click me click me click me click me click me



20150816

Kallos BANANA -
bananowa maska do włosów

autor:  Pudlo Manka


Moim nowym odkryciem jest ta oto cudowna bananowa maska z Kallosa. Pierwszą rzeczą o której wspomnę, jest nieziemski zapach tego oto cuda, który o dziwo utrzymuje się na włosach przez kilka dni! Zapach jest oczywiście bananowy, baaardzo zjadliwy i przyjemny dla noska. 

Przejdę jednak może do istotniejszych właściwości Kallosa... Według producenta ma ona błyskawicznie nawilżać, "odmładzać" i pobudzać włosy. Dodatkowo tworzy warstwę ochronną, dzięki czemu są bardziej odporne na szkodliwe działanie gorącego powietrza oraz inne czynniki atmosferyczne. Rozjaśnia, nadaje gładkość i miękkość suchym, słabym, matowym włosom. 

Jedyne, co mnie trochę przeraża to ta ostatnia kwestia odnośnie rozjaśniania - lubię swoje ciemnie włosy i nie chciałabym ich "stracić". Puki co nie zauważyłam, żeby coś tam mi je zmieniła :P. NATOMIAST zauważyłam i to już po pierwszym użyciu, że fenomenalnie działa na moje włosy. Zaraz po wysuszeniu są jedwabiście gładkie, takie mięciutkie, lśniące i "sypkie". Faktycznie jakby owinięte ochronną powłoczką. Fajne jest również to, że nie obciążyła mi włosów i nie spowodowała, że przez swoją miękkość i "sypkość" miałabym jakieś problemy z porannym uczesaniem się. 

Nakładanie jest wyśmienicie przyjemne, i bezproblemowe. Ma dość gęstą konsystencję, dzięki czemu nic nie spływa, podczas gdy ją sobie tak trzymam na głowie :). Cena jest śmiesznie niska, ponieważ aż za 1l tego cuda trzeba zapłacić coś około 12 zł.

Pamiętacie, jak zachwalałam maskę z Romantica, o której pisałam tu była to moja tak naprawdę pierwsza maska do włosów, z tego co pamiętam. Dziś już mam porównanie i z całą pewnością mogę stwierdzić, że ta jest znacznie lepsza :).

20140413


Wspólne zakupy perfumeryjne

autor:  Pudlo Manka

Która z Nas nie kocha perfum? Dobrych perfum... :D Przyznam się Wam szczerze, że perfumy są jedną z moich wielkich słabości. Zawsze kiedy sobie obiecuję, że to już koniec ląduje na mojej toaletce kolejna flaszka :P. Znalazłam jednak na to sposób! :)

Na wizażu można zorganizować wspólne zakupy perfumeryjne! :) Organizatorka bierze na siebie całą odpowiedzialność za opłacenie ich, rozdzielenie i wysłanie do współkupujących. Jest masa zapachów jakie chciałabym przetestować - sprawdzić, niestety ceny są dość wysokie, a ja mam już za dużo nadpoczętych flaszek. Kupowanie na ml jest zatem dla mnie idealnym wyjściem :D.

I tak ostatnio stałam się posiadaczką 20 ml nowego zapachu Marca Jacobsa HONEY, i  5 ml klasyka DAISY. Za 1 ml zapachu (jednego jak i drugiego) zapłaciłam 1,85 zł. Cóż mogę o nich napisać?

HONEY - kiedy pierwszy raz skropiłam się tym cudem pomyślałam "mandarynki czuję, duuużo mandarynek i miód!", choć inni ich nie czuli :D. Dziś po sprawdzeniu nut okazało się, że faktycznie są zawarte w nucie głowy i bazy, także węch mam niezawodny :P. Miód i mandarynki, to połączenie zwykłego nudziaka? Ależ skąd! Mi jak najbardziej odpowiada, a na samą myśl o HONEY dostaję ślinotoku :). Bardzo apetyczna mieszanka, naprawdę ;). Jest to bardzo fajny Wiosenny, leciutki zapach. Jestem w połowie 10 ml, tak więc wydajność przyzwoita. Ogonek mają subtelny i tylko przez pierwsze 2 godzinki, później zapach tkwi sobie blisko przy skórze i tak jeszcze przez kolejne 4 godziny... Szkoda, ponieważ wolę zapachy z dłuższym ogonem ;).

Cena za 100 ml/ok 250 zł

DAISY - hmm, zapach świeży, poprawny, bez zbędnych szaleństw. Łudząco (przynajmniej na mnie) przypominający DG light blue, za to oczywiście minus. Wyczuwam w nim tylko piżmo i jaśmin, później trochę jakby cytrusy? Nie porwał mojego serca. Zdecydowanie wolę większe szaleństwo w nutach :P. Trwałość nieco lepsza od Honey, ogonek wyczuwalny przez 3 godzinki, później z godziny na godzinę słabnący. Łącznie jakieś 7-8 godzin jest ze mną. 

Cena za 100 ml/ok 260 zł