorzystny wpływ na zdrowie psiaka i ogólne samopoczucie. Pomyślcie czy Wy po zjedzeniu tony smakołyków mielibyście ochotę pójść potańczyć, lub wykonywać jakikolwiek inny wysiłek fizyczny? Nie sądzę ;). 

Przyznam szczerze, że nigdy wcześniej nie zdawałam sobie sprawy z tego jak prawidłowo powinno odbywać się karmienie i że w ogóle panują jakieś zasady? Nie tylko ja jestem dla Teda nauczycielem, od niego również się wiele uczę :).


20180204

Co zrobić, żeby pędzle do makijażu myć raz w tygodniu

autor:  Pudlo Manka


Zmorą mojego makijażu jest właśnie częste mycie pędzli, a konkretnie ten do fluidu i pudru - powinno się myć je codziennie. Dłuuuugo musiałam praktykować ten rytuał, zanim nie wymyśliłam praktycznego rozwiązania. Ha! Teraz robię to raz w tygodniu razem z pozostałymi ;). Zobaczcie prawie 3 letni wpis, jak to u mnie wygląda (klik!), zmieniła się tylko ilość pędzli - teraz mam ich 8, więc nawet nie wiecie jaka to dla mnie ulga i oszczędność czasu.

Przechodząc do meritum - wspomagam się chusteczkami do demakijażu. Aktualnie używam tych z Alterra - mają świetny skład, fajną cenę i dobrze sobie radzą ze zbieraniem resztek fluidu i pudru. Nie widzę różnicy między tymi a chusteczkami Nivea, więc nie ma sensu przepłacać. Robię to tak - po nałożeniu fluidu i pudru wycieram pędzle chusteczką do momentu aż nie będzie zostawiała śladu, spryskuję sprejem dezynfekującym i po sprawie. Dodatkowo na następny dzień, przed kolejnym użyciem po prostu dla pewności jeszcze raz przecieram pędzle chusteczką i przechodzę do nakładania fluidu i pudru i oczywiście po wszystkim na nowo je przecieram i spryskuję. 

Niby nic, a naprawdę ratuje mi codzienność ;). Ten sposób ma natomiast jeden malutki, tyci tyci minus - po całym tygodniu wcierania w pędzle płynu z chusteczki są one nieco bardziej toporne do porządnego wyprania. Ale, ale! No to również znalazłam sposób ;). W małe szklane naczynie wlewam odrobinę płynu micelarnego (aktualnie używam Garnier, było o nim tu) i zaczynam "maczać" w nim pędzel, po chwili robi się tak jakby piana i z każdym kolejnym uderzeniem w dno naczynia widzę, jak zmienia się kolor płynu. Po tej kąpieli użycie mydła to już bajka, wszystko jestem w stanie idealnie doczyścić.

Taaaadam! :)

20171203


Tedowy Look of the day

autor:  Pudlo Manka


Moi kochani wiem, że ostatnio zaniedbuję bloga... Teraz mam dość ciężki czas, sprawy rodzinne, nowa praca, remont z przeprowadzką i do tego mój cudowny Ted, któremu staram się poświęcać każdą wolną chwilę. Mam nadzieję, że niedługo wszystko się unormuje i moja blogowa passa wróci. Jeszcze trochę cierpliwości < 3.

Chciałam dziś zrobić outfit - pierwszy od bardzo dawna, ale było tak przeraźliwie zimno, że nie dałam rady się rozebrać, chyba się starzeję ;). W efekcie strzeliłam sobie kilka zdjęć z moim celebrytą i zapewne nie zwrócicie uwagi na mnie, bo musicie przyznać, że on łamie serca i absolutnie mi to nie przeszkadza :D.


20171030


Ted #2

autor:  Pudlo Manka


Mój śliczny chłopczyk rośnie jak na drożdżach, stał się bardzo ciekawy świata i wszystko (i wszystkich) namiętnie obwąchuje. Zaczął się interesować tym, co jemy - a to już nie koniecznie dobrze, bo ludzkie jedzenie na bank spowoduje u niego alergię. Na każdym kroku musimy go pilnować, bo wyszukuje na własną "rękę" żarełka :P.

Dziś byłam świadkiem, jak pierwszy raz próbował podnieść nogę podczas siku :P. Wiem, odbiło mi na jego punkcie ;). Straaasznie się o niego martwię i każdą najmniejszą dolegliwość konsultuję z moim prywatnym weterynarzem google ;). I tak dowiedziałam się między innymi o tym, że młode szczenięta bardzo często mają czkawkę i o ile trwa chwilę wszystko jest ok ;).

20171022


Ted

autor:  Pudlo Manka


Moi drodzy przedstawiam Wam Teda. Moja nieobecność była spowodowana tym, że absolutnie przepadłam.. Oszalałam na punkcie tego malca - jest fantastyczny, co prawda jest mega charakterny, ale robi to wszystko w tak słodki sposób, że nie mogę się na niego złościć. 

Kupno psa nie jest niczym dobrym, zdaję sobie z tego sprawę, że w kraju jest mnóstwo schronisk, mnóstwo biednych opuszczonych piesków... Nie planowałam kupna, po prostu w Niedzielę z czystej ciekawości zaczęłam przeglądać ogłoszenia na olx i trafiłam na zdjęcie tej kuleczki. Po prostu poczułam, że to jest mój pies i muszę po niego pojechać. W Środę już trzymałam go na rękach, pierwsze zdjęcie od lewej jest właśnie z tego dnia. Na miejscu nie zastanawiałam się ani chwili, nie sprawdzałam jak niektórzy czy "towar" jest w 100% sprawny i wolny od wad. Zapłaciłam i odjechaliśmy. Damy radę, choćby nie wiem jaka choroba nam się przytrafiła - pomyślałam, bo nie chodzi o lans na markowego psa tylko o to, że to jest MÓJ maluszek. 

Rasa chow chow jest bardzo wymagająca, pieski trzeba codziennie czesać, mają dużą tendencję do alergii (Tedi niestety też je ma), ropieją im oczka (walczymy z tym również) i cała masa innych przypadłości. Dlatego jeśli chcesz kupić psa tylko ze względu na wygląd - odradzam. 

Tedi jest bardzo uparty, charakterny i zawzięty. Chodzi swoimi ścieżkami, nie lubi jak mu ktoś mówi co ma robić ;). Uwielbia spędzać czas na dworze, ma niezwykle lekki sen (dosłownie wystarczy mały stukot) i kocha bawić się przed 24 ;). Nie znosi robić sobie zdjęć (ale to zmienimy :P) i kiedy ktoś chce wziąć go na ręce również protestuje. Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona, że byliśmy w stanie przez 1 dzień nauczyć go załatwiania swoich potrzeb na dworze. Potrafi ustawić sobie starsze psy, warcząc i szczekając na nie potrafi wyegzekwować wszystko to, czego chce ;). Uwielbia jeździć samochodem i jest w nim aż nadto spokojny :). Z całą pewnością nie raz będzie tu gościem, bo mam na jego punkcie bzika :).

20170905


Jak dbać o przedłużane rzęsy

autor:  Pudlo Manka


Od początku Czerwca przedłużam rzęsy, łącznie byłam 5 razy i nawet doczekałam się pochwały, dlatego myślę, że mogę już w tej kwestii się wypowiedzieć i udzielić Ci kilku cennych wskazówek :P. Natomiast jeśli jeszcze się zastanawiasz, czy warto - to z tego miejsca chcę rozwiać Twoje wątpliwości, bo warto jak sto pięćdziesiąt milionów! ;) Jest to niezwykła wygoda, no i nigdy w życiu po żadnej odżywce świata, czy najlepszym tuszu nie uzyskamy takiego efektu. Nie mówiąc o tym, ile czasu zaoszczędzimy rano ;). 

Ważne jednak, by udać się do specjalistki, która zna się na rzeczy. Niestety dużo stylistek wykonuje źle swoją pracę, a w efekcie cierpią Twoje rzęsy. Dobrze dobrane i nałożone rzęsy nie niszczą naszych naturalnych! To nie jest mit, tylko fakt. 

Ja swoje założyłam z myślą o weselu, oczywiście odpowiednio wcześniej, żeby wykluczyć późniejsze ewentualne uczulenie, dobrać długość (zależało mi na naturalnym efekcie) itp. Tak mnie ta wygoda wciągnęła, że na dzień dzisiejszy nie chcę już ich ściągać ;).

Przez około 3 lata używałam odżywki L4L (było o niej tu), byłam naprawdę zadowolona z efektów, ale niestety były i efekty uboczne. Skóra wokół oczu (o dziwo i na dole i na górze) zrobiła mi się naprawdę dużo ciemniejsza, nie wyglądało to dobrze gdy byłam bez fluidu. Kolejnym minusem był fakt, że oczy zachodziły mi mgłą, serio. Nie myślałam, że to od tego, ale po odstawieniu odżywki ten uciążliwy problem zniknął sam. Co jeszcze mnie denerwowało? A no to, że moje rzęsy chyba przyzwyczaiły się do tego specyfika, ponieważ nie miałam już tak spektakularnych efektów jak po pierwszych 4 miesiącach. Co prawda po zrobieniu przerwy znów miałam lepsze efekty, ale daleko im było do tych z 2014 r.

I tu pozwolę sobie wtrącić małą ciekawostkę - odżywkę odstawiłam pod koniec Kwietnia, a moje rzęsy rosły jeszcze do połowy Lipca jak szalone. Gdzieś w sieci znalazłam informację, że można używać L4L mając przedłużone rzęsy, dzięki temu będą się lepiej trzymały. Hmmm, no w sumie jest to prawda, ale nie polecam tego procederu. Dlaczego? Rzęsy naprawdę bardzo szybko rosną i tworzą mega duże odrosty, przez co te doczepione brzydko się układają, wywijają i ogólnie nie można nad nimi zapanować. Co z tego, że nie wypadają, ale wygląda to naprawdę średnio.

Teraz przejdę do higieny, jest ona meeega ważna. Rzęsy należy MYĆ CODZIENNIE, tak jak i "te" miejsca ;). W sieci jest dużo informacji, że częste mycie może je niszczyć, powodować, że wypadają itp. To kolejny mit, z małym wyjątkiem - zostawiamy je bez czyszczenia tylko przez 24-48h po aplikacji. Ja myję je dokładnie po 48h, daję więcej czasu na związanie kleju ;). Oczywiście maluję się normalnie, ale później delikatnie to zmywam płynem micelarnym Blephasol. I jeśli jestem przy tym to teraz napiszę Wam czego używam do codziennego demakijażu:

Metodą prób i błędów wypracowałam już swoją niezawodną technikę, dzięki której mam czyściutkie rzęsy, brzeg powiekowy, jak i przestrzenie między rzęsowe. Straasznie się tego bałam na początku, że jak nie dostanę uczulenia, to na bank namnoży mi się od groma roztoczy, i w efekcie wyhoduję na własnej powiece nużeńca. Jeśli uważasz, że higiena oka nie jest taka ważna radzę zobaczyć w przybliżeniu jak ten stworek wygląda ;). Gwarantuję Ci, że nabawisz się takiej samej obsesji na punkcie higieny jak ja :P.
Do zmywania makijażu z twarzy używam płynu micelarnego Garnier do skóry wrażliwej, jest to nietłusta formuła. Do tego małe okrągłe waciki, gdy dochodzę do powiek i miejsc pod oczami składam go na 3 i delikatnie doczyszczam - pozostawiając linię wodną i brzeg powiekowy nietknięty. Następnie za pomocą patyczka higienicznego (i tu moja rada, nie musi to być specjalny kosmetyczny, może to być zwykły ten do uszu ;) ) i bakteriobójczego płynu micelarnego Blephasol, w który warto zainwestować. Kosztuje około 30 zł w aptece, ale jest mega wydajny i niezastąpiony, ponieważ dzięki niemu zabezpieczymy się przed rozwojem bakterii. Następnie za pomocą szczoteczki microbrush nasączonej również płynem Blephasol czyścimy brzeg powieki. Później pozostaje nam tylko namoczenie (np. pod bieżącą wodą) rzęs i zrobienie piany z delikatnego płynu do higieny intymnej AA "baby girl" i nałożenie jej na rzęsy. Delikatnymi ruchami czyścimy ładnie powiekę i linię rzęs, następnie dokładnie spłukujemy wodą. Osuszamy czystym ręcznikiem, również starając się robić to ostrożnie. I tak robimy CODZIENNIE - gwarantuję Wam, że dzięki temu rzęski będą czyściutkie, sprężyste, lśniące i po prostu będą - nie wypadną po tygodniu tylko zostaną na 3-4 tygodnie w fajnym stanie :P. 

Wydaje mi się, że dobrze przedłużone rzęsy nie wymagają codziennego szczotkowania. Przynajmniej moje, nawet po umyciu i osuszeniu wracają do swojego pierwotnego wyglądu. Czeszę je gdzieś tak średnio raz w tygodniu.


Czego nie robimy po aplikacji (u mnie około 24-30h po):
  • nie opalamy się w solarium
  • nie ćwiczymy, chodzi tu bardziej o pocenie się
  • nie bierzemy gorącej kąpieli, nie moczymy, nie idziemy na basen
  • nie robimy tzw. parówek na twarz
  • nie nakładamy maseczki, olejków i kremu pod oczy
  • nie farbujemy włosów, nie suszymy a co za tym idzie nie myjemy głowy (można zrobić to bezpośrednio przed aplikacją a na drugi dzień w razie potrzeby użyć suchego szamponu)
Z czego rezygnujemy decydując się na piękny wachlarz:
  • z tuszu do rzęs, absolutnie i pod żadnym pozorem (nie zmyjesz go do końca), najlepiej również nie tuszować dolnych, ale to nie jest mus
  • z sauny
  • z pocierania rzęs
  • z zalotki, ale absolutnie nie będzie nam potrzebna ;)
  • z wodoodpornych "elajnerów"
Ostatnią ciekawostką jest fakt, że odkąd mam przedłużane "firanki" nie swędzą mnie oczy i nie mam ich czerwonych. Myślałam, że jest to alergia na jakieś pyłki itp. ale jak się okazało od lat byłam uczulona na tusz do rzęs kompletnie sobie z tego sprawy nie zdając ;). W moim przypadku więcej jest korzyści z noszenia rzęs, a te małe wyrzeczenia i ciut więcej pracy przy demakijażu kompletnie przestały mi sprawiać jakiekolwiek trudności i stały się codzienną rutyną ;).



20170620


Jak zmyć za ciemną hennę z brwi

autor:  Pudlo Manka



Hennę brwi robię średnio 2-3 razy do roku - tylko w sezonie letnim. Wczoraj nałożyłam ją i odczekałam 15 minut tak jak zawsze (swego czasu potrafiłam ją trzymać znacznie dłużej). Jak spojrzałam w lustro po zmyciu myślałam, że padnę trupem. 

Mym oczom ukazał się obraz z najgorszych memów internetu odnośnie "subtelnego" podkreślania brwi. Spanikowałam tak, że byłam gotowa je zgolić do zera :P. Wzięłam 3 głębokie wdechy, spojrzałam w lustro, później znowu wpadłam w panikę, a następnie nastał czas działania! Oczywiście najpierw poleciałam zrobić zdjęcie - dlatego mam taką głupią minę, bo po pierwsze: śpieszyłam się, żeby to zmyć, a w głowie układałam już taktykę działania, a po drugie przedawkowałam ze słońcem tak mocno, że moje czoło i nos są po prostu czerwone i myślałam, że to zasłonię :D.

Do brzegu Pudlo Manko! Czym się uratowałam? Olejem kokosowym! Nałożyłam go grubą warstwą na brwi i zaczęłam pocierać płatkiem kosmetycznym. Czynność powtarzałam tak wiele razy, że nawet nie jestem w stanie tego zliczyć. Proces ten trwał natomiast jakieś 15 minut, następnie namoczyłam je i użyłam nawilżającego szamponu. Tu również poświęciłam jakieś 10 minut. Efekt możecie zaobserwować na zdjęciu po prawej - dokładnie takie brwi chciałam mieć :P. Sama nie wiem co się stało, być może to za sprawą nowej wody utlenionej? Zawsze kupowałam ją tej samej firmy, tym razem użyłam innej i efekt przeszedł moje najgorsze wyobrażenia z horroru :P.

Ale uratowane! ;)

***
P.S. Jeśli chcesz zobaczyć zdjęcie w lepszej jakości wystarczy na nie kliknąć - teraz są w tragicznej ;).

20170615


Sok z cytryny na przebarwienia i nie tylko

autor:  Pudlo Manka


Ale i nie tylko! Cytryna ma bowiem szereg zastosowań, które dzień po dniu będą sprawiały, że nasza skóra twarzy będzie jeszcze piękniejsza. 

Jakie ma zastosowanie?

  • Przede wszystkim to najlepszy na całym świecie sposób na pozbycie się wszelkiego rodzaju przebarwień, czy piegów. O dziwo sprawdzi się to nie tylko na twarzy, ale na całym ciele. Wystarczy odrobina świeżo wyciśniętego soku na płatek kosmetyczny i przemywamy miejsca, które chcemy wybielić. Efekty są zauważalne już po kilkunastu dniach regularnego przecierania i wierzcie mi, żadne kosmetyki nie dadzą nam takich efektów
  • Jest najlepszym środkiem przeciwbakteryjnym i przeciwzapalnym - wszystko, przez swoje niskie ph, które sprawia, że bakterie mają gorsze warunki do rozwoju. Chcesz mieć nieskazitelną cerę? Przecieraj twarz sokiem z cytryny ;)
  • Sok jest bogaty w przeciwutleniacze walczące z wolnymi rodnikami, a stosowany regularnie pozwoli zwiększyć produkcję kolagenu, co z kolei będzie skutkowało jędrną i napiętą skórą

Już dawno zastąpiłam tradycyjny tonik sokiem z cytryny, wersja "na dzień" jest znacznie rozcieńczona, natomiast na noc używam tej mocniejszej - nie rozcieńczonej. Jestem mega zadowolona z efektów, skóra jest odżywiona, jaśniejsza i bardziej jędrna :). Drobne niespodzianki po grzeszkach żywieniowych szybciej znikają, a problem z nadprodukcją sebum zniknął.

20170511


Nagietek - właściwości i zastosowanie

autor:  Pudlo Manka


Po co komu zwykła herbata, skoro matka natura tak hojnie nas obdarzyła? Nie pamiętam już kiedy właśnie takową piłam i wiecie co? Wcale mi nie tęskno ;). 

Dzisiaj przychodzę do Was z kilkoma zdaniami na temat nagietka, obiecuję - będzie zwięźle i na temat :P. Ten kolejny cud natury ma ogrom korzyści dla naszego organizmu, ze względu na bogactwo prozdrowotnych składników, ale to chyba Was nie dziwi? ;)

Nagietek jest źródłem flawonoidów, które działają jak antyoksydanty - chronią nas przed wolnymi rodnikami i toksycznymi substancjami. 

Najbardziej znany jest chyba ze swoich silnych właściwości antybakteryjnych i przeciwzapalnych. Będzie pomocny przy bólach gardła, krtani i jamy ustnej. Wzmacnia też odporność.

Jest to również najlepszy środek poprawiający stan skóry jaki tylko znam, działa cuda zarówno wtedy, kiedy jest pity, a również w przypadku gdy nakładamy napar bezpośrednio na twarz. 

Ma podobne właściwości odprężające jak sól Epsom, po całym męczącym dniu taka kąpiel również dobrze zrobi, zwalnia tętno i obniża ciśnienie tętnicze krwi.

Małą ciekawostką jest to, że łagodzi bóle menstruacyjne. Ja swój piję 1-2 razy dziennie, naprawdę polecam. Z początku mega mi nie smakował, ale teraz już się przyzwyczaiłam do jego specyficznego posmaku.

20170425


Superfoods

autor:  Pudlo Manka



Ostatnio będąc na zakupach w Netto napotkałam te oto perełki, nawet nie wiecie jak się ucieszyłam! Na wszystkie te produkty czaiłam się od dawna, ale jakoś nie po drodze było mi z moim ulubionym sklepem internetowym :P.

Zacznę od chipsów kokosowych, ostatnio to mój hit! Wszystkie laysy mogą się chować :P. Swoją drogą wiedzieliście, że standardowe chipsy są nie tylko napakowane chemią, ale też i działają silnie uzależniająco? Porównywalne jest to z heroiną czy kokainą. Swego czasu jadłam tego naprawdę dużo, a jak już zaczęłam, to nie potrafiłam przestać i w efekcie zjadałam sama największą paczkę Laysów :/. Nie muszę mówić jak wyglądała moja cera i stan tłuszczu na brzuchu, ale! Wyszłam z tego :P. 
Do brzegu! Chipsy kokosowe są fajną i zdrową alternatywą tego śmieciowego żarcia. Taka przekąska między innymi reguluje poziom cukru we krwi, wspiera układ sercowo-naczyniowy, pobudza metabolizm, usuwa toksyny z organizmu, zapewnia szybki dopływ energii, wspomaga wątrobę w produkcji zdrowego holesterolu HDL, korzystnie działa na skórę, w 90% składa się z średniołańcuchowych kwasów tłuszczowych (MCFA), które wspierają układ odpornościowy, tarczycę i układ nerwowy. Można je jeść na sucho, lub używać jako dodatek do potraw - ja np. dosypuję je również do porannej owsianki :). Kupując zwracajmy uwagę na skład - ma być sam kokos, bez ulepszaczy ;).

Pora na sok z brzozy ekologiczny, to również kopalnia drogocennych składników odżywczych. Zawiera flawonoidy, które działają przeciwutleniająco, wapń, potas, fosfor, żelazo, witaminę C, magnez, miedź, garbniki, wit. z grupy B, oraz taniny. Ufff, jest tego trochę prawda? :) A co w efekcie zyskuje nasz organizm? Wzmacnia naszą odporność, oraz zapobiega infekcjom. Dzięki zawartości betuliny regularne picie tego drogocennego soku zapobiega zawałom, miażdżycy i pomaga obniżyć poziom złego cholesterolu we krwi. Ponadto dobrze wpływa na procesy trawienne, łagodzi podrażnienia jelitowe, wypłukuje toksyny z przewodu moczowego, zapobiega chorobom nerek. Dostarcza energii witalnej, oczyszcza wątrobę, poprawia elastyczność i ukrwienie skóry, jak i leczy trądzik. W tym przypadku (jak i w każdym chyba :P), również sprawdzamy skład - ma być tylko sam sok z brzozy, bez ulepszaczy smaku typu cytryna itp. jakoś w to nie wierzę ;).

Mleko kokosowe, które kupiłam ma akurat 17% tłuszczu - bogate jest w łatwo przyswajalne kwasy tłuszczowe, m.in. kwas laurynowy, występujący w mleku matki, który pozytywnie wpływa na rozwój układu nerwowego oraz kostnego. Kupując oczywiście sprawdzamy skład, w którym nie inaczej - ma być kokos i woda, jeśli zobaczycie w nim gumę guar, od razu grzecznie odstawiamy produkt na półkę - nie przyda nam się do niczego ;). Mleko trzymane w lodówce zrobi się mega gęste, więc albo przed użyciem je stamtąd wyciągnąć i dać dłuższą chwilę, albo schować je gdzieś do szafki i trzymać w temperaturze pokojowej.


Matko naturo kocham Cię razy milion!!!!! :D

20170420


Jak dbać o usta?

autor:  Pudlo Manka


Nigdy nie miałam problemów z moimi ustami, może dlatego, że zawsze staram się o nie dbać? Jedynym takim wyjątkiem były ostatnie eksperymenty z mazakami Golden Rose, wtedy miałam faktycznie skorupę, ale w 2 dni wargi się zregenerowały :P. Żadne matowe pomadki świata, które normalnie słyną z mega wysuszania nie były mi straszne, więc nie chcę myśleć, co ten mazak może zrobić komuś, kto z natury ma suche usta :P. 


Pielęgnacja nie jest czasochłonna i jakoś bardzo złożona - po prostu wystarczy co najmniej 3 razy w tygodniu je złuszczać i codziennie nawilżać. Miałam różne masełka, pomadki i nawet swego czasu praktykowałam olej kokosowy. Teraz natomiast jestem bardzo zadowolona z Melisy, która pomimo swojej śmiesznie niskiej ceny jest napakowana drogocennymi składnikami aktywnymi. Polecam zdecydowanie pomadki w sztyfcie, jest to bardziej higieniczne rozwiązanie niż grzebanie paluchem we wszelkiego rodzaju masełkach, czy wazelinach ;).

Co do peelingu, to dotychczas używałam zwykłego do twarzy, ale ostatnio skusiłam się na ten z Sylveco z cukrem trzcinowym w formie pomadki. Jest naprawdę mocny i trzeba uważać, bo łatwo z nim przesadzić :P. Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym do czegoś się nie przyczepiła ;). Mam obsesję na punkcie mycia zębów po posiłku (w torebce ZAWSZE noszę ze sobą Listerine :P), peeling robiłam tuż przed samym snem, teraz to niestety nie przejdzie. Wszystko przez kryształki cukru, które zawiera Sylveco i które czuję po nałożeniu :P. Ale! Mam na to sposób, po prostu aplikuję ją na usta przed myciem zębów i tyle ;). Więcej minusów nie zauważyłam, a wargi zaraz po są na pewno nawilżone i tak fajnie jędrne ;).

Prawdziwym pogromcą suchych ust i odstających skórek jest zatem nic innego jak regularny peeling i intensywne nocne nawilżanie :).

20170415


Wesołych świąt!

autor:  Pudlo Manka


Zdrowych, radosnych świąt Wielkiej nocy! No i słońca ;).

20170411

Remington Keratin Therapy S8590 - prostownica do włosów

autor:  Pudlo Manka


Dziś gadżeciarsko, bo choć nie używam prostownicy na co dzień - to lubię mieć, i to naprawdę dobrą :P. Skusiłam się na tę Remingtona z powłoką Advanced Keratin Ceramic i automatycznym czujnikiem temperatury Heat Protection, który "bada" na bieżąco poziom nawilżenia włosów i dostosowuje odpowiednią temperaturę. Jej zakres to od 160 do 230 C, przy czym mega szybko nagrzewa się do 160 C, bo w 15 s . I wiecie co? Jest idealna! 

Włosy po pierwszym pociągnięciu są idealnie proste i lśniące. Potrafię je wyprostować w 5-10 minut, to prawdziwy rekord (5 to średnio dbale, 10 idealnie proste). Zazwyczaj używam 160 C, kiedy jednak zależy mi na niezwykłej trwałości prostych włosów ustawiam na 200-230 C i cieszę się efektem nawet 3 dni. Nie ma mowy o jakiś wysuszonych końcach, czy efekcie puszenia się włosów - nawet jeśli nie użyję olejku przed prostowaniem.

Co również jest ogromnym plusem to fakt, że posiada ruchome płytki, które wyrównują nacisk na włosy. Urządzenie po zablokowaniu wyłączy się automatycznie po upływie 60 minut, co jest fajną alternatywą dla zapominalskich ;). 

Jakby tego było mało producent do zestawu dołącza również śliczne etui odporne na wysoką temperaturę i już nie musimy czekać, aż płytki wystygną ;).

Nie dopatrzyłam się żadnych minusów, jest to moja najlepsza prostownica i szczerze mogę ją Wam polecić :).