No i w końcu mam! Nosiłam się z zamiarem zrobienia ombre kilka lat.. Zupełnie nie wiem, dlaczego tak długo zwlekałam - to tylko włosy! ;) Oczywiście strach był nie mały, najbardziej obawiałam się tego, że doszczętnie popalę włosy, a co gorsze, że wyjdą zielone :P.
Obyło się bez dramatu, o dziwo włosy jakoś bardzo nie ucierpiały, no chyba, że to wyjdzie z czasem? Nie mam pojęcia, nie znam się na tym i był to mój pierwszy raz. Jako, że nigdy dotąd nie farbowałam włosów jestem z siebie mega dumna, bo zrobiłam wszystko sama! :D
Użyłam farby Loreal ombre N 2 dla włosów od ciemnego blondu, po brąz. Kusił mnie nr N 4, był nieco jaśniejszy i bez żółto-pomarańczowych tonów, ale niestety jest już chyba nie do dostania. Nic straconego - na YT podejrzałam, że ombre można tonować przy użyciu platynowego blondu! A więc, jeśli chcesz zrobić ombre sama w domu polecam Ci właśnie tą parkę, wydaje mi się, że nie ma możliwości, żebyś zrobiła sobie nimi krzywdę. A magiczną szczoteczkę z Loreala proponuję Ci zostawić i korzystać w przyszłości z ulubioną farbą ;). Loreala trzymałam ok 40 minut, a Marion 35 minut. Efekt końcowy nie jest nachalny i nie rzuca się jakoś bardzo w oczy.
Filmik instruktażowy, wg którego działałam macie tu:
Potrzebujemy:
Zdjęcie przed i po tygodniu od rozjaśniania - tuż przed tonowianiem. W związku z czym moje włosy na obu zdjęciach są nieco nieświeże :P. Chciałam pozbyć się tego czerwono-rudego pigmentu.
Zdjęcie przed tonowaniem i po. Jak widać wielkiej różnicy nie ma, aczkolwiek dzięki farbie Marion platynowy blond kolor trochę się ochłodził. Co bardzo fajne Marion nie chwyta na włosach nierozjaśnionych, więc nie ma obaw o jakieś dziwne plamy.
Tak prezentuje się moje ombre - zdjęcie zrobiłam dzisiaj. Jest trochę mniej rude, w przyszłości planuję jeszcze trochę je ochłodzić ;).