click me click me click me click me click me



20180130


Nowości do ust

autor:  Pudlo Manka


Długo się wzbraniałam przed napisaniem tego posta.. Wszystko przez to, że trochę będzie obszerny i czasochłonny, a ostatnio jestem dość leniwym blogerem i dodaję okrojone wersje słowne :P. Ale! W końcu się zebrałam więc już chyba nie jest ze mną najgorzej ;).

Hmmm, od czego by tu zacząć? Może po kolei..

  • Wibo Ultra Matte - mam odcień 1 ROYAL PINK, oraz 2 DESERT SAND. Co mogę o nich napisać? W zasadzie to niezbyt wiele, no może nie tak - nie wychodziłam w nich do ludzi. Kolory, które mam po prostu do mnie nie pasują - różowa jest zdecydowanie za jasna a ta druga po wyschnięciu jest tylko trochę ciemniejsza niż moja karnacja, więc również odpada. Z tej serii był jeszcze kolor śliwkowy i coś czuję, że ten mógłby mi przypaść do gustu - kto wie, może kiedyś ;). A co mi się spodobało? Zastygająca forma pomadki i fakt, że nie zostawia śladów. Oczywiście ma to również i swoje minusy, bo na bank trochę (lub bardzo) przesuszy usta i nie będzie się równomiernie ścierała ;). 
  • Bourjois Rouge Laque - Mam odcień 1 i 2 i tu również nie będę pochlebna. Jest to lakier do ust, myślałam, że po pierwsze będzie mega trwały a po drugie zastygający. Jakie było moje zdziwienie, gdy po zakupie pognałam zmyć starą pomadkę i nałożyć IDEAŁ. Okazało się, że ona jest błyszcząca i ni cholery nie chce zastygnąć. Nie dorosłam jeszcze do połysku na ustach, po prostu nie czuję się i wyglądam jakbym się śliniła na coś, lub kogoś :P. A nie chcę tak wyglądać - póki co. W zasadzie, to oprócz naprawdę przepięknych kolorów mogę przyczepić się do wszystkiego. Aplikator jest nieporęczny, lakier ma małą pigmentację i trzeba nakładać go więcej co daje jeszcze większy efekt LATARNI. Trwałość średnia, praktycznie cała ta lepka warstwa się szybko zjada, a na końcu pozostaje taki prawie transparentny tatuaż - to już ciężej zmyć, ale nie wygląda to wcale dobrze. W końcu czepiam się nawet za sam smak pomadki i co za tym idzie zapach - jest mega chemiczny, aż cierpnie język. To zdecydowanie moja najgorsza pomadkowa inwestycja wszech czasów! 
  • Loreal Matte - Mam odcień 401, który bardzo mi się podoba na kimś, a na mnie to już jakaś tragedia... Czasami się zastanawiam, czy coś ze mną nie tak? I jak wyżej, nie dorosłam jeszcze do połysku, a ta pomimo matu w nazwie nie do końca taka jest. Na plus aplikator i nawilżająca formuła. Trwałość średnia, ale ładnie się zjada.
  • Wibo Million Dollar Lips - Mam chyba najładniejszy odcień z całej gamy - 1, ale, ale! Pomimo ładnego koloru, dość dobrej trwałości coś mi tu nie gra.. No i ściera się bardzo dramatycznie, nawet jeśli nałożę tylko trochę produktu.
  • Wibo konturówka NUDE lips - Mam odcień 3 i 4 z czego bardzo podoba mi się tylko 4, a 3 na moich ustach jest średnia, nawet więcej niż średnia. I z całej tej dzisiejszej listy to właśnie czwórkę miałam na sobie najwięcej razy, ale czy ją lubię? Hmm, no nie wiem, w zasadzie to używałam jej tylko wtedy, kiedy pod ręką nie miałam tych z Golden Rose, więc to tak trochę na siłę próba zużycia choć jednego produktu ze sterty nietrafionych.
Wiecie co, dopiero teraz zdałam sobie sprawę z tego, że wszystkie powyższe mazidła do ust skrytykowałam. Chyba jestem uzależniona od Golden Rose i nie potrafię już przestawić się na inne, ale widzicie, że przynajmniej próbowałam... Nie zrażajcie się jednak moją opinią, tylko przetestujcie na sobie. Może jestem zbyt dużą czepialską i wymagam zbyt wiele?



20170817

Loreal czysta glinka - maska złuszczająco - wygładzająca

autor:  Pudlo Manka

Jakiś czas temu Loreal wprowadził na rynek serię 3 masek z czystą glinką, ja zdecydowałam się na tą złuszczająco - wygładzającą. Co obiecuje producent?
"Złuszczająco - wygładzająca maska do twarzy zawierająca w swoje formule 3 mineralne glinki:
-kaolin - która absorbuje zanieczyszczenia i nadmiar sebum,
-montmorylonit - pomaga zredukować niedoskonałości,
-ghassoul - rozjaśnia skórę. 
Formuła z drobinkami została wzbogacona w ekstrakt z czerwonych alg, aby złuszczyć i wygładzić skórę, jednocześnie nie wysuszając jej. Skóra jest bardziej miękka i gładsza, a niedoskonałości są mniej widoczne."

Muszę Wam napisać, że póki co jestem z niej mega zadowolona. Wszelkiego rodzaju małe niespodzianki znikają od ręki, te bardziej uporczywe - stopniowo dzień, po dniu. O dziwo również zaraz po zmyciu czuję, że twarz jest bardzo dobrze oczyszczona (wszystko dzięki delikatnym ścierającym drobinkom), oraz wygładzona. Co do efektu rozjaśniającego, to nie ma jakiś spektakularnych efektów, ale jakieś tam są. 

Maseczka jest zamknięta w poręcznym szklanym słoiczku, co prawda nie jestem zwolenniczką grzebania paluchami w opakowaniu i praktyczniejsza byłaby tuba, ale... od czego są patyczki ;). Producent zapewnia, że jedno opakowanie wystarczy na 10 aplikacji, co mija się z prawdą dziesięciokrotnie :P. Ja zrobiłam właśnie 10, a maska wystarczy mi minimum na jeszcze 2 razy tyle ;).

Obecnie jest to moje najlepsze mazidło, wszystkie inne poszły w kąt :P.

20161215

Loreal Volume Million Lashes Fatale

autor:  Pudlo Manka


Od jakiegoś czasu moje rzęsy nie prezentują się najlepiej - przestałam używać odżywkę L4L i wszystko wróciło do swojego beznadziejnego stanu jak sprzed "kuracji". Więcej natomiast napiszę Wam już wkrótce, dziś chciałabym się skupić na nowym tuszu do rzęs Loreal z mojej ukochanej serii million lashes - fatale.

Przez to, że mam teraz byle jakie rzęsy mogę być surowa i wymagać niemożliwego... :P Zacznijmy od początku - pierwsza aplikacja nie należała do najłatwiejszych, być może dlatego, że aktualnie używałam Bourjois Queen Attitude, o którym pisałam Wam tu klik! Swoją drogą widzieliście jakie miałam tam rzęsiska? Ogarnęła mnie w tym momencie czarna rozpacz o.O

Do brzegu! Szczoteczka w Bourjois jest mega szorstka, a szczotkując nią rzęsy czuje się jakbym używała drutów. Z początku mnie to zniechęciło, dziś za to ją uwielbiam, bo bardzo dobrze je rozczesuje. W przypadku mojego pierwszego razu z tym tuszem zaraz po tych druciakach czułam, jakbym tym razem traktowała je łysym patykiem i nie było to zbyt komfortowe. Sytuacja zmieniała się z każdą kolejną aplikacją, teraz jest już dość dobrze, ale daleko niestety do ideału. Tak jak napisałam wyżej - stan moich rzęs jest krytyczny, więc może dlatego jestem zła na samą myśl, o tuszach do rzęs?! W skali od 1 do 10 oceniam go na 7-, klasyk z tej serii zgarnia mocną 9. Więc chyba nie jest tak źle? Dodam, że tusz się nie osypuje i trzyma cały dzień, ale można z nim łatwo przesadzić. Szczoteczka moim skromnym zdaniem trochę psuje końcową ocenę, i gdyby tylko ją wymienić na jakiś ostry konkret byłoby całkiem przyjemnie ;).

Co myślicie, używałyście?



20160531


Jak zrobić ombre na włosach

autor:  Pudlo Manka


No i w końcu mam! Nosiłam się z zamiarem zrobienia ombre kilka lat.. Zupełnie nie wiem, dlaczego tak długo zwlekałam - to tylko włosy! ;) Oczywiście strach był nie mały, najbardziej obawiałam się tego, że doszczętnie popalę włosy, a co gorsze, że wyjdą zielone :P.

Obyło się bez dramatu, o dziwo włosy jakoś bardzo nie ucierpiały, no chyba, że to wyjdzie z czasem? Nie mam pojęcia, nie znam się na tym i był to mój pierwszy raz. Jako, że nigdy dotąd nie farbowałam włosów jestem z siebie mega dumna, bo zrobiłam wszystko sama! :D

Użyłam farby Loreal ombre N 2 dla włosów od ciemnego blondu, po brąz. Kusił mnie nr N 4, był nieco jaśniejszy i bez żółto-pomarańczowych tonów, ale niestety jest już chyba nie do dostania. Nic straconego - na YT podejrzałam, że ombre można tonować przy użyciu platynowego blondu! A więc, jeśli chcesz zrobić ombre sama w domu polecam Ci właśnie tą parkę, wydaje mi się, że nie ma możliwości, żebyś zrobiła sobie nimi krzywdę. A magiczną szczoteczkę z Loreala proponuję Ci zostawić i korzystać w przyszłości z ulubioną farbą ;). Loreala trzymałam ok 40 minut, a Marion 35 minut. Efekt końcowy nie jest nachalny i nie rzuca się jakoś bardzo w oczy.

Filmik instruktażowy, wg którego działałam macie tu:



Potrzebujemy:

Zdjęcie przed i po tygodniu od rozjaśniania - tuż przed tonowianiem. W związku z czym moje włosy na obu zdjęciach są nieco nieświeże :P. Chciałam pozbyć się tego czerwono-rudego pigmentu.

Zdjęcie przed tonowaniem i po. Jak widać wielkiej różnicy nie ma, aczkolwiek dzięki farbie Marion platynowy blond kolor trochę się ochłodził. Co bardzo fajne Marion nie chwyta na włosach nierozjaśnionych, więc nie ma obaw o jakieś dziwne plamy.

Tak prezentuje się moje ombre - zdjęcie zrobiłam dzisiaj. Jest trochę mniej rude, w przyszłości planuję jeszcze trochę je ochłodzić ;).

20151119


L'oreal volume million lashes SO COUTURE

autor:  Pudlo Manka


Jakiś czas temu otrzymałam fantastyczny prezent od Loreal Paris Polska - złotą gamę tuszy VOLUME MILLION LASHES. Jako, że już od daaaawna wielbię klasyczny tusz z tej serii, o którym pisałam TU z miłą chęcią zabrałam się za testowanie jego braci. Na pierwszy odstrzał poszedł Excess, później Feline, a teraz przyszedł czas na So Couture. 

Testowałam go ponad miesiąc. Co mogę już o nim napisać? Jest to taki bardzo poprawny tusz. Dajek naturalny efekt przy 2-3 pociągnięciach, więcej nie polecam go nakładać, ponieważ może zrobić nam krzywdę. Ma przyjemny zapach i fajną szczoteczkę. Jest naprawdę trwały i nie kruszy się w ciągu dnia. Minusem może okazać się fakt, że na prawdę tak łatwo się go z rzęs nie pozbędziemy. Tusz nie jest wodoodporny, więc to raczej bardziej wada, aniżeli zaleta. Jeśli miałabym określić go jednym zdaniem: Nothing special.

Wiem, że u wielu z Was ten tusz się sprawdza - ma również naprawdę bardzo dobrą opinię na wizażu. Niestety ja nie zdecyduję się na niego ponownie, ponieważ testowałam lepsze. Tym lepszym jest na pewno klasyczny million lashes, a także wersja Excess, która mnie kompletnie oczarowała. Do tych z pewnością wrócę nie raz.

20151004


L'oreal volume million lashes FELINE

autor:  Pudlo Manka

Jakiś czas temu otrzymałam fantastyczny prezent od Loreal Paris Polska - złotą gamę tuszy VOLUME MILLION LASHES. Jako, że już od daaaawna wielbię klasyczny tusz z tej serii, o którym pisałam TU z miłą chęcią zabrałam się za testowanie jego braci. Na pierwszy odstrzał poszedł Excess, dziś przyszła pora na Feline.

Zacznę od tego, że był to najdłuższy miesiąc testowania ever! Niestety bardzo się nie polubiliśmy i nie zostawię na nim suchej nitki... Obietnice producenta zostały w 100% nie spełnione. Wystarczy spojrzeć na poniższe zdjęcie. Jestem cholernie wkurzona, że tusz, który kosztuje w granicach od 40-60 zł to taki SZAJS! Całe szczęście, że za niego nie zapłaciłam... Nie jest wart swojej cenny - zdecydowanie. 

Niemiłosiernie skleja rzęsy - zapewne przez szczoteczkę, która nabiera za dużo produktu. OKROPNIE brudzi górną i dolną powiekę, a nawet twarz... Kiedy podczas porannego makijażu przypadkiem dotknęłam rzęs i przeniosłam "to coś" wielką czarną krechą na poliki powiedziałam DOŚĆ. Omal nie dostałam zawału, kiedy dostrzegłam to w lustrze. Jak zatem wyglądałybyśmy umalowane tym tuszem, kiedy zacznie padać śnieg? Jak dzikie pandy. Przykleja się do dolnych rzęs, a ja osobiście nie znoszę mieć ich pomalowanych. Jest zdecydowanie za mokry - myślałam, że po max 2 tygodniach podeschnie i będzie ok, niestety nie czekajcie na to ;). 

Jedynym plusem jaki dostrzegłam jest bardzo ładny zapach tuszu. Niestety to nie wystarczy i skreśla go całkowicie z mojej listy. Nie polecam tego tuszu, z pewnością jest najgorszy z całej gamy. Jestem strasznie zła, jak tak fajna firma mogła wypuścić coś tak słabego. Co nie zmienia faktu, że klasyczny tusz i czerwony wielbię :).

20150903


L'oreal volume million lashes EXCESS

autor:  Pudlo Manka


Jakiś czas temu otrzymałam fantastyczny prezent od Loreal Paris Polska - złotą gamę tuszy VOLUME MILLION LASHES. Jako, że już od daaaawna wielbię klasyczny tusz z tej serii, o którym pisałam TU z miłą chęcią zabrałam się za testowanie jego braci.

Dzisiaj chciałabym napisać Wam co nieco na temat czerwonej wersji excess - ma ona największą szczoteczkę i muszę przyznać, że przy moich małych oczach trochę się jej obawiałam :P. Natomiast jestem tą maskarą oczarowana! I już na tym etapie testów nie mogę się zdecydować, która jest lepsza (klasyczna czy czerwona). Baaardzo fajnie radzi sobie z rozczesywaniem rzęs i fajnie je rozdziela. Wyciąga je ekstremalnie do góry i pogrubia. Zdjęcie podglądowe było zrobione świeżym tuszem, przez co nie jest ten efekt aż tak spektakularny, jak po ok 2 tygodniach używania, kiedy zdążył podeschnąć i zrobił się fajniejszy.

Jestem pozytywnie zaskoczona i ciekawa, jak wypadną pozostałe tusze :). 

20150429


Celia tusz w tubie wydłużająco-pogrubiający

autor:  Pudlo Manka


W związku z tym, że mój ukochany Loreal (pisałam o nim tu) był już trochę suchy, postanowiłam przeprowadzić małe doświadczenie :D. Kupiłam uzupełnienie, a mianowicie tusz z Celi. Jest od lat na rynku - podobno pamiętają go jeszcze nasze kochane Babcie. Zaaplikowałam do środka ok 1/3 zawartości tuby - tak jak rodziły dziewczyny na wizażu. 

Jaki efekt? W pierwszej chwili myślałam, że jest to najgorzej zainwestowane 3,50 zł w historii ludzkości. Celia nie chciała się wymieszać z Lorealem, w efekcie powstały nieestetyczne grudki na szczoteczce, jak i w środku tuszu (patrz zdjęcie poniżej). Nakładał się strasznie topornie i osypywał się. Nie mówiąc o beznadziejnej trwałości. Pierwszego dnia miałam ochotę wyrzucić wszystko do kosza. Dałam mu jednak jeszcze jedną szansę i ku mojemu zdziwieniu było INACZEJ. W prawdzie nie jakoś mega dobrze, ale przynajmniej poprawnie. Celia przestała się osypywać no i coś tam nawet wydłużyła :). 

Dzisiaj jestem po 3 dniu używania "dolewki" i muszę Wam napisać, że z dnia na dzień nie jest może i lepiej, ale jest całkiem ok. Rzęsy nie są posklejane, w miarę pogrubione i przyzwoicie wydłużone. Myślę, że dolewka jest dobrą alternatywą w momencie, kiedy nasz budżet jest ograniczony. Jeśli jednak nie jest, to nie zawracajcie nim sobie głowy - jest to typowy przeciętniak :).

20141230


Jak konturować twarz bronzerem

autor:  Pudlo Manka

Konturowanie twarzy bronzerem potrafi działać cuda, niestety wiele z Nas pomija tak ważny krok w swoim makijażu. Kilka małych ruchów pędzlem i ukryjemy, wszystkie te części Naszej twarzy, które chciałybyśmy wyszczuplić, lub zmniejszyć. Czyż nie brzmi to wspaniale? :)

Ja aktualnie używam pudru brązującego "Glam Bronze" z Loreala. Jest mega wydajny, mam go już ponad rok, a została jeszcze jakaś połowa. Fajnie rozświetla, dzięki swoim drobinkom i jestem z niego zadowolona, ale chciałabym poszukiwać  czegoś nowego - matowego. 

Poniżej wstawiam Wam filmik Katosu jak modelować twarz. Wg mnie świetnie tę czynność pokazała :). Zaciekawił mnie również strasznie ten bronzer theBalm Bahama Mama i rozświetlacz Lou Manizer - kuuuurde zbankrutuję, ale chyba odpalę dziś Allegro :D.



Fajnie podkreślone kości policzkowe wysmuklą twarz i sprawią, 
że będzie wyglądała zniewalająco :).

20141209


Oczy i brwi

autor:  Pudlo Manka

Pora dziś na moje oczy i brwi! :) Mój makijaż oka od początku dziejów wygląda tak samo :P. Nie pamiętam już ile lat się tak maluję i aż wstyd się do tego przyznać :). Nie lubię zmian na oczach :D. Czarna kreska i złoty cień na górze, a na dole biały. Moje oczy tak umalowane wyglądają najlepiej, wierzcie lub nie, ale uwielbiam takie jasne rozświetlone oczy (przepraszam za te powtórzenia :P).



Aktualnie używam sypki, bardzo brokatowy cień z Golden Rose. Jest mega wydajny, mam go już ze 2 lata? Dopiero dziś zobaczyłam, że ma on w składnie aż 5 parabenów... Trudno, przeżyję :P. Nie waży się na oczach, wytrzymuje cały dzień i pięknie się mieni. Jest rewelacyjny :). Na dół oczu i linię wodną również "kładę" sypki cień, mam jakiś niefirmowy kupiony za grosze na Allegro, jakieś 3 lata temu, albo i lepiej :). Odcień biały, również bardzo brokatowy, próbowałam już wielu specyfików na linię wodną oka i wierzcie mi żadne kredki i cienie w kredkach nie zdają u mnie egzaminu. 

Kreskę od jakiegoś roku robię tym oto wspaniałym eyelinerem w pisaku od Eveline. Jestem z niego mega zadowolona, wytrzymuje u mnie w idealnym stanie cały dzień, nie rozmazuje się, nie deformuje, wygląda cały dzień, tak jak tuż przed malowaniem :). Wymieniam go co 3 miesiące, gdy czerń nie jest już tak czarna jak być powinna :). Ubóstwiam go, dzięki niemu mam perfekcyjne kreski :D. Tusz do rzęs aktualnie siedzi u mnie z Loreala, pisałam o nim tu Klik!.


Na sam koniec brwi, używam tylko i wyłącznie 4 cienia z paletki pierre rene. 

20140331


L'oreal volume million lashes

autor:  Pudlo Manka

EDIT: Tusz POKOCHAŁAM! Jak się okazało jest o niebo lepszy niż wspomniany niżej ulubieniec Maybelline. Osypywał mi się, ponieważ widocznie musiałam kupić jakiś stary. Aktualnie jestem w trakcie 3 tuby, no i jestem oczarowana :)). Szczoteczka jest idealna i wcale nie jest już dla mnie za twarda :). UWIELBIAM! :))

Na odstrzał idzie dość popularny tusz do rzęs l'oreal volume million lashes.  Co mogę o nim napisać? Nooo, nie jest zły :P. Wiem, że niektóre z Was mogą sobie pomyśleć "oszalała?! przecież nie ma swoich rzęs prawie w ogóle, a ten tusz je jej dał". Hmm... no fakt, dość fajnie poradził sobie z moimi marnymi rzęsami, w końcu widać, że je mam. 

Ale, ale - zacznę od początku ;). Te z Was, które są tu dłużej wiedzą, że moim absolutnym ulubieńcem i nr jeden jest podstawowy falsies z maybelline, pisałam o nim tu Klik!. To z nim czuję się najlepiej i to z nim uzyskuję tzw. efekt sztucznych rzęs. Niestety ciężko jest go dostać... Ten jest świetny i owszem, ale nie wydłuża moich rzęs tak bardzo, jak robił to falsisek :/. No i ta szczoteczka - kompletnie nie dla mnie stworzona jest silikonowa. Aby uzyskać niżej ukazany efekt muszę kilkanaście razy "przelecieć" rzęsy szczoteczką, a ona jest najzwyczajniej w świecie za twarda, przez co mam wrażenie, że niszczy mi moje i tak marne rzęsy. Kolejnym minusem jest fakt, że ten tusz niemalże od pierwszego użycia się osypuje. Jeśli jest to jedno czy dwa pociągnięcia nic się nie dzieje, ale jeśli więcej mam czarne piegi pod oczami w postaci zaschniętego tuszu. Wydaje mi się, że wszystkiemu winna jest jednak ta szczoteczka... 

Tak, czy siak jeśli w dalszym ciągu nie znajdę nigdzie mojego ukochanego maybellinka, chyba jednak zostanę wierną fanką tego tuszu, oczywiście z zastępczą szczoteczką :P. Mimo wszystko mogę polecić Wam tą maskarę, ponieważ naprawdę całkiem nieźle sobie radzi z marnymi rzęsami i dzięki niej choć przez chwilę czuję, jakbym miała prawdziwe firanki :).

Cena ok 40-50 zł

20140306


Moi nowi specjaliści ELSEVE

autor:  Pudlo Manka

Po ostatnim wpisie statystyki skakały w górę jak szalone! :) Bardzo mnie to cieszy i z pewnością temat pielęgnacji twarzy problematycznej pojawi się jeszcze nie raz na blogu :)). Mam w rękawie jeszcze kilka asów dotyczących tej dziedziny :D.

Tymczasem pora na moich nowych specjalistów do "włosowych spraw" :). Zacznę od ELSEVE nutri-gloss Cristal - Szampon upiększający: W poprzednim wpisie włosowym pojawił się niemalże identyczny szampon Klik! i będę z Wami szczera pisząc, że w nim zaciekawiły mnie nie tyle obietnice producenta o kryształowym blasku i aksamitnym dotyku, co widoczne gołym okiem drobinki, o które została wzbogacona nowa wersja mojego starego szamponu! :P Taki jakby drobniutki srebrny brokat, przez producenta nazwany "mikrokryształami" ;). Z początku myślałam, że po prostu przeźroczysta butelka jest nim pokryta, ale po małym teście na palcu przekonałam się, że jest on zawarty w szamponie :D. Straaasznie byłam ciekawa jak to wygląda na włosach, czy faktycznie te drobinki są widoczne i czy rozświetlą włosy :). No i faktycznie po umyciu włoski są miękkie i widocznie rozświetlone, ale nie w taki Sylwestrowy sposób - czyt. masa sklejonego brokatu na włosach, a w bardzo subtelny i nienachalny. Brokaciku nie widać gołym okiem i ta wersja faktycznie lepiej nabłyszcza. Używam go głównie, wtedy gdy rozpuszczam włosy, bądź gdy chcę im dodać blasku. Zapach identyczny jak w starej wersji. Dodatkowo podoba mi się ta przeźroczysta butla, przez którą widzę ile produktu zostało. 

ELSEVE arginine resist x 3 - Szampon wzmacniający: Używam go na co dzień. Jest on do włosków osłabionych z tendencją do wypadania. Moje są niestety osłabione, przez te codzienne lakierowanie i tapirowanie, bywa też, że je gubię :P. Na wstępie napiszę, że zapach tego szamponu jest po prostu boski! Taki owocowo-egzotyczny i co najważniejsze, utrzymuje się na włosach :)). Po umyciu włoski są odżywione, ale czy mocniejsze? I czy nie wypadają? Ciężko stwierdzić... Szampon na pewno mi krzywdy nie robi, może troszeczkę je wzmacnia, ale jakiś mega efektów nie zauważyłam. Od taki sobie zwykły szampon o ładnym zapachu, któremu czasem zdarzy się niechcący wzmocnić mi włosy :P. Myślę, że na plus jest również fakt, że nie obciąża mi włosów i spokojnie mogę przy nim je myć co 2-3 dni.