Ostatni "włosowy" post był tu klik, tym razem przychodzę do Was z nowością - Orhanix. Szampon ten jest z biotyną i kolagenem, ma nie tylko wyraźnie je wzmocnić, ale także dodać im znaczącej objętości. U mnie objętości nigdy nie za wiele, a że przy okazji obłędnie pachnie więc się skusiłam ;).
Kolejny raz naczytałam się w internecie, że butelka jest nieporęczna i wykonana ze zbyt twardego plastiku, co uniemożliwia "normalne" użytkowanie. Hmm... siłaczem nie jestem, mój biceps również pozostawia wiele do życzenia :P, ale! I z tym opakowaniem nie miałam najmniejszego problemu, więc nie wiem o co pewnym osobom tak do końca chodziło ;). Butelka mała poręczna i tak jak to wspomniałam już wcześniej w środku obłędny słodko pudrowy zapach, który zostaje na włosach dość długo.
Po pierwszym użyciu, gdy przerzuciłam się z Elseve faktycznie zauważyłam dużą różnicę jeśli chodzi o objętość moich włosów. Były bardzo tak jakby odbite od nasady - oczywiście suszyłam je głową do dołu. Nie to, żeby później efekt nie był widoczny, ale wiecie jak to jest - pierwsze wrażenie wow ciężko powtórzyć ;). Szampon ten nie przetłuścił w żaden sposób mojej czupryny, włosy również dobrze się układały. Nie do końca mogę odnieść się do tego w jakim stopniu je odżywił, ponieważ zawsze po umyciu kładę maskę, ale kilka razy użyłam do niego beznadziejną odżywkę (po której zresztą dostałam łupieżu :P), i włosy wciąż lśniły i wyglądały zdrowo.
Minusem może okazać się cena, bo szampon kosztuje około 30 zł, a szampony z Loreala (z których również jestem zadowolona) około 13 zł za tą samą pojemność ;).
Dobijam dna, póki co wrócę do Elseve z zieloną glinką - jeśli faktycznie poczuję różnicę wracam do Organix na stałe :).





