20160121


Gorycz życia

autor:  Pudlo Manka

Właśnie sobie uświadomiłam, że w tym miesiącu jeszcze nie było żadnego outfitu [!] (Edition. nie no był jeden :D). Wiecie jak jest... Te minusy i ciemność na zewnątrz nie zachęcają mnie zbytnio do rozbierania, a i na odporności podupadłam ;). Jednak obiecuję to nadrobić w Niedziele - choćbym miała zrobić sesję przy kaloryferze :P. Dopadł mnie mały blogowy dołek - jak nie outfit, to może, może żarcie jakieś dodam? ODPADA, ostatnio zbyt często o jedzeniu, a przecież moje życie nie tylko wokół tego się kręci! Naprawdę? Hmm, no może w ostatnim czasie trochę tak... Niemniej jednak nie o tym dziś!

Korzystając z tego, że nie mam "treściwszej" propozycji posta wyleję tutaj trochę moich ostatnich przemyśleń. Potrafię paplać naprawdę długo... Ale mam nadzieję, że dotrwasz do końca i choć trochę zrozumiesz co chciałam Ci przekazać.

Spotykam na swojej drodze naprawdę dużo kobiet z zaniżoną samooceną, w różnym wieku. Przesadzę jeśli stwierdzę, że kilka dziennie, ale z całą pewnością kilka tygodniowo. Jest to i tak "dużo za dużo". Przytłamszone przez partnera, samotność, głupią przyjaciółkę (przyjaciółka jest słowem zbędnym, iście ironicznym), bagaż bolesnych wspomnień, obowiązki domowe, wiek i w końcu gorycz życia. Ta ostatnia nie najlepiej działa na kontakty międzyludzkie, bowiem taka kobieta potrafi nieumyślnie pluć tą goryczą na prawo i lewo skutecznie odstraszając od siebie potencjalne osoby niosące pomoc. Przy okazji też mogą ranić osoby, z którymi na co dzień obcują. Nie do końca wiedząc, że stają się zazdrosnymi "jędzami". To w pewien sposób przynosi im ulgę, sprawia, że choć przez chwilę czują się same ze sobą lepiej. Nie na długo niestety...

Ale ja nie o tym! Dlaczego postrzegamy swoje piękno zewnętrzne przez pryzmat drugiego człowieka? Dla przykładu - piękna zadbana kobieta na oko przed 50 - tką prosi mnie o coś silnie wybielającego do skóry. Po co? A no po to, że ktoś z rodziny zwrócił jej uwagę, że ma "coś brudnego" na szyi. Kobieta stwierdziła, że to zapewne plamy starcze i wstydzi się teraz odsłaniać. Przyznała też, że szorowała to gąbką z nadzieją, że zniknie... Poprosiłam, żeby pokazała mi "TO" - wyobrażałam sobie wielkie ciemno brązowe plamy rozlane po całej szyi. A tam? NIC. Kompletnie nic nie zauważyłam, no może gdybym wzięła lupę i się dokładniej przyjrzała, coś bym znalazła... PARANOJA, po co ktoś tej biednej kobiecie namieszał w głowie swoimi idiotycznymi uwagami. I do cholery o co chodzi z tymi plamami starczymy?! Dlaczego inni tak się ich czepiają - pisałam Wam kiedyś o pewnej starszej Pani z podobnym problemem... Na koniec rzuciła tylko "chyba mi odbija", mam nadzieję, że misja wykonana a owa Pani więcej nie zechce usuwać niewidzialnych plam... Odnoszę wrażenie, że błędne koło się zamyka - ktoś sam ze sobą się źle czuje, rzuca głupie uwagi w stronę słabszego ogniwa, odczuwa ulgę na chwilę, a kolejna osoba zaczyna popadać w paranoję. 

Jeśli kiedykolwiek obraziłaś kogoś, lub celowo i w sposób chamski wytknęłaś mu jego niedoskonałość (tylko po to by poczuć się choć trochę lepiej) wiedz, że jeśli trafisz na słabszą osobę możesz naprawdę ją zranić i spowodować, że jej samoocena diametralnie spadnie. Następnym razem wyobraź sobie, że ktoś postępujący tak jak Ty rani najbliższą Ci osobę. Nie chciałabyś tego, prawda? 

Inna historia, przychodzi do mnie małżeństwo - kobieta nad wyraz życzliwa i ułożona pod kątem męża oczywiście! Włosy niechlujnie zebrane w 10 letnią kitkę, za duża kurtka, chyba nawet męska... Twarz ładna, ale trochę zmęczona, oczy zamyślone bujające gdzieś w oddali. Mąż figo fago, jakoś przed 40 - stką zadbany, modnie ubrany. Przy okazji innych zakupów wypalił do żony, że chce aby ta kupiła taką pomadkę jaką mam JA na ustach. Oczywiście w tym momencie Pani żona z całego serca mnie nienawidzi i w duchu dusi mnie ową szminką na oczach czarującego ukochanego... W realu natomiast pyta niechętnie i z wielkim zażenowaniem co na tych ustach mam i KUPUJE... 

Kobieta musi czuć się atrakcyjna SAMA DLA SIEBIE, nie dla męża/kochanka/chłopaka etc. MUSI dążyć do zaspokojenia wewnętrznego "ja". MUSI zaakceptować i POKOCHAĆ się taką jaką jest. MUSI się samorealizować, mieć PASJE, MARZENIA, CELE. Musi każdego dnia starać się być lepszą wersją siebie, DLA SIEBIE. Tylko wtedy będziemy szczęśliwe. Nie dajmy się zwariować. Przede wszystkim nie otaczajmy się ludźmi działającymi na nasz rozwój destrukcyjnie, a jeśli to niemożliwe, to nie patrzmy za siebie i DZIAŁAJMY. Obojętnie ile masz lat, gdzie się znajdujesz i co masz - MASZ PRAWO DO TEGO, ŻEBY CZUĆ SIĘ DOBRZE WE WŁASNEJ SKÓRZE. Tylko uwierz w siebie... I uśmiechaj się codziennie ile się da, to zawsze działa :).


5 komentarzy:

  1. Pięknie napisane.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie zawsze w zyciu to jest latwe,ale masz racje warto walczyc o siebie. PS maz dostalby w twarz! Wspolczuje ci, była to z pewnoscia niezreczna sytuacja.

    OdpowiedzUsuń
  3. Młoda kobieto napawasz mnie takim optymizmem :-) love, love ;-*

    OdpowiedzUsuń
  4. jestes bardzo madra mloda kobieta mam nadzieje ze taka pozostaniesz i nigdy sie nie zmienisz i nie zmienisz terz swojego spojrzenia na zycie jezeli taka pozostaniesz to jestes skarbem

    OdpowiedzUsuń

Serdecznie dziękuję za każdy pozostawiony komentarz, są one dla mnie niezwykle ważne i motywują mnie do dalszego działania :).