
Do rzeczy, maskara na samym początku (czyt. przez ok tydzień) aplikuje się fatalnie, dość długo schnie. Nie muszę chyba Wam opisywać mojej frustracji, kiedy to tusz nie zdążył wyschnąć, a ja kichnęłam (co w porze wiosenno-letniej zdarza mi się na początku dziennym przez pyłki) i to zawsze wtedy, kiedy się śpieszę :]. W związku z tym, że jest on wodoodporny ciężko zmyć powstały efekt pandy. Wieczorny demakijaż również nie należy do najprzyjemniejszych czynności, standardową wersję spłukiwałam wodą w trzy sekundy, z tym radzi sobie tylko oliwka lub olejek rycynowy (o którym napiszę Wam już wkrótce!).
Spektakularnego efektu sztucznych rzęs również nie widać, jednak ma ta maskara kilka plusów - nie osypuje się, nie rozmazuje, a tusz trzyma się na rzęsach przez cały dzień bez drobnego naruszenia.
Czy kupię ją ponownie? Raczej nie, stęskniłam się już za moją standardową wersją falsies i tym razem obiecuję wszem i wobec, że nie dam się skusić na wszelkiego rodzaju promocje i nowości :).






