click me click me click me click me click me



20180417


Trwały makijaż przez całą noc?

autor:  Pudlo Manka


Dziś przychodzę do Was z tanim i naprawdę świetnym sposobem, na przedłużenie wieczorowego makijażu. Dlaczego wieczorowego? A no dlatego, że wg mnie nie warto męczyć skóry (i tak męczonej podkładem) jeszcze bardziej na co dzień. Jeśli zależy Ci na przedłużeniu dziennego makijażu wystarczy, że na sam koniec utrwalisz go pudrem - ja uwielbiam do tego zadania ryżowy. Nie polecam używać bazy, lub o zgrozo mgiełki na co dzień, ponieważ może Cię zapchać.

Matującą bazę pod makijaż z całą pewnością mogę polecić tę z Golden Rose. Pieknie wyrównuje powierzchnię skóry i daje ładny delikatny mat. Jeśli zależy Ci na mocnym macie, po fluidzie przypudruj twarz pudrem ryżowym i spryskaj mgiełką.

Przechodząc zaś do mgiełki utrwalającej makijaż mogę polecić właśnie tą z Essence, bo u mnie sprawdziła się świetnie. Trzymała wszystko na swoim miejscu w upalny Sierpniowy dzień i wieczór przez 12 godzin! W połączeniu z bazą oczywiście.

Małą ciekawostką jest również fakt, że niektóre kobiety spryskują wykonany makijaż lakierem do włosów. Ale! Musi być to lakier dobrego gatunku z solidnym rozpylaczem. Elnett z Loreala świetnie do tego się sprawdza, ale jeśli nie jesteście takim hardcorem (tak jak ja :P) i po prostu się boicie - polecam ten z Essence :).

20180226


Golden Rose Dream Lips lipliner - obsesja

autor:  Pudlo Manka


Mam ostatnio prawdziwą obsesję na punkcie konturówek, już nawet nie pamiętam kiedy ostatni raz miałam na ustach standardową pomadkę. Moje serce skradły (jakżeby inaczej) te z Golden Rose - dream lips. 

Są nie tylko wyjątkowo trwałe i świetnie napigmentowane, ale również miękkie i kremowe, co daje możliwość bezproblemowego nałożenia ich na całe usta. 

Moim absolutnym hitem jest ostatnio nr 512, resztę również uwielbiam - ale ten skradł moje serce najbardziej ;). Kolorem "na co dzień" jest niezmiennie konturówka z Deni Carte w odcieniu 207 (było o niej tu). Najmniej polubiłam się z 506, a 520 lubię tylko jesienią ;).



20170328


Golden Rose Lip Marker - pomadka w markerze

autor:  Pudlo Manka



W końcu się doczekałam! Golden Rose wypuściło na rynek super trwałe markery do ust. Uwielbiam mazidła do ust z tej firmy, wg mnie jest to najlepszy producent najtrwalszych pomadek w śmiesznie niskich cenach. Testowałam już matowe pomadki klik!, płynne matowe pomadki klik! - teraz pora na markery. 

Każdy nowy produkt jest jeszcze lepszy od "starego", więc po cichu liczyłam, że będzie to mój hit. Niestety tak się nie stało... Zacznę od tego, że kolory nie do końca są moje - wszystkie są praktycznie mega ciemne, brakuje mi tu jakiegoś jasnego naturalnego zwyklaka. Przypadła mi do gustu czerwień 103 i tą też zaaplikowałam jako pierwszą na usta. Musze przyznać, że samo nakładanie nie należy do najprzyjemniejszych, czujemy jak marker momentalnie zasycha na ustach, łatwo o nieestetyczne plamy "moro", wystarczy niechcący 2 razy przejechać po tym samym fragmencie ust. Smak dziwny - markerowy, no bo w końcu jest to mazak :P. A co z trwałością? Gdyby trzymała się tak jak na dłoni, to pewnie byłaby to najtrwalsza pomadka na świecie. Nie mogłam się jej pozbyć przez 3 dni, a próbowałam WSZYSTKIEGO, nawet wody utlenionej ;). Ale! Sprowadzam na ziemię - na ustach trzyma się tak samo jak wersja motowych płynnych pomadek, z tą różnicą, że w tym przypadku, gdy się zetrze z łatwością możemy się domalować i usteczka wyglądają jak świeże ;). W przypadku płynnych już nie możemy sobie pozwolić na bezkarne poprawki, bo robią się nieestetyczne wałki :P. 

Kolejnym minusem jest fakt, że przez cały czas noszenia czułam, że moje usta są suche! Fatalne uczucie, w dodatku po jednej aplikacji nabawiłam się skorupy zamiast warg... Nigdy nie miałam z tym problemu, a nawet najsuchsze pomadki świata nie były w stanie mnie tak wysuszyć. Więc odradzam, jeśli macie problem z suchymi usteczkami. Marker nie daje totalnego matu, ba! Nawet stwierdzam, że on tak jakby pozostawia taką skorupkę, która odbija światło. 

Nooo ja jestem zawiedziona, kompletnie produkt nie dla mnie. Jestem ciekawa Waszych opinii, może tylko na moich ustach utworzyła się taka mała tragedia ;)


20160526


Golden Rose - LONGSTAY LIQUID MATTE LIPSTICK

autor:  Pudlo Manka


Przychodzę dzisiaj do Was z recenzją nowych płynnych matowych pomadek Golden Rose. Muszę przyznać, że są naprawdę świetne! Zawsze używałam standardowych, a długotrwałe płynne nie zostawiły po sobie dobrego wspomnienia - mam tu na myśli Max Factora, który nieziemsko wysusza usta i nieestetycznie z nich schodzi :/. Jeśli już przy "schodzeniu" jesteśmy, to muszę napisać, że płynna pomadka Golden Rose będzie nam pięknie i równomiernie schodziła z ust tylko wtedy, jeśli nie przedawkujemy z ilością. Są bardzo mocno napigmentowane i wystarczy dosłownie odrobinka - aplikator najlepiej jest "przed" delikatnie wytrzeć z każdej strony, zdecydowanie za dużo nabiera produktu. Co również jest bardzo fajne, to fakt, że nie potrzebujemy żadnej konturówki! Dzięki temu małemu precyzyjnemu gagatkowi z łatwością, możemy obrysować kontur ust. Zastygają po około minucie i trzymają się naprawdę długo! Są fajnie matowe i przede wszystkich nie powodują żadnego dyskomfortu na ustach, wręcz przeciwnie - czuje, że są nawilżone i że coś fajnego na nich siedzi :).

Opakowanie jest schludne i bardzo poręczne, wykonanie solidne, a zapach obłędny! Pachną budyniem waniliowym :). Z czystym sumieniem mogę je Wam polecić, zwłaszcza, że naprawdę nie są drogie - jak na płynne długotrwałe pomadki. Na stoiskach Golden Rose kosztują 19,90 zł, a w drogeriach Turkus (Wałcz, Piła) dostępne są za 16 zł.

Poniżej macie swatche pomadek:
(od lewej strony 1)

Na szybko chcę Wam również pokazać jak prezentują się na ustach - z góry zaznaczam, że nie jestem mistrzynią selfie, nie wszystkie kolory akurat na mnie prezentują się dobrze i zdjęcia dla mojej wygody zrobiłam przednim aparatem telefonu, który ma jakąś opcję upiększania, w związku z czym na niektórych zdjęciach mogę wyglądać dziwnie :P. 
Zaczynajmy!

 Odcień 01 - na mnie TRAGEDIA. Jest zbyt jasny i zbyt brzoskwiniowy. Na zdjęciu widać, jak dobrze się w nim czuję :P.

 Odcień 02 - zdjęcie przekłamuje kolor, w rzeczywistości jest on duużo bardziej intensywny. Ma on delikatne drobinki które dają takie mato-satynowe wykończenie.

Odcień 03 - jest najbardziej naturalnym kolorem z całej gamy, ma również delikatne drobinki jak w przypadku nr 02.

Odcień 04 - bardzo ładny przygaszony odcień czerwieni, taki jakby truskawkowy - bardzo przypomina mi odcień 067 Semilac. Fajnie się go nosi. 

 Odcień 05 - to mój absolutny hit! Jestem oczarowana tym odcieniem, jest pod każdym kątem idealny. Co prawda bardziej Jesienny, ale kto mi zabroni używać go inną porą roku :D. Ma najmniejsze i najbardziej niewidoczne drobinki z wszystkich "świecących" odcieni. Jest prawie pełnym matem z efektem delikatnej poświaty.

Odcień 06 - również bardzo się polubiliśmy. Piękny, ale również zgaszony odcień intensywnego różu (tak, wiem jak to brzmi ;) ).

 Odcień 07 - to jak widać kompletnie nie mój kolor i w dodatku ma drobinki, które wg mnie są zbyt widoczne. 

Odcień 08 - zdjęcie chce nas oszukać, bo w rzeczywistości jest to soczysty neonowy "Barbie" róż ;).

Odcień 09 - to piękna klasyczna czerwień

Odcień 10 - popularny ostatnio trupi kolor, który absolutnie do mnie nie przemawia. Wyglądam w nim dziwnie, co najmniej tak, jakbym była chora. Ale! U totalnych bladziochów powinien się sprawdzić i wyglądać przyzwoicie.

Odcień 11 - jasny brąz to nie moja bajka, w dodatku ma duże widoczne drobinki. Całość wygląda dość słabo, kompletnie nie mój kolor

Odcień 12 - ładny ciemny brąz, niestety ma duże i dość widoczne drobinki, gdyby nie to również byłby idealny

20160306


Golden Rose dream lips 520

autor:  Pudlo Manka


Pamiętacie jak pisałam Wam o idealnej naturalnej konturówce Golden Rose 510, którą można aplikować na całe usta? Do dnia dzisiejszego to mój hit! Już wtedy zapowiedziałam, że zdecyduję się jeszcze na jakiś kolor. Padło na 520, jest to odcień taki jakby bordowo fioletowy - w każdym bądź razie piękny! :P Nie zawiodłam się i tym razem - wygląda bajecznie na ustach i jest często komplementowana. Bardziej nadaje się na Jesień i Zimę, ale jeśli w ciągu Wiosny, czy Lata mi się jej zachce, to dlaczego miałabym sobie odmawiać? ;)

Małym minusem jest to, że w ciągu dnia np. po posiłku trzeba zrobić delikatną poprawkę, kolor jest dość mocny i od razu widać jak się zetrze. Kiedy mi się skończy, bez chwili zastanowienia kupię następną :).

A jakie są Wasze ulubione kolory Dream Lips?


20151105

Golden Rose Dream Eyes Eyeliner -
bardzo dobra kredka na linię wodną oka

autor:  Pudlo Manka


Golden Rose nie przestaje mnie zachwycać - idealne, długotrwałe matowe pomadki (klik), idealna konturówka do ust w najbardziej naturalnym kolorze świata (klik), a teraz ta oto wspaniała, mięciutka kredka w kolorze nude, która idealnie sprawdziła się u mnie na linię wodną oka. Wszystko to za bagatela 6 zł. Firmo trwaj i się rozwijaj! :D

Kredka ta ma kremową konsystencję, dzięki czemu jest niebywale miękka, a nakładanie jej na linię wodną jest czystą przyjemnością. Dodatkowo jest ona bardzo mocno napigmentowana, więc nie trzeba nią trzeć wrażliwej skóry, a lekko musnąć. Co więcej kolor utrzymuje się niemalże w nienaruszonym stanie i wygląda estetycznie. Konturówka jest śmiesznie tania i ogólnie dostępna. Najlepsza jaką kiedykolwiek miałam.

Wspominałam już o tym, jak ważne jest zaznaczenie linii wodnej jasną kredką przy małych oczach? Dzięki temu prostemu trikowi optycznie je otworzymy i powiększymy. Nie polecam używać do tego kredki w białym kolorze, efekt wtedy jest bardzo wyrazisty, nawet trochę przerysowany i możemy wyglądać jak lalka :P.


Zdjęcie podglądowe zrobione telefonem, celowo powiększony kontrast, 
by jasna kreska była bardziej dla Was widoczna :)

20150811


Golden Rose Dream Lips 510

autor:  Pudlo Manka

Pamiętacie jak tu pisałam Wam o wynalezionej konturówce Inglot, która była zbliżona do koloru ust? Otóż moi drodzy znalazłam lepszą wersję za bagatela 6 zł! Nie, to nie żart, nowa konturówka Golden Rose dream lips 510, jest IDEAŁEM. Inglot 74 to również bardzo ładny odcień, ale leci trochę w taki zmarznięty kolor ust, nawet w niektórym świetle siny. Golden to piękny naturalny i zdrowy kolor. 

Co jeszcze? A no dostępność, znajdziemy ją w każdej dobrej drogerii. Dream Lips ma świetną kremową konsystencję, dzięki czemu bajecznie aplikuje się ją na całe usta. Przypominam, że Inglot jest mega suchy i bez balsamu "przed" się nie obejdzie. Wystarczy jedno pociągnięcie i kolor ląduje na ustach, u Inglotowej konkurencji trzeba się dobrze namachać i ją rozgrzać, żeby zaczęła się poprawnie nakładać. 

Trwałość! Na moich ustach wytrzymuje podobnie jak pomadki velvet matte - cały dzień. Inglot niestety ściera się po kilku godzinach. 

No i w końcu ceeeena, za jedną konturówkę Inglota trzeba zapłacić 18 zł, za Dream Lips coś około 6 zł - po przeliczeniu 3 w cienie 1. Daje do myślenia? :)

Inglot 74 aktualnie leży w koncie, a ja dzielnie męczę Golden Rose 510. Warto zauważyć, że seria dream lips ma bogatą gamę kolorów. Z pewnością jeszcze się na jakąś skuszę :)).

A jakie jest Wasze zdanie? 

zdjęcie podglądowe, robione na szybko - tak wiem, nie jestem mistrzynią selfie :P
(lekko podkreślone usta konturówką)
(tutaj już trochę mocniej)

A tu macie zdjęcie podglądowe Golden Rose vs. Inglot :)


20150507

Golden Rose velvet matte
- matowe pomadki

autor:  Pudlo Manka

Nadeszła pora, by przedstawić Wam moich osobistych agentów do zadań specjalnych. Mowa oczywiście o Golden Rose Velvet Matte lipstick. UBÓSTWIAM te pomadki za trwałość, za piękne kolory i za śmiesznie niską cenę. To niebywałe, jak pomadka za 9 zł może być tak niesamowicie trwała, i tak fantastycznie napigmentowana. Ponad rok temu kupiłam 11, a dopiero jakiś czas temu postanowiłam powiększyć swoją kolekcję o idealną czerwień i idealny naturalny kolor. Sama nie wiem, dlaczego tak późno! :)

Z początku myślałam, że skoro są to matowe pomadki to i muszą w większym lub mniejszym stopniu wysuszać usta - nic bardziej mylnego! Dzięki zawartości składników nawilżających oraz witaminie E nawilża usta i w żaden sposób ich nie wysusza. Otrzymujemy piękne aksamitnie matowe wykończenie.

Na jakie kolory się zdecydowałam?


Najpierwsza była fuksja, pisałam Wam o niej tu. Kolor 11 jest idealnym uosobieniem tego odcienia. Mając ją na ustach nie raz słyszę komplementy, czy pytania o to jaka to pomadka.

Dłuuuugo szukałam idealniej czerwieni, niestety idealny odcień nie szedł w parze z trwałością, a to jednak jest dla mnie priorytet. W końcu odcień 17 posiada wszystko to, co dla mnie ważne. Piękną głęboką czerwień i nieskazitelną trwałość. Między 17 a 11 nie widać zbyt dużej różnicy, zobaczycie to patrząc na pierwsze i trzecie zdjęcie. Dopiero na ustach - co jest ogromnym plusem, ponieważ mogę nawet używać tej samej konturówki. 

Pamiętacie ten post o konturówce Inglot 74? Zakochałam się w tym kolorze, niestety ołówek był dla mnie zbyt suchy, a gdy traktowałam usta przed jej nałożeniem pomadką ochronną trwałość dodatkowo się skracała. Zapragnęłam więc pomadki w tym kolorze - oczywiście bardzo trwałej i matowej. Nie mogło być więc inaczej i odnalazłam ją - Velvet matte 02 :). Jest to IDENTYCZNY, piękny naturalny odcień. 

Pokochałam na dobre matowe pomadki Golden Rose i nie wiem czy spotkam na swojej drodze coś lepszego. Przepraszam Was za prześwietlone zdjęcia twarzy, ale tylko mój telefon potrafił uchwycić dość dobrze kolory pomadek.

Znacie, lubicie? 

20141209


Oczy i brwi

autor:  Pudlo Manka

Pora dziś na moje oczy i brwi! :) Mój makijaż oka od początku dziejów wygląda tak samo :P. Nie pamiętam już ile lat się tak maluję i aż wstyd się do tego przyznać :). Nie lubię zmian na oczach :D. Czarna kreska i złoty cień na górze, a na dole biały. Moje oczy tak umalowane wyglądają najlepiej, wierzcie lub nie, ale uwielbiam takie jasne rozświetlone oczy (przepraszam za te powtórzenia :P).



Aktualnie używam sypki, bardzo brokatowy cień z Golden Rose. Jest mega wydajny, mam go już ze 2 lata? Dopiero dziś zobaczyłam, że ma on w składnie aż 5 parabenów... Trudno, przeżyję :P. Nie waży się na oczach, wytrzymuje cały dzień i pięknie się mieni. Jest rewelacyjny :). Na dół oczu i linię wodną również "kładę" sypki cień, mam jakiś niefirmowy kupiony za grosze na Allegro, jakieś 3 lata temu, albo i lepiej :). Odcień biały, również bardzo brokatowy, próbowałam już wielu specyfików na linię wodną oka i wierzcie mi żadne kredki i cienie w kredkach nie zdają u mnie egzaminu. 

Kreskę od jakiegoś roku robię tym oto wspaniałym eyelinerem w pisaku od Eveline. Jestem z niego mega zadowolona, wytrzymuje u mnie w idealnym stanie cały dzień, nie rozmazuje się, nie deformuje, wygląda cały dzień, tak jak tuż przed malowaniem :). Wymieniam go co 3 miesiące, gdy czerń nie jest już tak czarna jak być powinna :). Ubóstwiam go, dzięki niemu mam perfekcyjne kreski :D. Tusz do rzęs aktualnie siedzi u mnie z Loreala, pisałam o nim tu Klik!.


Na sam koniec brwi, używam tylko i wyłącznie 4 cienia z paletki pierre rene. 

20141019


Fuchsia lips

autor:  Pudlo Manka

Przyszła i kolej na usta! :D Moja miłość do fuksji zaczęła się ponad rok temu. Najpierw miałam jakąś zwykłą pomadkę utleniającą się z Celi, ale to nie był "ten" odcień. Później nosiłam Loreala, ale zauroczenie trwało równie krótko. Szminka nie trzymała się prawie wcale moich ust, no i była to za ciemna wersja ukochanego koloru:/. 

Przez przypadek dorwałam tą z Astora nr 104 satin fuchsia - PRZEPADŁAM! Kolor idealny, trzymała się nawet wyśmienicie (wtedy w porównaniu do Loreala). Fascynacja trwała aż "1 zużyte opakowanie i połowę nadpoczętej drugiej szminki" :D. Wtedy to na rynek weszły matowe pomadki Golden Rose, kiedy zobaczyłam nr 11 kolejny raz przepadłam :D. Kolor nieco jaśniejszy od Astora, przy czym jednak idealniejszy :). Żywszy, bardzo napigmentowany, nieziemsko matowy. Kupiłam, zapłaciłam 8 zł (!) i do dnia dzisiejszego wielbię! :) Trwałość CAŁODNIOWA - jem, piję a ona dalej siedzi sobie na moich ustach, aż do demakijażu. 

Cena w porównaniu do jakości jest śmieszna. Nawet długotrwała pomadka z Rimela jej nie pobiła. Jedyne do czego mogę się przyczepić, to opakowanie... Jednak za ten kolor i wytrzymałość nie zamienię na żadną inną :). Ta z Astora też nie była zła, ale niestety nie trzymała się tak fajnie.


Mam już swoją idealną pomadkę, czas na idealną konturówkę do ust, by jeszcze dłużej cieszyć się nią na ustach :). Moim nr jeden jest ta z Pierre Rene 04, dzięki niej nie ma mowy o żadnym rozmazywaniu. 

Astor

Golden Rose

Na koniec chcę Wam przedstawić pomadkę ochronną z Maybelline Baby lips, ja mam tą  w odcieniu cherry me. Idealnie sprawdza się na zimniejsze dni, łączę ją kiedy velvet matte jest troszeczkę za sucha. To połączenie jest idealne! :)