click me click me click me click me click me



20180321


Bourjois, Healthy Balance Unifying Powder

autor:  Pudlo Manka


W moje ręce wpadł ten oto puder prasowany z Bourjois w odcieniu 52 - waniliowym. Jako, że podczas Jesieni i Zimy moja cera jest mieszana w kierunku suchej, nie potrzebuję mocno matujących produktów (czyt. pudru ryżowego z Paese - było o nim tu). 
Co obiecuje producent?

"Pielęgnacja i jednocześnie makijaż o naturalnym wykończeniu, prasowany puder Healthy Balance Bourjois zapewnia blask, matowy finisz oraz lekki niczym puch skład, który nie obciąża skóry. Połączenie składu i konsystencji Healthy Balance sprawia, że puder nadaje makijażowi wykończenie oraz 10 - godzinną trwałość. Dzięki swojej rozdrobnionej i wnikającej w skórę formule, puder Healthy Balance zapewnia naturalne wykończenie makijażu. Wzbogacony o nylon i kaolin, jest łagodny i pozostawia uczucie świeżości i komfortu, bez grubej warstwy ani efektu maski. Puder ten przeciwdziała błyszczeniu się skóry i zapewnia dobroczynne działanie dzięki owocu kaki oraz yuzu. 
Wyciąg z kaki nawilża, regeneruje i ujędrnia skórę.
Ekstrakt z yuzu oczyszcza i uzdrawia skórę." 

I faktycznie tak jest, no może z tymi 10 godzinami się nie do końca zgodzę. Jednak muszę przyznać, że jest to naprawdę dobry produkt i z całą pewnością będzie mega wydajny. Wybrałam odcień waniliowy, i ten wg mnie jest idealny. Nie ciemnieje po czasie, nie ściera się, daje fajny efekt nienachalnego matu przez jakieś 7 godzin. Dodatkowo mamy tu trwałe i praktyczne opakowanie z lusterkiem. Ogromny plus za brak zapachu. Wypróbuję go na pewno jeszcze Latem, jestem straasznie ciekawa jak sobie poradzi ;).

P.S. Zagadka na dziś - gdzie ukrył się Ted? :P


20180130


Nowości do ust

autor:  Pudlo Manka


Długo się wzbraniałam przed napisaniem tego posta.. Wszystko przez to, że trochę będzie obszerny i czasochłonny, a ostatnio jestem dość leniwym blogerem i dodaję okrojone wersje słowne :P. Ale! W końcu się zebrałam więc już chyba nie jest ze mną najgorzej ;).

Hmmm, od czego by tu zacząć? Może po kolei..

  • Wibo Ultra Matte - mam odcień 1 ROYAL PINK, oraz 2 DESERT SAND. Co mogę o nich napisać? W zasadzie to niezbyt wiele, no może nie tak - nie wychodziłam w nich do ludzi. Kolory, które mam po prostu do mnie nie pasują - różowa jest zdecydowanie za jasna a ta druga po wyschnięciu jest tylko trochę ciemniejsza niż moja karnacja, więc również odpada. Z tej serii był jeszcze kolor śliwkowy i coś czuję, że ten mógłby mi przypaść do gustu - kto wie, może kiedyś ;). A co mi się spodobało? Zastygająca forma pomadki i fakt, że nie zostawia śladów. Oczywiście ma to również i swoje minusy, bo na bank trochę (lub bardzo) przesuszy usta i nie będzie się równomiernie ścierała ;). 
  • Bourjois Rouge Laque - Mam odcień 1 i 2 i tu również nie będę pochlebna. Jest to lakier do ust, myślałam, że po pierwsze będzie mega trwały a po drugie zastygający. Jakie było moje zdziwienie, gdy po zakupie pognałam zmyć starą pomadkę i nałożyć IDEAŁ. Okazało się, że ona jest błyszcząca i ni cholery nie chce zastygnąć. Nie dorosłam jeszcze do połysku na ustach, po prostu nie czuję się i wyglądam jakbym się śliniła na coś, lub kogoś :P. A nie chcę tak wyglądać - póki co. W zasadzie, to oprócz naprawdę przepięknych kolorów mogę przyczepić się do wszystkiego. Aplikator jest nieporęczny, lakier ma małą pigmentację i trzeba nakładać go więcej co daje jeszcze większy efekt LATARNI. Trwałość średnia, praktycznie cała ta lepka warstwa się szybko zjada, a na końcu pozostaje taki prawie transparentny tatuaż - to już ciężej zmyć, ale nie wygląda to wcale dobrze. W końcu czepiam się nawet za sam smak pomadki i co za tym idzie zapach - jest mega chemiczny, aż cierpnie język. To zdecydowanie moja najgorsza pomadkowa inwestycja wszech czasów! 
  • Loreal Matte - Mam odcień 401, który bardzo mi się podoba na kimś, a na mnie to już jakaś tragedia... Czasami się zastanawiam, czy coś ze mną nie tak? I jak wyżej, nie dorosłam jeszcze do połysku, a ta pomimo matu w nazwie nie do końca taka jest. Na plus aplikator i nawilżająca formuła. Trwałość średnia, ale ładnie się zjada.
  • Wibo Million Dollar Lips - Mam chyba najładniejszy odcień z całej gamy - 1, ale, ale! Pomimo ładnego koloru, dość dobrej trwałości coś mi tu nie gra.. No i ściera się bardzo dramatycznie, nawet jeśli nałożę tylko trochę produktu.
  • Wibo konturówka NUDE lips - Mam odcień 3 i 4 z czego bardzo podoba mi się tylko 4, a 3 na moich ustach jest średnia, nawet więcej niż średnia. I z całej tej dzisiejszej listy to właśnie czwórkę miałam na sobie najwięcej razy, ale czy ją lubię? Hmm, no nie wiem, w zasadzie to używałam jej tylko wtedy, kiedy pod ręką nie miałam tych z Golden Rose, więc to tak trochę na siłę próba zużycia choć jednego produktu ze sterty nietrafionych.
Wiecie co, dopiero teraz zdałam sobie sprawę z tego, że wszystkie powyższe mazidła do ust skrytykowałam. Chyba jestem uzależniona od Golden Rose i nie potrafię już przestawić się na inne, ale widzicie, że przynajmniej próbowałam... Nie zrażajcie się jednak moją opinią, tylko przetestujcie na sobie. Może jestem zbyt dużą czepialską i wymagam zbyt wiele?



20160920


Bourjois Volume reveal tusz do rzęs

autor:  Pudlo Manka


Miałam okazje testować jeden z najnowszych tuszów Bourjois. Co mnie urzekło na początku? Opakowanie, które na boku ma trzykrotnie powiększające lusterko! Niby nic, ale całkiem praktyczny gadżet :). Zdjęcia robiłam wieczorem, w związku z czym nie mogłam uchwycić dobrze właśnie tego małego szczegółu ;). Stąd też zapożyczyłam je ze strony producenta.



Szczoteczka jest dość precyzyjna i łapie prawie każdą rzęskę. Tusz podczas noszenia nie osypuje się i nie rozmazuje. 


Od lewej: bez maskary, jedna warstwa, 3-4 warstwy. Jakie są moje odczucia? Fajny tusz, który daje dość naturalny efekt. Może i nie zostanie moim wielkim przyjacielem, ale na jakieś wyjście w torebce jak najbardziej się przyda, ze względu na swoją poprawność i lusterko rzecz jasna :). Z Bourjois niezmiennie najlepszy jest tusz Bourjois Queen Attitude, było o nim tu.


20141009


Bourjois Queen Attitude

autor:  Pudlo Manka

O nowym ulubieńcu dziś chcę Wam co nieco napisać :). Strasznie polubiliśmy się z Bourjois, uwielbiam róż i pokochałam również tusz! :D (poetka?) 

Zacznę od szczoteczki, kiedyś pisałam Wam o tuszu Milion Lashes Loreala Klik! i uznałam tamtą za mega twardą - NIC BARDZIEJ MYLNEGO! Ta to jest dopiero twarda :P. Niczym druciak do rzęs ;). Jednak dzięki temu idealnie rozdziela i fantastycznie wydłuża, trafiając przy tym niemalże do każdej rzęsy. Uwielbiam w nim również, to że ma piękny - głęboki czarny kolor. Producent obiecuje, że wyszczotkowane tym tuszem rzęsy powiększą nam oko, wiecie co? Wydaje mi się, że tak właśnie jest! :) Dodatkowo fajnie podkręca rzęsy. Jest 2 razy wydajniejsza niż milion lashes i praktycznie do samego końca świetnie się nią maluje. Nie zauważyłam, aby się osypywała i rozmazywała. 

Używam na zmianę, ze wspomnianym wyżej tuszem Loreala i chyba już nigdy tej dwójki nie opuszczę :). A niegdyś uwielbiane Falsies, to nie jest już to :(. Być może na moją opinię, ma wpływ fakt, że używam w dalszym ciągu magicznej odżywki long 4 lashes. 


Lewa strona "goła", prawa zaś przyozdobiona tuszem do rzęs :)

20140603


BOURJOIS 95 rose de jaspe - róż do policzków

autor:  Pudlo Manka

Każdy jeden róż do policzków który miałam, był świetny i godny polecenia. Kiedy natomiast wypróbowałam "tego" przepadłam :D. Jest to bezkonkurencyjny klasyk, który na rynku występuje już ponad 100 lat. Po prostu idealny i to w każdym calu. 

Opakowanie, istne marzenie - jest lusterko, jest pędzelek, ładnie wygląda, jest zgrabne i filigranowe pięknie prezentuje się w kosmetyczce :P. Wiem, wiem nie powinno się zaczynać recenzji od tego, ale jestem wzrokowcem, takie rzeczy są przecież ważne! :D

Jeśli chodzi o sam róż - bogata gama kolorów, mi udało się odnaleźć idealny odcień, który wygląda na mojej buzi naturalnie, wtapia się tak jakby w skórę. Ma śliczne drobinki, które dodają buźce blasku, co ważne nie ściera się i wytrzymuje cały dzień. Pięknie pachnie! Naprawdę cudownie :). Jest też mega wydajny, starcza na jakiś rok :). 

Cena nie jest mała, ale jak na taką jakość i wydajność jest w 100 % tego wart.