click me click me click me click me click me



20180517


Porównanie dwóch pudrów sypkich z Wibo

autor:  Pudlo Manka


Już od jakiegoś czasu zbierałam się na napisanie recenzji pudru ryżowego z Wibo, nie bez powodu tyle to trwało ;). Lekko pisząc - nie przypadliśmy sobie do gustu. Puder dawał efekt tępego matu, który swoją drogą na mojej skórze nie trwał zbyt długo. Po kilku godzinach bowiem zaczynam się świecić jak latarnia, bardzo rażąca latarnia. Dałam mu kilka szans, niestety bezskutecznie. Przyznam szczerze, że do jego kupna zachęciły mnie pozytywne opinie w internecie. Wiele kobiet okrzyknęło go najlepszym pudrem ryżowym na świecie, serio? Dotychczas moim najlepszym ryżem był ten z Paese (klik), który uzywałam sumiennie przez kilka lat. Nie ma porównania, ten ostatni bije wszystkie na głowę - inne ryże rzecz jasna.

A co z bananowym pudrem? Podchodziłam do niego dość sceptycznie, a w zasadzie do jego miliona pochlebnych opini - wciąż czułam niesmak po jego bracie ;). Skusił mnie przede wszystkim kolor i fakt, że jest on półtransparentny. Producent obiecał, że jego kolor zniweluje zaczerwienienia i cienie pod oczami, oraz że idealnie nadaje się do bakingu. Wypróbowałam i przepadłam! Faktycznie niweluje drobne zaczerwienienia, których nie przykrył podkład, daje taki piękny subtelny mat i świetnie sprawdza się pod oczy - nie jest ciężki i nie zbiera się w zmarszczkach. Używam go od Kwietnia - bałam się, że jak zrobi się naprawdę ciepło ten nie da rady i będę znowu wyglądała jak wspomniana wyżej latarnia. Fakt, po jakiś 5 godzinach (choć nie zawsze, nie mam pojęcia od czego jest to zależne) zaczynam się delikatnie świecić głównie na policzkach, ale drobna poprawka i znowu moja cera wygląda świeżo. Puder ten bowiem daje takie matowo-promienne wykończenie, wiem jak to brzmi, ale nie umiem lepiej tego opisać :P. Skóra jest matowa, nie błyszczy się, ale wygląda na wypoczętą :).

Kolejnym plusem jest naprawdę niska cena i wydajność produktu. Opakowanie ładne i porządnie wykonane. Ze mną banan zostanie na pewno na dłużej, z czystym sumieniem i Wam moje drogie mogę go polecić.


20170530


PAESE puder ryżowy - porównanie dwóch wersji

autor:  Pudlo Manka


Pamiętacie, jak zachwalałam puder ryżowy z Deni Carte (klik)? Dopiero przy pisaniu tej recenzji zorientowałam się, że ten z Paese nie doczekał się swojej osobnej recenzji - a szkoda. 

Zacznę od początku - byłam oczarowana ryżem z Paese, ale wkurzała mnie trochę cena, która swoją drogą cały czas nieubłaganie rosła :/. Wtedy w moje ręce wpadł ryż D.C., który był o połowę tańszy i miał niemalże identyczny skład. Z małym wyjątkiem pierwszego - najważniejszego składnika - prawdziwej mączki ryżowej. Pod koniec opakowania jednak wiedziałam, że to nie jest to i postanowiłam zakupić ponownie Paese. I tu moje pierwsze zaskoczenie - zmieniła się szata graficzna, oraz diametralnie skład - puder został wzbogacony ekstraktem z mrożonego wina. Po co pakować więcej chemii pomyślałam, ale jako, że nie było innego żyłam nadzieją, że będzie tak samo dobry. No i nie był... Nie mogę powiedzieć, że jest zły, ale jak dla mnie bardziej nadaje się na Jesień-Zimę - kiedy moja cera jest mieszana, ale w kierunku suchej. Teraz kompletnie sobie nie radzi z moją buzią, zaczynam świecić się po 2 godzinach, a nie tego oczekuję ;). Dodatkowo został dodany zapach - przyjemny, aczkolwiek kompletnie nie potrzebny wg mnie.
Skład z winem: ORYZA SATIVA (RICE) POWDER, MAGNESIUM STEARATE, WATER, MAGNESIUM ALUMINIUM SILICATE, HYDROXYETHYLCELLULOSE, PHOSPHOLIPIDS, WINE, CAESALPINIA SPINOSA GUM, MALTODOXTRIN, PARFUM, PHENOXYEHTANOL, ETHYLHEXYLGLYCERIN, PARFUM

Idąc dalej za ciosem zaczęłam węszyć, co się stało? I wiecie co udało mi się dowiedzieć? Stara wersja pudru ryżowego Paese, została "przeniesiona" do produktów profesjonalnych. Teraz obok logo widnieje dopisek "artist". Wzrosła również cena, tym razem kosztuje około 60 zł. Na pocieszenie mam tylko tyle, że jest naprawdę wydajny i pozostawia (przynajmniej u mnie) piękny mat bez najmniejszej poprawki przez 8-9 godzin. I to jest sztos moje drogie, dlatego jak najbardziej jest wart swojej ceny.
Skład wersji artist: ORYZASATIVA (RICE) POWDER, Magnesium Stearate, Parfum, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin


20160628


Deni Carte - puder ryżowy

autor:  Pudlo Manka


Pamiętacie, jak pisałam Wam o transparentnym pudrze matującym z Yardley (klik)? Nie był zły, ale wciąż mi czegoś w nim brakowało... Skłamałabym gdybym napisała, że intensywnie szukałam czegoś innego - od tak po obejrzeniu filmiku RLM, która polecała z całego serca puder ryżowy z Paese zapragnęłam go i ja. Dotychczasowy puder mi się już po prostu znudził, i zabrałam się za testy. Jakie było moje zdziwienie! Na plus oczywiście... Puder ryżowy z Paese okazał się strzałem w dziesiątkę, nie zmieniał koloru fluidu, nawet po kilku godzinach, no i ten fajny mat. Płaski utrzymywał się jakieś 2-3 godzinki, później robił się taki bardziej glamour ;). Jedyne co może trochę odstraszyć to cena, bowiem to cacko kosztowało 40 zł, choć trzeba przyznać, że nie jest tak źle jeszcze... 

No, ale do brzegu! W moje ręce wpadła jeszcze NOWA wersja pudru ryżowego z Deni Carte, skąd duży nacisk na słowo "nowa"? A no stąd, że poprzednia wersja była nafaszerowana chemią z milionem parabenów na czele. Teraz jest pozbawiony zapachu, parabenów, alergenów, talku

Skład jest niemalże taki sam jak u droższego konkurenta -
Deni Carte: Dimethylimidazolidinone Rice Starch, Magnesium Stearate, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin
Paese: ORYZASATIVA (RICE) POWDER, Magnesium Stearate, ParfumPhenoxyethanol, Ethylhexylglycerin,

Gramatura i działanie IDENTYCZNE! Różnica jest tylko w cenie, za Deni Carte zapłacimy prawie o połowę mniej (19,50 zł). Jestem mega zadowolona z tego pudru i już teraz wiem, że będzie mega wydajny - wystarczy odrobinka by zmatowić cerę na wiele godzin. Dlaczego szybciej się nie przekonałam do ryżu? Nie mam pojęcia :P. Teraz nie wyobrażam sobie porannego makijażu bez tego cuda. Brawo Deni Carte!

EDIT. 
Trochę się pośpieszyłam, z tą opinią, że jest lepszy od PAESE ;). Na dłuższą metę przestał się sprawdzać, nie wiem - może moja buzia się przyzwyczaiła? W każdym bądź razie po powrocie do PAESE odczułam ulgę, a moja buzia jest matowa przez całe 8 godzin w pracy ;).