Pamiętacie, jak pisałam Wam o transparentnym pudrze matującym z Yardley (klik)? Nie był zły, ale wciąż mi czegoś w nim brakowało... Skłamałabym gdybym napisała, że intensywnie szukałam czegoś innego - od tak po obejrzeniu filmiku RLM, która polecała z całego serca puder ryżowy z Paese zapragnęłam go i ja. Dotychczasowy puder mi się już po prostu znudził, i zabrałam się za testy. Jakie było moje zdziwienie! Na plus oczywiście... Puder ryżowy z Paese okazał się strzałem w dziesiątkę, nie zmieniał koloru fluidu, nawet po kilku godzinach, no i ten fajny mat. Płaski utrzymywał się jakieś 2-3 godzinki, później robił się taki bardziej glamour ;). Jedyne co może trochę odstraszyć to cena, bowiem to cacko kosztowało 40 zł, choć trzeba przyznać, że nie jest tak źle jeszcze...
No, ale do brzegu! W moje ręce wpadła jeszcze NOWA wersja pudru ryżowego z Deni Carte, skąd duży nacisk na słowo "nowa"? A no stąd, że poprzednia wersja była nafaszerowana chemią z milionem parabenów na czele. Teraz jest pozbawiony zapachu, parabenów, alergenów, talku.
Skład jest niemalże taki sam jak u droższego konkurenta -
Deni Carte: Dimethylimidazolidinone Rice Starch, Magnesium Stearate, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin
Deni Carte: Dimethylimidazolidinone Rice Starch, Magnesium Stearate, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin
Paese: ORYZASATIVA (RICE) POWDER, Magnesium Stearate, Parfum, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin,
Gramatura i działanie IDENTYCZNE! Różnica jest tylko w cenie, za Deni Carte zapłacimy prawie o połowę mniej (19,50 zł). Jestem mega zadowolona z tego pudru i już teraz wiem, że będzie mega wydajny - wystarczy odrobinka by zmatowić cerę na wiele godzin. Dlaczego szybciej się nie przekonałam do ryżu? Nie mam pojęcia :P. Teraz nie wyobrażam sobie porannego makijażu bez tego cuda. Brawo Deni Carte!
EDIT.
Trochę się pośpieszyłam, z tą opinią, że jest lepszy od PAESE ;). Na dłuższą metę przestał się sprawdzać, nie wiem - może moja buzia się przyzwyczaiła? W każdym bądź razie po powrocie do PAESE odczułam ulgę, a moja buzia jest matowa przez całe 8 godzin w pracy ;).
EDIT.
Trochę się pośpieszyłam, z tą opinią, że jest lepszy od PAESE ;). Na dłuższą metę przestał się sprawdzać, nie wiem - może moja buzia się przyzwyczaiła? W każdym bądź razie po powrocie do PAESE odczułam ulgę, a moja buzia jest matowa przez całe 8 godzin w pracy ;).
Ciekawy produkt. Ja czekam na paczkę z moim pudrem bambusowym - tak sobie zamówiłam na próbę. Zobaczymy co to za cudo : )
OdpowiedzUsuńJak ryż mi się skończy też kupię bambusowy :).
OdpowiedzUsuńA jak go nakładać, tzn czym?
OdpowiedzUsuńGąbeczką, lub grubym - dużym pędzlem. Ja osobiście wolę tą drugą opcję :)
Usuń