20161215

Loreal Volume Million Lashes Fatale

autor:  Pudlo Manka


Od jakiegoś czasu moje rzęsy nie prezentują się najlepiej - przestałam używać odżywkę L4L i wszystko wróciło do swojego beznadziejnego stanu jak sprzed "kuracji". Więcej natomiast napiszę Wam już wkrótce, dziś chciałabym się skupić na nowym tuszu do rzęs Loreal z mojej ukochanej serii million lashes - fatale.

Przez to, że mam teraz byle jakie rzęsy mogę być surowa i wymagać niemożliwego... :P Zacznijmy od początku - pierwsza aplikacja nie należała do najłatwiejszych, być może dlatego, że aktualnie używałam Bourjois Queen Attitude, o którym pisałam Wam tu klik! Swoją drogą widzieliście jakie miałam tam rzęsiska? Ogarnęła mnie w tym momencie czarna rozpacz o.O

Do brzegu! Szczoteczka w Bourjois jest mega szorstka, a szczotkując nią rzęsy czuje się jakbym używała drutów. Z początku mnie to zniechęciło, dziś za to ją uwielbiam, bo bardzo dobrze je rozczesuje. W przypadku mojego pierwszego razu z tym tuszem zaraz po tych druciakach czułam, jakbym tym razem traktowała je łysym patykiem i nie było to zbyt komfortowe. Sytuacja zmieniała się z każdą kolejną aplikacją, teraz jest już dość dobrze, ale daleko niestety do ideału. Tak jak napisałam wyżej - stan moich rzęs jest krytyczny, więc może dlatego jestem zła na samą myśl, o tuszach do rzęs?! W skali od 1 do 10 oceniam go na 7-, klasyk z tej serii zgarnia mocną 9. Więc chyba nie jest tak źle? Dodam, że tusz się nie osypuje i trzyma cały dzień, ale można z nim łatwo przesadzić. Szczoteczka moim skromnym zdaniem trochę psuje końcową ocenę, i gdyby tylko ją wymienić na jakiś ostry konkret byłoby całkiem przyjemnie ;).

Co myślicie, używałyście?



1 komentarz:

  1. nie znam tego tuszu :)

    Pozdrawiam Zocha
    http://www.zocha-fashion.pl/

    OdpowiedzUsuń

Serdecznie dziękuję za każdy pozostawiony komentarz, są one dla mnie niezwykle ważne i motywują mnie do dalszego działania :).